<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162</id><updated>2011-09-30T21:27:15.191+02:00</updated><category term='Premier League'/><category term='Balkan Sevdah'/><category term='Sahara'/><category term='Sickbag'/><category term='Guardiola'/><category term='Cracovia'/><category term='Real Valladolid'/><category term='Wiraszko Michał'/><category term='Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków'/><category term='Marszałkowski Adam'/><category term='Fantasy Football'/><category term='Erasmus'/><category term='West Bromwich Albion'/><category term='Kobza Marcin'/><category term='The Fray'/><category term='Film'/><category term='Wdowiak Maciej'/><category term='Zawadzka Anna'/><category term='Tarifa'/><category term='Muchy'/><category term='Coma'/><category term='Senność'/><category term='La Liga'/><category term='Casablanca'/><category term='Chorwacja'/><category term='Gran Derbi'/><category term='Perry Katy'/><category term='Staind'/><category term='Faith Hill'/><category term='Widzew Łódź'/><category term='Vavamuffin'/><category term='Pierwsze wyjście z mroku'/><category term='Wankiewicz Paweł'/><category term='Wilki'/><category term='SIlver Screen'/><category term='Wianki'/><category term='Ultima'/><category term='Wybory'/><category term='Witczak Dominik'/><category term='The Washing Machine'/><category term='Anouk'/><category term='UPV'/><category term='Di Stefano Alfredo'/><category term='Cleese John'/><category term='Ahead'/><category term='Hipertrofia'/><category term='UEFA'/><category term='Najważniejszy dzień'/><category term='Real Madrid'/><category term='Polska'/><category term='Statyści'/><category term='Cameron James'/><category term='Luka'/><category term='Celtic'/><category term='Piłka ręczna'/><category term='Sex on Fire'/><category term='Symfonicznie'/><category term='Razorlight'/><category term='Trójka'/><category term='Chelsea'/><category term='Muzyka'/><category term='Camerimage'/><category term='Imagine'/><category term='Assaouira'/><category term='Eska Rock'/><category term='onet'/><category term='Teatr Wielki'/><category term='ŁKS'/><category term='Rogucki Piotr'/><category term='Sevilla'/><category term='Miasto doznań'/><category term='Chiles Adrian'/><category term='Las Fallas'/><category term='RAIN'/><category term='Segunda Division'/><category term='McDonald Amy'/><category term='Lato Grzegorz'/><category term='Barcelona'/><category term='Tenerife'/><category term='Kraków'/><category term='Waliszewski Szymon'/><category term='Sueca'/><category term='Gandia'/><category term='Manchester United'/><category term='Maroko'/><category term='Valencia CF'/><category term='Lewis Leona'/><category term='Primera Division'/><category term='Valencia'/><category term='Slumdog Milionaire'/><category term='Arsenal'/><category term='Tulpan'/><category term='Followill Nathan'/><category term='Afryka'/><category term='Coffee Radio'/><category term='Litwa'/><category term='PZPN'/><category term='Markowska Patrycja'/><category term='Franco'/><category term='Zapiecek'/><category term='Avatar'/><category term='ZAiKS'/><category term='Kravitz Lenny'/><category term='Hiszpania'/><category term='Fez'/><category term='Skórka Tomasz'/><category term='Followill Matthew'/><category term='ŁDK'/><category term='Wytwórnia'/><category term='Żydowicz Marek'/><category term='Maciejewski Piotr'/><category term='Piłka nożna'/><category term='Championship'/><category term='Villareal'/><category term='Tottenham'/><category term='Real Betis Balompie'/><category term='Followill Jared'/><category term='Linkin Park'/><category term='Mestalla'/><category term='Camp Nou'/><category term='Nickelback'/><category term='Łuszczyński &quot;Lonstar&quot; Michał'/><category term='Followill Caleb'/><category term='Shannon'/><category term='Changes'/><category term='Anima'/><category term='Figo Luis'/><category term='Kadra'/><category term='Kuszczak Tomasz'/><category term='Atletico Madrid'/><category term='Reeves Keanu'/><category term='Rice Damien'/><category term='Mistrzostwa Świata'/><category term='Dekompresja'/><category term='Match of the Day'/><category term='Terroromans'/><category term='Lennon John'/><category term='bbc'/><category term='Manchester'/><category term='Levante'/><category term='Matuszak Rafał'/><category term='Lemon Dog'/><category term='Happysad'/><category term='Hayes Darren'/><category term='Kill Hannah'/><category term='Nou Mestalla'/><category term='Bartczak Kinga'/><category term='Zero Osiem Wojna'/><category term='Normalsi'/><category term='Dzień w którym zatrzymała się Ziemia'/><category term='Press'/><category term='Humanick'/><category term='Kings Of Leon'/><category term='Only by the Night'/><category term='Athletic Bilbao'/><category term='Charlie'/><category term='ESN'/><category term='Fabregas Cesc'/><category term='Marakesz'/><category term='Łódź'/><category term='Villa David'/><category term='Ekstraklasa'/><category term='OneRepublic'/><category term='Apocalyptica'/><category term='Spine'/><category term='Baraja Ruben'/><category term='Wembley Cup'/><title type='text'>Tomasz Błaszczak</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>36</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-9040417439980269786</id><published>2011-06-17T14:01:00.008+02:00</published><updated>2011-06-17T14:30:18.001+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Real Betis Balompie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Primera Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='La Liga'/><title type='text'>Witamy w Primera Division: Real Betis Balompié</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;(artykuł mojego autorstwa przedrukowany z &lt;a href="http://www.igol.pl/article,36438.html"&gt;igol.pl&lt;/a&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żaden inny hiszpański drugoligowiec nie był z takim utęsknieniem  wyczekiwany do awansu na boiska hiszpańskiej elity nie tylko przez  swoich kibiców, ale co zaskakujące, także rywali. No, może za wyjątkiem  tych z Sanchez Pizjuan. Oprócz pewnego zwycięstwa w Segunda, dał się  poznać jako jeden z niewielu zespołów, które potrafiły w zakończonym  sezonie pokonać mistrza, FC Barcelonę. Poznajmy pierwszego beniaminka  Primera Division: Real Betis Balompié.