Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trójka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trójka. Pokaż wszystkie posty

19 marca 2009

Muchy - Terroromans

Muchy - Terroromans (Polskie Radio)














  • Wyścigi, Fototapeta, Najważniejszy Dzień, Galanteria, Miasto Doznań, Zapach Wrzątku, Brudny Śnieg, Pięć po wpół, 21 Dni, Górny Taras, Terroromans, 111
Skład:
  • Michał Wiraszko - voc, g, k
  • Piotr Maciejewski - g, voc, k
  • Tomasz Skórka - b
  • Szymon Waliszewski - dr
Produkcja: Muchy i Przemysław "Perlazza" Wejmann

Mało jest takich płyt, które zmuszają mnie do natychmiastowego wciśnięcia Play natychmiast po wybrzmieniu ostatniego utworu, a jeszcze mniej jest takich płyt polskich wykonawców. Prawdopodobnie gdyby nie wspólny koncert z Happysad to w ogóle nie zainteresowałbym się twórczością zespołu Muchy i popełniłbym grzech śmiertelny, na szczęście bardziej z ciekawości niż z zachwytu po koncercie zakupiłem Terroromans i nie mam prawa żałować tego zakupu.
Przesłuchałem ten album już conajmniej kilkanaście razy, każdy utwór rozłożyłem na czynniki pierwsze i nadal nie poznałem tak naprawdę odpowiedzi co takiego jest w tym krążku, co nie pozwala nucić nic innego niż ostatni usłyszany z tej płyty utwór, aż do początku następnego utworu. Dopiero dziś, zbierając informację o tej płycie ucieszyłem się, że nie ja jeden mam podobne odczucia. Dlaczego?
- Zespół Muchy - odkrycie roku 2006 przez miesięcznik Machina i Program 3 Polskiego Radia;
- Terroromans - "Płyta Roku" wg. słuchaczy Programu 3 Polskiego Radia;
- Nominacje do Eska Music Award 2008 w kategorii "Album roku ROCK" i do Fryderyka 2008 w kategorii "Nowa twarz fonografii";
- 3 nagrody "Miazga 2007" magazynu Pulp, w kategoriach: zespół, płyta i piosenka ("Miasto Doznań") roku;
- Trasy koncertowe z zespołami HEY, Happysad, support zespołu Editors w warszawskiej Stodole.
Mało?
Nie znam drugiej takiej kapeli (nie licząc Comy), która zdobyłaby tyle nagród po wydaniu zaledwie jednej płyty, zwłaszcza tej od Programu 3 Polskiego Radia, który jest od lat znany przede wszystkim ze względu na promocję młodych, utalentowanych kapel.
Ale dość już słodzenia, czas przejść do konkretów. Pierwszą rzeczą, jaką każdemu słuchaczowi musi rzucić się w oczy to okładka płyty. Różowo-błękitna stylistyka to coś absolutnie nowego jeśli chodzi o polski rynek muzyki rockowej, pokazujący jednocześnie odwagę tego kwartetu z Poznania, odwagę, która zaprocentowała. Oficjalna lista singli z tej płyty prezentuje się następująco - "Miasto doznań", "21 dni", "Galanteria" i "Najważniejszy dzień", jednak szczerze muszę napisać, że większość z niewymienionych piosenek równie dobrze mogłaby się stać singlem. Prawie w każdym utworze znajduje się taki fragment, który sprawia, że zapada on w pamięć, od pierwszego utworu "Wyścigi" aż do ostatniego, "111".
Po koncercie Much w pamięci zapadła mi przede wszystkim porywająca gra perkusji (Arctic Monkeys się kłania) i słuchając utworów "Fototapeta" czy "Najważniejszy dzień" nie można się nie zgodzić, że jest to ogromny plus. Jednak mimo wszystko aby docenić prawdziwą siłę bębnów w wykonaniu Much, należy udać się na ich koncert.
Niesamowite w tej płycie jest to, że w prawie każdej piosence znajduje się właśnie taki fragment, który zapada w pamięć i nie daje się stamtąd wyrzucić. Nie wiem jak w przypadku innych osób, ale za mną cały czas chodzi "i biorę bez pytania to co mam do zabrania" ("Fototapeta"), "czy już wiesz czy chcesz? czy już jesteś w grze? czy już czujesz, że się zbliża najważniejszy dzień" ("Najważniejszy dzień"), "wyglądasz tak nierozsądnie - to nieistotne" ("Miasto doznań"), "wszystkie słowa na 'm' " ("Zapach wrzątku"), "mów ciszej a najlepiej nie mów nic" ("21 dni") a przede wszystkim - "nowocześnie terroryzuj, romantycznie hipnotyzuj mnie" ("Terroromans"), i to nie jest przypadek że aż tyle utworów z tej płyty tak zapadło mi w pamięć - ta płyta jest po prostu tak dobra, że sama wpada w ucho, ale co ważniejsze - już tam zostaje :-)
Możnaby przyczepić się, że większość tekstów ociera się o kicz, ale mimo balansowania na tej cienkiej granicy Muchom udało się nagrać płytę o związkach, miłości, romansie, braku akceptacji, poszukiwaniu sensu, życiu tu i teraz, rozterkach każdego człowieka.
Płyta jest świetnie nagrana, wszystkie utwory prezentują naprawdę wysoki poziom i mimo iż wiem że są to w większości straszne ogólniki, to jednak nie potrafię inaczej o tym krążku napisać. Płyta ta stanowi zbiór piosenek na bardzo wysokim poziomie, spośród których bardzo ciężko wybrać jest "ten najlepszy singiel". Są jednak także i minusy, przede wszystkim fakt, że płyta ta jest krótka. Zaledwie 42 minuty muzyki oraz niektóre "dograne" na siłę końcówki utworów (np. "Zapach Wrzątku", "111"), a aż prosiłoby się zamiast tego zamieścić na płycie jeszcze z 2-3 utwory... i wszyscy byliby szczęśliwi.
Podsumowywując - Terroromans to jedna z najlepszych płyt polskich wykonawców jaka w ciągu ostatniego roku wpadła mi w ręce i gorąco polecam ją każdemu. Istnieje (małe bo małe, ale jednak) pewne ryzyko, że płyta ta może komuś nie przypaść do gustu, ale choćby z samej ciekawości jak obecnie prezentuje się polska nowoczesna scena muzyczna warto choć raz poddać się temu romansowi.
Mnie osobiście ta płyta bardzo pomogła - ostatnio nie miałem najlepszego okresu w swoim życiu, a właśnie ta płyta sprawiła, że teraz znów z pozytywnym nastawieniem mogę śpiewać "nowocześnie terroryzuj, romantycznie hipnotyzuj" :-)