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Awans klubu z&amp;nbsp;Sewilli to doskonała wiadomość dla wszystkich fanów piłki nożnej rodem z&amp;nbsp;Półwyspu Iberyjskiego. Pewne jest, że powrót Betisu po dwóch latach gry na boiskach Segunda Division wniesie o&amp;nbsp;wiele więcej, niż, z&amp;nbsp;całym szacunkiem dla tych ekip, Realu Sociedad, Herculesa i&amp;nbsp;Levante rok temu. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale najważniejsze z&amp;nbsp;nich to przede wszystkim tradycje i historia klubu, założonego w&amp;nbsp;1907 roku przez studentów medycyny oraz kadetów akademii wojskowej. Betis Balompie otrzymał także w 1914 roku dodatkowy człon „Real” (królewski) od samego króla Hiszpanii, Alfonsa XIII, który był fanem tej drużyny. Co ciekawe, Betis otrzymał ten tytuł jako pierwszy, nawet przed innym Realem z Madrytu. Można powiedzieć, że Betis wrócił tam, gdzie jego miejsce – to jedyny zdobywca mistrzostwa Hiszpanii (co prawda w&amp;nbsp;sezonie 1934/35, ale jednak), który nie grał w&amp;nbsp;Primera Division w zakończonym niedawno sezonie. Niestety, w&amp;nbsp;nadchodzącym sezonie ponownie nie zobaczymy kompletu mistrzów w&amp;nbsp;najwyższej klasie rozgrywkowej, ale przecież za katastrofalną postawę i&amp;nbsp;spadek Deportivo nie należy winić Andaluzyjczyków.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Betis swoje sukcesy odnosił nie tylko w&amp;nbsp;czasach piłkarsko prehistorycznych, ale także stosunkowo niedawno. „Verdiblancos” dwukrotnie zdobyli Puchar Króla – w&amp;nbsp;1977 oraz 2005 roku, a dodatkowo nie przynieśli Hiszpanii wstydu w&amp;nbsp;rozgrywkach Ligi Mistrzów, gdzie w&amp;nbsp;sezonie 2005/06 najpierw rozprawili się z&amp;nbsp;Monaco (które dwa lata wcześniej dotarło do finału), a&amp;nbsp;w fazie grupowej zremisowali z&amp;nbsp;Liverpoolem i&amp;nbsp;wygrali nawet z&amp;nbsp;faworyzowaną Chelsea, ale do awansu to nie wystarczyło i&amp;nbsp;to obie angielskie ekipy zagrały dalej. Betis zadowolił się wówczas trzecim miejscem i&amp;nbsp;grą w&amp;nbsp;1/16 Pucharu UEFA, ale został wyeliminowany większą ilością bramek na wyjeździe przez Steauę Bukareszt, a&amp;nbsp;same rozgrywki wygrała wtedy... druga ekipa z&amp;nbsp;Sewilli.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hcBQ5Lfor6o/TftArpV8NSI/AAAAAAAARIU/pfAx2J2GQhs/s1600/betis+chelsea+chelseafc+com.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="224" src="http://2.bp.blogspot.com/-hcBQ5Lfor6o/TftArpV8NSI/AAAAAAAARIU/pfAx2J2GQhs/s320/betis+chelsea+chelseafc+com.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Kibice  Betisu nie spodziewali się, że po triumfie z Pucharze Króla i dobrej  grze w Lidze Mistrzów m.in. z Chelsea ... (fot. chelseacf.com)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: right; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Betis od samego początku rozgrywek ligowych był typowany do awansu. Już sezon 2009/10, czyli pierwszy po spadku, miał udany. Co prawda drugą ligę wygrał Real Sociedad, ale Betis zakończył sezon z tylko trzema oczkami mniej, podobnie jak... dwie inne ekipy, Levante i&amp;nbsp;Hercules, i&amp;nbsp;awans przegrał tylko gorszym bilansem bezpośrednich spotkań. Pościg Betisu był jednak imponujący – podczas gdy Real Sociedad i&amp;nbsp;Levante systematycznie gromadziły punkty i&amp;nbsp;zapewniły sobie awans już na dwie kolejki przed końcem, Betis grał bardzo nieregularnie i&amp;nbsp;do samego końca walczył z najlepszym zespołem rundy jesiennej, Herculesem, o&amp;nbsp;trzecie miejsce. Mający w&amp;nbsp;połowie sezonu 11 punktów przewagi nad resztą stawki Hercules zanotował jednak serię siedmiu spotkań bez zwycięstwa i pozwolił się wyprzedzić także Sewilczykom, jednak w&amp;nbsp;przedostatniej serii spotkań Betis tylko zremisował z&amp;nbsp;Salamanką i&amp;nbsp;na nic zdał się w ostatniej kolejce pogrom 4:0 na boisku pewnego awansu Levante i tytuł najlepszej drużyny wiosny – zespół z&amp;nbsp;Alicante zmobilizował się na sam koniec sezonu i&amp;nbsp;odnosząc dwa ważne zwycięstwa, zamknął Andaluzyjczykom drogę do Primera Division. Brak awansu spotkał się z ogromnym zawodem kibiców oraz sporym zaskoczeniem mediów.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YW-AuLfk8SA/TftAzBaxYBI/AAAAAAAARIk/yWMqxb_xmQM/s1600/spadek+diariodesevilla+es.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="235" src="http://4.bp.blogspot.com/-YW-AuLfk8SA/TftAzBaxYBI/AAAAAAAARIk/yWMqxb_xmQM/s320/spadek+diariodesevilla+es.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;...już niedługo będą musieli przeżyć spadek do drugiej ligi. (fot. diariodesevilla.es)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: left; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: left; text-align: justify;"&gt;&lt;a class="smoothbox" href="http://www.igol.pl/images/articles/betis02.jpg" rel="gal" title="...już niedługo będą musieli przeżyć spadek do drugiej ligi. (fot. diariodesevilla.es)"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego też w&amp;nbsp;sezonie 2010/11 nikt nie brał pod uwagę innego scenariusza niż pewny awans, i&amp;nbsp;tym razem Betis nie zawiódł swoich kibiców. Sezon rozpoczął dość imponująco, bo od zwycięstwa 4:1 nad Granadą, a&amp;nbsp;gole zdobyli sami nowi gracze – sprowadzony z&amp;nbsp;Hueski Dorado, najlepszy strzelec poprzedniego sezonu Segunda, ściągnięty z Elche Jorge Molina (dwukrotnie) oraz gracz meczu, nabytek z Salamanki, Salva Sevilla. Taki początek mógł dać poważne nadzieje kibicom, zwłaszcza że wysokie zwycięstwo pozwoliło Andaluzyjczykom objąć prowadzenie w&amp;nbsp;tabeli już od pierwszej kolejki. W grze zespołu wyraźnie było widać rękę trenera Pepa Mola, a&amp;nbsp;jego Betis co prawda w ciągu całego sezonu najwyższe miejsce na podium oddawał rywalom pięciokrotnie, ale nigdy nie spadł poniżej trzeciego miejsca. Kolejne wygrane pokazały, że nie ma poważniejszego kandydata do awansu. Podopieczni Pepe Mela prezentowali poziom niedostępny rywalom, a&amp;nbsp;już wtedy prawdziwym liderem drużyny stawał się Ruben Castro, kolejny piłkarz sprowadzony przed sezonem, który sezon zakończył z&amp;nbsp;25 golami w&amp;nbsp;39 meczach. Razem z&amp;nbsp;Jorge Moliną i Kameruńczykiem