25 stycznia 2009

Muzyka zagraniczna a sprawa polska

Wracając kilka dni temu do domu słuchałem audycji w radiowej Trójce o projekcie ustawy określającej konkretne prawa twórcy i odtwórcy oraz o promowaniu zagranicznych twórców w rozgłośniach kosztem rodzimych muzyków. Jako że zbiegło się to w czasie z moim esejem na przedmiot Economic Law o ZAiKS-ie, słuchałem z uwagą i postanowiłem wyrazić moją opinię na ten temat.
Owszem, słuchając dowolnej rozgłośni łatwo dojść do wniosku, że częściej odtwarza się utwory zagranicznych wykonawców. Zapewne nikt nie miałby nic przeciwko temu, gdyby te utwory były naprawdę dobre, jednak niestety często zmusza się słuchaczy do słuchania naprawdę przeciętnych piosenek, które puszcza się nawet po kilkadziesiąt razy dziennie, licząc na wylansowanie tych właśnie utworów. Poniekąd rozgłośniom udaje się ta sztuka - na jakąkolwiek listę przebojów spojrzeć, od najpopularniejszych stacji w Polsce - Trójki, Radia Zet, RMF FM - po mniej popularne Radio Złote Przeboje - prawie wszędzie widać zagraniczne przeboje. Wyjątkiem od tej zasady jest Radio Wawa, nadające tylko polską muzykę, jednak "jedna jaskółka wiosny nie czyni" i poruszony problem faktycznie jest poważny. Na ile zagraniczne utwory (utwory, bo niekoniecznie muszą to być przeboje) są na tyle godne ucha polskich słuchaczy, że większość czasu antenowego, a co za tym idzie pieniędzy z tantiem, idzie do zagranicznych słuchaczy?
Ze strony ZAiKS-u możemy dowiedzieć się o niepokojącym trendzie, mianowicie od lat zwiększa się różnica pomiędzy wartością honorariów wypłacanych polskim i zagranicznym artystom. Na swojej stronie ZAiKS próbuje wyciągnąć pozytywne aspekty tego procesu - o ile takowe istnieją - m.in. takie, że to dzięki skuteczniejszym kontrolom tej organizacji ta dysproporcja powiększa się, jednak nie da się uciec od innego wniosku - jeśli ten proces będzie się pogłębiał, polski rynek muzyczny oraz polskie zespoły nigdy nie będą odgrywać znaczącej roli choćby na europejskim rynku. I znowu są chlubne wyjątki, choć niekoniecznie znane szerszemu gronu słuchaczy ze względu na rodzaj muzyki, jaki grają - trasy koncertowe deathmetalowego Vadera i Behemotha są często wyprzedane na kilka tygodni przed gdziekolwiek się odbywają, jednak znalezienie innych takich przypadków graniczy już niemal z cudem. Dlaczego?
Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze... i tak jest w tym przypadku. Rozgłośnie radiowe dostają często dofinansowanie od wytwórni płytowych z nakazem puszczania danych utworów określoną ilość razy na dobę. Rozgłośniom radiowym zatem opłaca się odtwarzać dany utwór częściej, bo koszta opłat za tantiemy ponosi w pewnej części sam wydawca... Z punktu widzenia przeciętnego słuchacza taka taktyka może wydać się idiotyczna - po co wytwórnie płacą za nagranie danej płyty a potem jeszcze drugi raz za odtwarzanie tejże, zamiast liczyć, że muzyka sama się obroni? Jest w tym jednak sens - odsetek ludzi, którzy po usłyszeniu n-razy danego utwory w radiu kupią daną płytę jest o wiele wyższy od odsetka ludzi, którzy