Achille Emaną stworzyli niesamowity strzelecki tercet, który zdobył w&amp;nbsp;sezonie ponad 50 bramek, co jak na poziom drugiej ligi jest osiągnięciem wybitnym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza zadyszka przyszła dopiero w&amp;nbsp;5. kolejce, kiedy to lepsze okazało się Albacete, czyli zespół, który ostatecznie zajął... ostatnie miejsce w&amp;nbsp;tabeli. Na nic zdał się kolejny gol Rubena Castro i&amp;nbsp;szaleńcza pogoń, jednak już w&amp;nbsp;następnej kolejce okazało się, że był to tylko wypadek przy pracy. Wygrana z&amp;nbsp;Ponferradina i kolejne gole Rubena Castro i&amp;nbsp;Emany pokazały, że zespół wrócił na właściwe tory. Co prawda tydzień później remis na Wyspach Kanaryjskich z&amp;nbsp;Las Palmas sprawił, że Betis spadł na 3. miejsce, jednak późniejsze zwycięstwa Gironą, Salamanką, najgroźniejszym rywalem do awansu Rayo Vallecano (aż 4:0) i&amp;nbsp;remis z&amp;nbsp;Celtą sprawiły, że chyba wszyscy zarezerwowali już jedno z&amp;nbsp;trzech miejsc dających awans dla Andaluzyjczyków. W międzyczasie zaczął się piękna, jak się miało później okazać, przygoda Betisu w&amp;nbsp;Pucharze Króla. Zaczęło się bardzo przeciętnie, gdyż o&amp;nbsp;awansie w&amp;nbsp;dwumeczu z&amp;nbsp;Grenadą zadecydowała większa ilość goli na wyjeździe, ale później było już fantastycznie. W kolejnych rundach podopieczni Pepa Mola wyeliminowali kolejnych pierwszoligowców, a&amp;nbsp;zaczęło się od Realu Saragossa, którego wyeliminowali znowu lepszym bilansem bramek. Kolejnego rywala Betis miał poznać wkrótce.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zZb0J7HC2Tc/TftAwWZuWnI/AAAAAAAARIc/15qS0nv_J08/s1600/pepe+mel+as+com.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-zZb0J7HC2Tc/TftAwWZuWnI/AAAAAAAARIc/15qS0nv_J08/s320/pepe+mel+as+com.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pepe Mel robił wszystko, aby dać swojej drużynie awans (fot. as.com)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: right; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: right; text-align: justify;"&gt;&lt;a class="smoothbox" href="http://www.igol.pl/images/articles/pepe_mel.jpg" rel="gal" title="Pepe Mel robił wszystko, aby dać swojej drużynie awans (fot. as.com)"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne spotkania w&amp;nbsp;lidze nie miały większej historii – wygrane mieszały się sporadycznie z&amp;nbsp;remisami i&amp;nbsp; po 17 kolejkach Betis miał pięć punktów przewagi nad drugim Rayo Vallecano i&amp;nbsp;pewnie przystąpił do dwumeczu z&amp;nbsp;Getafe w&amp;nbsp;ramach 1/8 Copa del Rey. Spotkania te pokazały, że lider Segunda Division mógłby śmiało walczyć z&amp;nbsp;najlepszymi hiszpańskimi drużynami, gdyż mimo iż w pierwszym spotkaniu przegrał u&amp;nbsp;siebie 1:2, to w&amp;nbsp;rewanżu na Coliseum Alfonso Perez podopieczni Pepe Mola zagrali magiczne spotkanie. Gol Jorge Moliny i&amp;nbsp;trafienia Rubena Castro, na które honorowym golem w 92. minucie odpowiedział Casquero sprawiły, że drugoligowiec awansował do ćwierćfinału, w&amp;nbsp;którym już czekała na niego wielka Barcelona, czyli zapowiadał się pojedynek Dawida z&amp;nbsp;Goliatem. Przygotowujący się do tego pojedynku Andaluzyjczycy zremisowali w międzyczasie z&amp;nbsp;Hueską i&amp;nbsp;trzy dni później wystąpili na Camp Nou przeciwko aktualnemu i&amp;nbsp;przyszłemu mistrzowi Hiszpanii. Sensacji jednak nie było, a&amp;nbsp;hattrick Lionela Messiego oraz trafienia Pedro i&amp;nbsp;Keity pogrzebały nadzieje na sensacyjny awans. Przed rewanżem Betis wygrał jeszcze bez problemów z&amp;nbsp;Alcorconem (znanym z&amp;nbsp;wyeliminowania rok wcześniej Realu Madryt) i&amp;nbsp;na rewanż z&amp;nbsp;wcale nie najsłabszą jedenastką „Blaugrany” wyszedł ogromnie zmotywowany. Już po kilku minutach po golach Jorge Moliny Betis wygrywał dwiema bramkami, na które jeszcze przed przerwą odpowiedział Leo Messi. Tuż po przerwie wynik na 3:1 ustaliła żywa legenda klubu, Arzu, i&amp;nbsp;może nie doszło do sensacji, ale bez wątpienia to „Verdiblancos” schodzili z&amp;nbsp;boiska z tarczą. Pepe Mol wiedział, że nie ma szans z&amp;nbsp;Barceloną i&amp;nbsp;w rewanżu choćby na minutę nie wpuścił swojego najlepszego gracza, Rubena Castro, oszczędzając go na decydujące mecze o&amp;nbsp;awans.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UeHK7zmNgl4/TftAxV_xHnI/AAAAAAAARIg/RcLRM4WSiNc/s1600/Real-Betis+footballholic+net.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-UeHK7zmNgl4/TftAxV_xHnI/AAAAAAAARIg/RcLRM4WSiNc/s1600/Real-Betis+footballholic+net.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wygrana z Barceloną w Pucharze Króla została odkupiona pięcioma kolejnymi porażkami w lidze (fot. as.com)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UeHK7zmNgl4/TftAxV_xHnI/AAAAAAAARIg/RcLRM4WSiNc/s1600/Real-Betis+footballholic+net.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: left; text-align: justify;"&gt;Walka w&amp;nbsp;ramach Pucharu Króla miała swoje skutki. Pomimo pożegnania się z&amp;nbsp;tymi rozgrywkami w&amp;nbsp;dobrym stylu, trzy dni po rewanżu z&amp;nbsp;Barceloną rozpoczęła się najgorsza seria w&amp;nbsp;sezonie, w której Andaluzyjczycy przegrywali pięć kolejnych spotkań, z Villarrealem B, Granadą, Recreativo, Elche i&amp;nbsp;Valladolid, strzelając w tych spotkaniach zaledwie jedną bramkę. Porażki te poskutkowały spadkiem na trzecie miejsce w&amp;nbsp;tabeli, a&amp;nbsp;posada Mola wisiała na włosku, gdyż brak awansu w&amp;nbsp;drugim kolejnym sezonie byłby odebrany jako katastrofa. Na całe szczęście, później zaczęła się znowu pomyślna wędrówka na szczyt, rozpoczęta dzięki zwycięstwie nad Albacete. Później rozpoczęła się zwycięska seria, która pozwoliła Betisowi po 30. kolejce powrócić w&amp;nbsp;końcu na fotel lidera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: left; text-align: justify;"&gt;&lt;a class="smoothbox" href="http://www.igol.pl/images/articles/betis_barcelona.jpg" rel="gal" title="Wygrana z Barceloną w Pucharze Króla została odkupiona pięcioma kolejnymi porażkami w lidze (fot. as.com)"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety, już w&amp;nbsp;następnej rundzie spotkań przyszła porażka z Rayo, które wyprzedziło tym samym Betis, i&amp;nbsp;późniejszy remis z Celtą, jednak później znowu rozpoczęła się wspinaczka na szczyt. która zaczęła się od zwycięstwa z&amp;nbsp;Xerez w&amp;nbsp;33. kolejce. Przy jednoczesnym remisie najgroźniejszego rywala, wynik ten dał pierwsze miejsce w&amp;nbsp;tabeli, którego zawodnicy Pepe Moli nie oddali już do końca. Kolejne spotkania pozwoliły tylko powiększyć przewagę nad rywalami. Ostatecznie Betis zakończył sezon z&amp;nbsp;4-punktową przewagą nad Rayo, z&amp;nbsp;25 zwycięstwami w&amp;nbsp;sezonie (wygrane mecze stanowiły 60% ogółu) i&amp;nbsp;imponującym bilansem bramkowym +41.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie ulega wątpliwości, że Betis znacząco odstawał od większości drugoligowców. Już sam przyjazd na wyremontowane przed tym sezonem 56-tysięczne Estadio Benito Villamarin było sporym wydarzeniem dla wielu zespołów, ale co ważniejsze, kibice nie zostawili klubu w potrzebie i&amp;nbsp;przez cały czas pobytu na zapleczu Primera Division dopingowali swoich ulubieńców, ze średnią frekwencją na poziomie ponad 30 tysięcy widzów. Najlepszym strzelcem został Ruben Castro z 25 golami w&amp;nbsp;lidze, tuż za nim znalazł się Jorge Molina z&amp;nbsp;19 trafieniami, jednak daleko było im od osiągnięcia gracza Barcelony B, Jonathana Soriano, który zdobył tytuł Pichichi drugiej ligi z&amp;nbsp;32 golami.&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1dnAIIuzA8s/TftAuAIzUYI/AAAAAAAARIY/L0YFLPvx5l0/s1600/betis+ruben+castro+diario+de+sevilla+es.jpg" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="211" src="http://3.bp.blogspot.com/-1dnAIIuzA8s/TftAuAIzUYI/AAAAAAAARIY/L0YFLPvx5l0/s320/betis+ruben+castro+diario+de+sevilla+es.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ruben Castro był największą gwiazdą Betisu w ubiegłym sezonie (fot. diariodesevilla.es)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: right; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;Druga część sezonu upłynęła jednak w&amp;nbsp;bardzo smutnej atmosferze, gdyż w&amp;nbsp;marcu podano do publicznej wiadomości, że Miki Roque, podstawowy obrońca zespołu, cierpi na nowotwór złośliwy i&amp;nbsp;wkrótce potem został zoperowany. Nie jest postacią tak medialną jak Eric Abidal, ale w&amp;nbsp;samej Hiszpanii wielu piłkarzy okazało swoje wsparcie, jak chociażby Carles Puyol, który w&amp;nbsp;rozgrywkach ćwierćfinału Ligi Mistrzów zaprezentował koszulkę z&amp;nbsp;napisem „Anims Miki!”.&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: 0px; margin-right: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a class="smoothbox" href="http://www.igol.pl/images/articles/miki_roque.jpg" rel="gal" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" title="Piłkarze Betisu całą końcówkę sezonu zadedykowali swojemu koledze, Mikiemu Roque (fot. marca.com)"&gt;&lt;img alt="Piłkarze Betisu całą końcówkę sezonu zadedykowali swojemu koledze, Mikiemu Roque" src="http://www.igol.pl/images/articles/miki_roque_thm_180_.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Piłkarze Betisu całą końcówkę sezonu zadedykowali swojemu koledze, Mikiemu Roque (fot. marca.com)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="pa" style="float: left; text-align: justify;"&gt;Nie wiadomo, jak będzie wyglądała kadra Betisu na nadchodzący sezon w&amp;nbsp;Primera Division, jednak jeśli zostaną przeprowadzone podobne transfery jak rok temu, to bez wątpienia połowa Sewilli może spać spokojnie. Jedynymi pewnym póki co transferem są odejście doskonale znanego Polakom z&amp;nbsp;MŚ 2006 Niemca Davida Odonkora, który po pięciu latach w&amp;nbsp;Betisie postanowił na rok przed wygaśnięciem kontraktu wrócić do ojczyzny i&amp;nbsp;pozwolić zarobić na nim Betisowi. Odonkor i&amp;nbsp;tak nie był kluczowym graczem, gdyż większa część sezonu upłynęła mu pod znakiem kontuzji, a&amp;nbsp;na dniach odejdzie zapewne do niemieckiego drugoligowca, Karlsruher SC, aby tam odbudować formę godną jego talentu. Drugim potwierdzonym transferem jest pozyskanie z Espanyolu Javiego Chiki, który wczoraj został oficjalnie zaprezentowany. Dyrektor sportowy andaluzyjskiego klubu, Serb Vlada Stosic, już teraz zapowiedział, że do rozpoczęcia sezonu do Betisu trafi przynajmniej czterech nowych graczy. Póki co plotki mówią o młodym Javierze Matilli i&amp;nbsp;Jeffersonie Montero z&amp;nbsp;Villarrealu, Rui Sampaio z&amp;nbsp;portugalskiego Beira Mar oraz Mohamedzie Diame z angielskiego Wigan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="pa" style="float: left; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siłą Betisu są jednak kibice. Pod względem ilości &lt;i&gt;aficionados&lt;/i&gt;, z&amp;nbsp;3,3% wszystkich kibiców znajduje się na 6. miejscu w&amp;nbsp;Hiszpanii (po Realu Madryt (32,8%), Barcelonie (25,7%), Valencii (5,3%), Athletiku (5,1%) i&amp;nbsp;Atletico Madryt (4,3%)), ale przede wszystkim wszystkich hiszpańskich kibiców cieszy fakt, że znowu odbędą się niesamowite derby Sewilli, które jak zawsze będą poprzedzone ciętymi ripostami prezesów i&amp;nbsp;okraszone widowiskową oprawą. Derby najgorętszego miasta Hiszpanii tak właśnie są nazywane – najgorętszymi derbami na Półwyspie Iberyskim, a&amp;nbsp;na świecie ustępują im pod tym względem chyba tylko spotkania Boca Juniors z&amp;nbsp;River Plate. Wystarczy obejrzeć film poniżej, żeby przekonać się, że Gran Derbi to przy derbach stolicy Andaluzji majowy piknik.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="250" src="http://www.youtube.com/embed/zcVrsF6jkTE" width="400"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Włodarze Betisu zdają sobie doskonale sprawę, że kluczowe do sukcesu w&amp;nbsp;przyszłym sezonie będzie zapełnienie zmodernizowanego stadionu, a&amp;nbsp;co za tym idzie, przegonienie w&amp;nbsp;ilości fanów oczywiście Sevilli FC. Dla kibiców, którzy dopingowali „Verdiblancos” podczas pobytu w&amp;nbsp;Segunda Division, klub obniżył ceny karnetów o&amp;nbsp;15%, a wczoraj klub poinformował, że na przyszły sezon póki co sprzedano już 38 tysięcy karnetów, zatem można być spokojnym o&amp;nbsp;atmosferę na stadionie. Czy przełoży się to na wyniki klubu na boisku i beniaminek zdoła namieszać w&amp;nbsp;czole tabeli? Start przyszłego sezonu 21 sierpnia, jednak można śmiało powiedzieć, że Betis wrócił tam, gdzie jego miejsce – do Primera Division.