sami "odnajdą" danego wykonawcę i jego dzieło, a później może kupią. Tak czy inaczej, mimo iż wytwórnie płytowe płacą niemałe pieniądze za odtwarzanie ich muzyki, i tak im się to opłaca. Pozostaje jednak pytanie - dlaczego w takim razie lansuje się w ogromnej większości zagranicznych wykonawców, a nie polskich? Prościej jest wypromować kogoś, o kim jest już głośno za granicą, o kim można przeczytać w nagłówkach amerykańskich serwisów muzycznych niż mało komu znanych polskich artystów, których muzyka niekoniecznie musi być gorsza. Zresztą wystarczy spojrzeć na typ zagranicznej muzyki, jaką jesteśmy zalewani - ile już było tych samych artystek typu Rihanna, Beyonce etc., jedna mniej różna od drugiej? Mimo iż każda znalazła w naszym kraju fanów, to jednak szkoda że odbywa się to kosztem naszych kapel, które często wiele lat walczą o choćby szansę przebicia się.
Nie jestem zupełnym wrogiem promowania zagranicznej muzyki w Polsce. Owszem, przyznam że brakuje mi czasem w czasie najlepszej słuchalności polskich utworów, które są przesuwane na gorszy czas antenowy. Skrajnym przypadkiem jest tutaj radio Eska Rock - w ciągu dnia przeplatają utwory rodzime z zagranicznymi (ze wskazaniem na te drugie), natomiast od północy do godziny 6 rano puszcza tylko i wyłącznie polską muzykę. Ponieważ jestem studentem nierzadko uczyłem się w takiej porze dnia (a raczej nocy), jednak wystarczy raz odbyć taką "sesję" z tylko i wyłącznie polską muzyką aby się przekonać na własnej skórze, że słuchanie przez tyle czasu tylko rodzimej muzyki jest niezwykle trudne, ja osobiście po dwóch godzinach musiałem przerzucić się na zagraniczną muzykę. Nie bez znaczenia jest dla mnie fakt, że na co dzień studiuję w języku angielskim oraz mówię płynnie językiem hiszpańskim i uważam, że nie wolno się zamykać na jeden język. Często zagraniczni wykonawcy są jednak wybitniejsi, za pomocą innego języka potrafią zupełnie inaczej wyrazić podobne słowa... Obecnie na mojej playliście znajduje się 29 utworów, z czego niestety tylko 3 są polskie, 3 hiszpańskie, a cała reszta - angielska.
Wiele osób znających polski rynek muzyczny mówi, że taka sytuacja z dysproporcją pomiędzy polskimi a zagranicznymi artystami była, jest i będzie i nie da się tego zmienić. Ja jednak tak nie uważam i zawsze przytaczam przykład Finlandii. Niby mały kraj, nie żadne Stany czy Wielka Brytania, w której rynek muzyczny jest potężniejszy od samochodowego, tylko mały kraj na północy Europy a może poszczycić się naprawdę niesamowitą ilością znanych i cenionych wykonawców, którzy zaczynali podobnie jak polscy artyści - musieli walczyć o swoje, przebijać się, ale jedna znacząca różnica sprawiła, że im się udaje - mają wsparcie rodzimych mediów, są traktowani na równi z zagranicznymi gwiazdami. Przykłady - HIM, The Rasmus, Nightwish, Bomfunk MC's (każdy chyba pamięta "Freestyler"), Apocalyptica, Sunrise Avenue czy choćby nawet Lordi, zespół, który wygrał Eurowizję. Mimo iż są to zespoły grające cięższą muzykę, to jednak są sławne nawet nie tylko w Europie.
Czyli jednak można...