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-9040417439980269786?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/9040417439980269786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=9040417439980269786' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/9040417439980269786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/9040417439980269786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2011/06/witamy-w-primera-division-real-betis.html' title='Witamy w Primera Division: Real Betis Balompié'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-hcBQ5Lfor6o/TftArpV8NSI/AAAAAAAARIU/pfAx2J2GQhs/s72-c/betis+chelsea+chelseafc+com.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-4659208467839424054</id><published>2011-03-31T20:41:00.002+02:00</published><updated>2011-06-17T14:18:01.452+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kadra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lato Grzegorz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ekstraklasa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PZPN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Press'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Litwa'/><title type='text'>Litwa - Polska: Krajobraz po bitwie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Kiedy aplikowałem na kolejny mecz naszej piłkarskiej reprezentacji z Litwą, nie spodziewałem się, jakie emocje i wydarzenia będą towarzyszyć temu spotkaniu. Dopiero na kilka dni przed samym meczem zrozumiałem, że nie będzie to kolejny nudny wyjazd, z typową relacją, kilkoma wywiadami i publicystyką, krytykującą styl kadry tudzież okoliczności, w jakim przyszło Polakom rywalizować z naszymi sąsiadami. Po przyjechaniu na cztery godziny pod stadion przed pierwszym gwizdkiem sędziego wiadomo było, że towarzyskie spotkanie w Kownie będzie obfitowało w wiele emocji. Mało kto chyba jednak spodziewał się, że będą one wyłącznie negatywne i niekoniecznie związane z wydarzeniami na boisku&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasi północno-wschodni  sąsiedzi bardzo skrupulatnie przygotowali się do tego meczu, mając w  pamięci spotkanie sprzed czterech lat, kiedy to w ramach II rundy  Pucharu Intertoto Legia Warszawa pojechała do Wilna, aby zmierzyć się z  tamtejszą Vetrą, zresztą litewska policja realizowała w piątek właśnie  operację „Vetra”. Wtedy spotkanie zakończyło się już po pierwszej połowie,  gdyż kibole z naszej stolicy zdemolowali większą część stadionu, Legia  natomiast została ukarana za zachowanie swoich pseudokibiców dwuletnim  zakazem gry w europejskich pucharach. Był to jeden z głównych powodów,  dla których temu towarzyskiemu meczowi akompaniowały nadzwyczajne środki  ostrożności. Litewska policja nie ograniczyła się tylko do zwiększonej  liczny policjantów przy stadionie – już od samej granicy z Polską co  kilka, kilkanaście kilometrów ustawiony był patrol policji, który  wyłapywał samochody z polskimi kibicami. Autor artykułu został przez  taki patrol zatrzymany dwukrotnie – raz w celu wylegitymowania, drugi  raz z powodu przekroczenia prędkości, ale na szczęście zakończyło się  tylko na upomnieniu, wskazaniu drogi na stadion i życzeniu miłej  podróży. Dodatkowo zatrudniono dwie agencje ochrony, dlatego liczba  funkcjonariuszy była niemal równa liczbie przyjezdnych kibiców, którzy  wykupili komplet 1300 biletów przewidzianych dla gości plus wykupili pulę 700 biletów udostępnionych przez stronę litewską, która nie rozprowadziła wszystkich biletów wśród swoich fanów. Nieoficjalne  liczby mówiły o 2000 kibicach z Polski - nieoficjalne, gdyż po wyłamaniu bramy  wejściowej nikt już nikogo nie kontrolował.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po dotarciu na sam  stadion już na kilka godzin przed meczem wiadomo było, że nie będzie to  spokojny wieczór i że lepiej na stadion nie przychodzić z całą rodziną.  Litewscy kibice pojawili się stosunkowo późno, zaczęli zapełniać swoje  sektory na godzinę przed meczem, natomiast Polaków można było zobaczyć i  (przede wszystkim, niestety) słyszeć cały czas. Stadion narodowy w  Kownie składa się z dwóch trybun – jednej długiej, dookoła 1/3 boiska  oraz drugiej mniejszej, usytuowanej za jedną z bramek, oddzielonej od  pierwszej murem. Patrząc na późniejsze wydarzenia, wybór tego obiektu na  miejsce spotkania był najlepszą możliwą decyzją z logistycznego punktu  widzenia, gdyż gdyby polscy kibole mieli bezpośredni dostęp do Bogu  ducha winnych Litwinów, mogłoby skończyć się nie tylko starciami z  policją. Dziennikarze ulokowani byli w dolnej części trybuny zajmowanej  przez lokalnych kibiców, zatem widok na wydarzenia na sąsiedniej mieli  doskonały. Ciągle łapię się na tym, że piszę „kibice” zamiast „kibole”,  jednak szybko się poprawiam. Kibiców w Kownie była garstka i widząc, co  się dzieje, szybko opuścili stadion lub nawet na niego nie weszli.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polacy zapełnili swoją  trybunę już na godzinę przed meczem i od samego początku zaczęły się  problemy, głównie z wejściem na stadion. Litwini otworzyli tylko dwie  bramki, co w połączeniu z uzasadnioną szczegółową rewizją przyniosło  fatalny rezultat, jakim było przełamanie ogrodzenia przez napierający  tłum, dzięki czemu na trybunę mógł wejść każdy, uzbrojony w co tylko  chciał – noże, race, petardy. Już przed wejściem na stadion, w momencie  przyjechania autokaru z reprezentacją Polski, piłkarze, przechodząc do  szatni, mogli ujrzeć dantejskie sceny, kiedy to polscy kibole bili się  nawzajem między sobą. Transparenty z celtyckim krzyżem (przez które  kilkukrotnie przerwano mecze w polskiej Ekstraklasie), odpalanie petard i  rac, skandowanie: „kto nie skacze, ten z policji” , „j... policję” oraz  tradycyjna przyśpiewka o PZPN-ie były wałkowane niemal bez przerwy.  Nikt chyba nie spodziewał się, że może być jeszcze gorzej, i to nawet  przed rozpoczęciem meczu. Na trybunie prasowej dziennikarzy odwiedziła  Agnieszka Olejkowska, rzecznik prasowy PZPN-u, i poinformowała o smutnym  wydarzeniu, jakim było &lt;a _cke_saved_href="http://www.igol.pl/article,33216.html" href="http://www.igol.pl/article,33216.html"&gt;skatowanie kibica Cracovii przez kiboli z Białegostoku&lt;/a&gt;.  Wg. pani rzecznik, nie spodobało im się, że wykrzykuje on hasła swojej drużyny i tylko  interwencja ochrony prawdopodobnie zapobiegła śmierci kibica z Krakowa.  Do tego wyrywanie krzesełek i ogrodzenia, regularna bitwa z policją.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mylił  się ten, kto myślał, że to koniec nieprzyjemnych wydarzeń na tamten  wieczór. Kibice (znowu się zapomniałem) „Mazurka Dąbrowskiego”  odśpiewali przy odpalonych kilkunastu racach, między hymnami zdołali  przypomnieć swoje zdanie o PZPN-ie, a hymn Litwy początkowo zagłuszyli  słowami: „gramy u siebie”, jednak szybko się opamiętali, gdyż zwłaszcza  na Litwie ta przyśpiewka nie ma pozytywnego wydźwięku. Po opublikowaniu artykułu na iGolu, szczerze dobiły mnie komentarze. Jeden z pierwszych brzmiał „co masz do rac podczas hymnu?!”. Odpowiadam: wolę odśpiewać hymn na stadionie z podniesionym w górę szalikiem, niż przejmować się tym, że jakiś idiota obok mnie odpalił racę, co nie dość że stwarza pewne niebezpieczeństwo dla ludzi dookoła, to jeszcze mnie oślepia. Ale o czym ja w ogóle piszę - przecież osoba odpalająca race podnieca się wtedy jaka to jest zajebista, super i w ogóle „JP na 100%”. Żal, wstyd i szkoda czasu dla takich idiotów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza część  spotkania upłynęła w stosunkowo spokojnej atmosferze, jeśli nie liczyć  tych wszystkich rac, petard i innego rodzaju środków pirotechnicznych,  które raz za razem odpalali kibole. Na nic zdawały się wielokrotne  upomnienia spikera w języku polskim, apelującego o spokój. Jak się później dowiedziałem, oprócz tych wszystkich środków pirotechnicznych, w stronę policji leciały już od samego początku kawałki płyt betonowych, które kibole wyrwali z ziemi i po rozczłonkowaniu użyli jako broni. Pierwszy  stracony gol, chwilę później drugi tylko dodały animuszu Polakom, którzy  zamiast skupić się na dopingu, rozpoczęli swoisty festiwal burd i  awantur. Gdyby nie przezorność Litwinów, zapewne bylibyśmy świadkami  powtórki z Wilna. Na szczęście zniszczona została tylko jedna trybuna, a nie cały stadion...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-kO8V9rwErnk/TZTKe6pR35I/AAAAAAAARHM/hvglMqWmoF8/s1600/P3250580.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-kO8V9rwErnk/TZTKe6pR35I/AAAAAAAARHM/hvglMqWmoF8/s320/P3250580.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała druga część spotkania upłynęła w atmosferze  możliwości przerwania spotkania w każdym momencie. Litwini w żaden  sposób nie prowokowali, oddaleni na bezpieczną odległość nie odpalali  rac, nie rzucali przedmiotami, nie skandowali obraźliwych haseł pod  niczyim adresem, w przeciwieństwie do Polaków. Jedynym zarzutem pod  adresem gospodarzy mogła być zła organizacja wspomnianego wejścia na  stadion oraz duża prewencja, jaką było przykładowo zatrzymywanie jeszcze  przed spotkaniem głośno zachowujących się kibiców. Na kwadrans do końca  spotkania sędzia musiał jednak na chwilę przerwać mecz, gdyż największy  tego dnia pokaz pirotechniczny dali pseudokibice z Polski, którzy  obrzucili racami policjantów stojących poniżej. Kibice z dolnej trybuny  po tym wydarzeniu już na stałe opuścili swoją trybunę, rezygnując z  oglądania końcówki spotkania, słusznie bojąc się bardziej o siebie, a ich decyzja była także spowodowana dużą ilością gazu łzawiącego, rozpylonego w tamtym rejonie. Co  kilka minut słychać było strzały z broni gładkolufowej, a sami kibole  obrzucali z najwyższych rzędów policjantów stojących także za trybuną,  co &lt;a _cke_saved_href="http://www.lrytas.lt/videonews/?id=13010609521299931119&amp;amp;sk=1" href="http://www.lrytas.lt/videonews/?id=13010609521299931119&amp;amp;sk=1"&gt;można obejrzeć pod tym adresem&lt;/a&gt;.  Kuriozalnie i niepoważnie, żeby nie powiedzieć: żałośnie, wyglądało w  tej sytuacji odśpiewanie przez polskich kibiców „Mazurka Dąbrowskiego” w  okolicach 80. minuty – oprócz małej grupki prawdziwych kibiców,  pozostali na trybunie kibole nie mieli z postawą prawdziwego przyjaciela  polskiej reprezentacji nic wspólnego. Po końcowym gwizdku sędziego  polscy piłkarze podeszli jeszcze podziękować nielicznym kibicom  pozostałym na trybunie... tylko nikt do końca nie był pewny tego, za co  można im było dziękować.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mecz udało się ostatecznie doprowadzić do  końca i Litwini wygrali z Polską 2:0, a kilkanaście minut po  zakończeniu spotkania opróżniła się także trybuna gości, ukazując  wszystkim obraz jak po bitwie. Powyrywane krzesełka, liczne kamienie i  pozostałości po racach pozostawione na bieżni przed trybuną, zdemolowane  ogrodzenie... Dziennikarze próbowali po spotkaniu dowiedzieć się od  polskich piłkarzy, co sądzą o zachowaniu kibiców, którzy będą zapewne  obecni także podczas Euro 2012. Litwini pojedynczo opuszczali szatnię,  chętnie udzielając odpowiedzi swoim rodakom, natomiast do polskich  dziennikarzy podeszło tylko pięciu członków kadry Franciszka Smudy.  Pierwszy pojawił się Jacek Zieliński, który przez kilkanaście minut  udzielał wyczerpujących wypowiedzi, jednak jego wypowiedź była  przerywana kilkukrotnie przez napastliwego kibica, który chciał się  koniecznie dowiedzieć, jak się czuje pan Jacek – ochrona litewska nic  sobie z tej sytuacji nie robiła i nawet nie chciała odsunąć dociekliwego  kibica. Kolejni pojawili się Grosicki, Lewandowski, Błaszczykowski i  Głowacki, wszyscy pozostali przemknęli się grupkami za kolegami,  ignorując dziennikarzy. Pomocnik Sivassporu nie chciał w żaden sposób  skomentować zachowania polskich kibiców, podobnie jak obrońca  Trabzonsporu, Głowacki, który poprosił o pytania dotyczące samego spotkania. Od  odpowiedzialności za kibiców nie uciekł natomiast kapitan kadry, Kuba  Błaszczykowski, który szczerze przyznał, że było mu wstyd za kibiców i  nie wyobraża sobie, że taka sytuacja może się powtórzyć za rok na  polskich stadionach, podziękował jednak tej niewielkiej grupie kibiców,  którzy naprawdę chcieli tego dnia dopingować jego i jego kolegów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opuszczając godzinę po zakończeniu spotkania stadion, czułem przede wszystkim wstyd, że takie bydło (przepraszam za słownictwo, ale inaczej się tego nie da nazwać) to także Polacy. W myślach pojawiało się przede wszystkim pytanie: po co? Pod moimi artykułami widziałem wiele uwag pod moim adresem, nie będę ich nawet przytaczał, bo szkoda na to czasu, nie są tego warte. Z reguły nie czytam w ogóle komentarzy pod moimi publikacjami, to był wyjątek. Ciekawe było np. poinformowanie mnie, że za pomówienie w sprawie bójki kibiców zostanie mnie personalnie wytoczony proces... Inne komentarze podawały powody awantur: Litwini pierwsi zaczęli (no faktycznie, policja rzuciła się na Bogu ducha winnych kibiców, którzy szli tylko w kominiarkach/szalikach na twarzy i niszczyli tylko co im się nawinęło po drodze, więc faktycznie, bez powodu), obrona Polaków na Litwie (wspaniały pomysł, krucjata na Litwę... czy tylko ja uważam, że takie sprawy pozostają w gestii polskich kolejnych rządów, a nie grupy bandytów?), czy też właśnie zła organizacja wejścia na trybunę (istotnie, przecież nie powinni byli wszystkich przeszukiwać, powinni byli wpuszczać każdego ze swoimi nożami, racami i innymi elementami stadionowego wyposażenia)...Najgorsze w tym wszystkim było to, że te komentarze to nie były żarty - ci wszyscy ludzie pisali poważnie, wspominając jaki to udany wyjazd zaliczyli, ile mord obili, ile kamieni wyrzucili...&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EnJ5SstkekI/TZTKib-d2EI/AAAAAAAARHQ/q6LhTwJZp0w/s1600/P3250595.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="192" src="http://3.bp.blogspot.com/-EnJ5SstkekI/TZTKib-d2EI/AAAAAAAARHQ/q6LhTwJZp0w/s320/P3250595.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po  spotkaniu pozostał zatem duży niesmak, który był spowodowany zarówno  wynikiem &amp;nbsp;meczu, jak i zachowaniem pseudokibiców. Kolejna potyczka z Grecją, nie była powtórką z Kowna, większość kiboli nie jest w stanie opłacić takiego wyjazdu, i całe szczęście. Zostaje nam tylko zastanowić się, co zrobić,  abyśmy nie byli już świadkami podobnych wydarzeń, które nie przynoszą  Polsce chluby – zarówno pod względem sportowym, jak i przede wszystkim  zachowania kibiców. Czy aż tak się zmienili się oni od mistrzostw świata  w Niemczech, kiedy pomimo słabej postawy reprezentacji, byli oni z  kadrą na dobre i na złe i byli stawiani za wzór piłkarskich kibiców, mimo iż kadra również przegrywała, a oczekiwania były jeszcze większe?  Pozostaje nam tylko wierzyć, że zajścia w Kownie były tylko pojedynczym  przypadkiem i jeszcze długo nie będziemy świadkami podobnych wydarzeń.  Najbardziej szkoda tych prawdziwych kibiców, którzy naprawdę chcieli  wesprzeć naszą reprezentację i przejechali szmat drogi, aby zobaczyć,  jak grupa 100-200 (?) pseudokibiców stawia sobie za punkt „honoru”, żeby  zdemolować stadion i sprawdzić się z policją. Szkoda także, że zapewne  po raz kolejny polskie władze zmarginalizują sprawę i na kilkanaście  miesięcy przed Euro 2012 nic się w tej strawie nie zmieni. Dzień po meczu widziałem premiera Tuska, mówiącego że do takich sytuacji nie wolno dopuszczać... i co dalej, panie premierze? Co w związku z tym? NIC, sterta słów, nic więcej. Jak zawsze. Pozostaje tylko modlić się, żeby po Euro 2012 ktoś mądry z rządzącego wtedy ugrupowania poszedł po rozum do głowy i rozwiązał to stowarzyszenie leśnych dziadków, zwane PZPN-em, i utworzył na jego miejscu podobnego tworu, jak zrobili Anglicy, tworząc English Football Association. Wykluczenie z międzynarodowych rozgrywek? Proszę bardzo, unikniemy kolejnych kompromitacji. Postawić na czele kogoś, kto się zna na zarządzaniu, nie ma układzików, i będzie chciał wyciągnąć polski futbol z tego bagna. To jedyne sensowne rozwiązanie, jakie jest aktualnie możliwe, z zastrzeżeniem, żeby nie pozwolić wrócić do władzy tego samego „betonu”, który aktualnie rządzi w polskiej piłce.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-4659208467839424054?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/4659208467839424054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=4659208467839424054' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/4659208467839424054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/4659208467839424054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2011/03/litwa-polska-krajobraz-po-bitwie.html' title='Litwa - Polska: Krajobraz po bitwie'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-kO8V9rwErnk/TZTKe6pR35I/AAAAAAAARHM/hvglMqWmoF8/s72-c/P3250580.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-191327570537563142</id><published>2010-11-26T19:54:00.007+01:00</published><updated>2011-03-31T21:12:43.287+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytwórnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hipertrofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matuszak Rafał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Coma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pierwsze wyjście z mroku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marszałkowski Adam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łódź'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Symfonicznie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rogucki Piotr'/><title type='text'>Nie-Moja Coma</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAFqRD6MLI/AAAAAAAAREc/3wQYeqBpEeQ/s1600/coma-010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostatni raz, kiedy napisałem na tej stronie relację z koncertu, był ponad dwa lata temu - była to relacja ze współorganizowanego przeze mnie festiwalu RAIN. Na samym początku muszę zaznaczyć, że ten tekst będzie dość długi i&amp;nbsp; dopiero na samym końcu znajdzie się relacja z wczorajszego koncertu oraz że należę do tej chyba coraz liczniejszej grupy, która uważa, że Coma skończyła się po drugiej płycie. &lt;i&gt;Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków&lt;/i&gt; zawierała utwory, o których można było powiedzieć, że jeśli nie wszystkie (mnie osobiście nie przypadły do gustu tylko "&lt;i&gt;Nie ma Joozka&lt;/i&gt;" i "&lt;i&gt;Schizofrenia&lt;/i&gt;"), to większość utworów była naprawdę dobra i osiągnęła wysoki poziom swojej poprzedniczki-debiutantki, &lt;i&gt;Pierwszego wyjścia z mroku&lt;/i&gt;, albumu &lt;i&gt;Demo&lt;/i&gt; (który również posiadam, jak wszystkie inne wydawnictwa zespołu) nie liczę. Jednocześnie był to ostatni album, na którym mogliśmy usłyszeć po raz ostatni &lt;i&gt;tego&lt;/i&gt; Piotra Roguckiego. Dla mnie osobiście niezrozumiałe jest to, co się stało później, jak i dlaczego tak się zmienił, i co mogliśmy usłyszeć na &lt;i&gt;Hipertrofii&lt;/i&gt; i kolejnych płytach - całkowicie zmieniony głos, w którym nie dało się już usłyszeć tego młodzieńczego buntu i pasji w jego głosie, którą zarażał wszystkich słuchaczy. Zmieniła się także muzyka - miejsce zasłużonego Tomasza Stasiaka zajął perkusista Normalsów, Adam Marszałkowski, teoretycznie dopiero przed &lt;i&gt;Hipertrofią&lt;/i&gt;, a praktycznie już w czasie nagrywania partii bębnów na &lt;i&gt;ZSWAŚZ&lt;/i&gt;, a okoliczności rozstania można określić jednym słowem - niesmaczne i niepasujące do wieloletnich kolegów, ale cóż, biznes to biznes.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAFqRD6MLI/AAAAAAAAREc/3wQYeqBpEeQ/s1600/coma-010.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;i&gt;Hipertrofia&lt;/i&gt; była dla mnie płytą, w porównaniu z poprzednimi, łagodnie mówiąc bardzo słabą - nieudane eksperymenty muzyczne, przeciętne teksty, niezrozumiała "fabuła" albumu i spośród wszystkich utworów na tym dwupłytowym wydawnictwie, zaledwie kilka na poziomie poprzednich albumów. Później była Coma &lt;i&gt;Live&lt;/i&gt;, następnie &lt;i&gt;Symfonicznie&lt;/i&gt; - przyznaję, udany projekt i bardzo widowiskowy - oraz anglojęzyczna płyta &lt;i&gt;Excess&lt;/i&gt;, przeznaczona na zagraniczny rynek, zawierająca anglojęzyczne wersje wcześniej znanych utworów, z trzema nowościami. Zwłaszcza jedna z tych premier wzbudziła moje kontrowersje - utwór "&lt;i&gt;F.T.P.&lt;/i&gt;", czyli "&lt;i&gt;Fuck The Police&lt;/i&gt;". Dla mnie była to już naprawdę przesada, rozumiem, że muzycy prawdopodobnie chcieli zrobić sobie żart muzyczny, ale zupełnie im to nie wyszło - utwór muzycznie świetny, ale treścią idealnie wpasowujący się w idee "pokolenia JP100%", która odebrała ten utwór całkiem serio, nie mówiąc nawet o tym, jaki obraz tworzy Coma za granicami naszego kraju, nie tylko sobie, ale także między innymi mieście Łodzi - niedoszłej Europejskiej Stolicy Kultury.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAFqRD6MLI/AAAAAAAAREc/3wQYeqBpEeQ/s1600/coma-010.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAFqRD6MLI/AAAAAAAAREc/3wQYeqBpEeQ/s320/coma-010.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Osobnym tematem jest reakcja publiczności przez te wszystkie lata. Zacznę od mojej skromnej osoby - na koncerty Comy chodziłem już dziewięć lat temu, kiedy bilety były po 3zł lub 5zł, albo nie było ich wcale. Pamiętam cotygodniowe słuchanie Listy Przebojów Radia Łódź Adama Kołacińskiego, który tak naprawdę jest ojcem sukcesu Comy - co tydzień, najpierw w Liście Niezależnych, a później po wydaniu &lt;i&gt;PWZM&lt;/i&gt;, w regularnym głosowaniu Coma nie miała konkurencji, a głosami łódzkich słuchaczy "&lt;i&gt;Sto tysięcy jednakowych miast&lt;/i&gt;" przez 53 tygodnie - ponad rok! - o ile mnie pamięć nie myli, było na pierwszym miejscu tejże listy, ustanawiając rekord notowań. Pamiętam także zaproszenie na koncert Comy w studiu Radia Łódź, byłem także w pierwszej setce fanów w pierwszym fanklubie Comy, "&lt;i&gt;Onlyway&lt;/i&gt;", liczbę koncertów Comy, na których byłem można określić już na ponad trzydzieści. Ważna jest w tym wszystkim dla mnie także pewna osoba, nieobecna już w moim życiu, ale która sprawiła, że słuchanie Comy było wtedy tak wyjątkowe... Dlaczego to piszę? Nie, nie żeby się chwalić, bo z perspektywy czasu uważam, że nie ma już czym. Piszę to, aby przedstawić obraz kogoś, kto był z Comą niemal od samego początku i był także emocjonalnie związany z jej twórczością, i który nie rozumie co się stało z tym zespołem...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAF5DrbfrI/AAAAAAAAREg/dl-gxV14pRs/s1600/coma-016.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAF5DrbfrI/AAAAAAAAREg/dl-gxV14pRs/s320/coma-016.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Do czasu &lt;i&gt;Hipertrofii&lt;/i&gt; wszystko było w porządku, później to wszystko wybuchło. Rozmawiałem ze znajomymi, wielu z nich miało podobne zdanie do mojego, przeglądałem także forum Comy - zdania były bardzo podzielone, a ja sam zastanawiałem się, gdzie podział się ten chłopak, który nie tak dawno sam grał na gitarze i śpiewał poezję... Pomimo niezadowolenia "starych" fanów, Coma zyskała tysiące nowych, którzy usłyszeli o tej Comie, którzy wszyscy słuchają i jest taka fajna, a reszta się sama potoczyła. Kolejne płyty tylko powiększyły ten rozłam - osoby takie jak ja słuchały Comy głównie tylko z powodu dawnego przywiązania lub innych podobnych przyczyn, powodów zdobywania nowych fanów, oprócz popularności i braku porównania do dawnych koncertów i nagrań, ja osobiście nie jestem w stanie zrozumieć. Dla mnie takim swoistym "zapalnikiem" do napisania tej notki był wczorajszy koncert Comy w Wytwórni.&lt;br /&gt;Przyznam szczerze, zaskoczyła mnie idea trasy akustycznej z asystą symfoników, co prawda tylko siedmiu, ale jednak, i to głównie ciekawość zawiodła mnie na ten koncert. Ceny biletów na występ łódzkiego zespołu już dawno przestały mnie dziwić - 65 złotych za bilet to dla mnie zdecydowanie za dużo, ale cóż, miałem nadzieję że będzie warto, ba! przed rozpoczęciem koncertu brałem pod uwagę możliwość kupienia biletu na drugi koncert w Łodzi, 18. grudnia...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAGF2YCEqI/AAAAAAAAREk/q1n_3nxsoIY/s1600/coma-004.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAGF2YCEqI/AAAAAAAAREk/q1n_3nxsoIY/s320/coma-004.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Pierwsze co poczułem, wchodząc na salę, to zdziwienie - po raz pierwszy przyszło mi słuchać rockowego koncertu... na siedząco. Na scenie już czekały instrumenty, jednak co ciekawe, akustyczne. Przed sceną w rzędach były ułożone krzesła, wznoszące się coraz wyżej, aby fani z dalszych miejsc także dobrze widzieli scenę, a rzędy były w połowie "przecięte" przez drogę do tychże miejsc. Dodatkowo jedyne wyjście prowadziło przez przód sceny - aby wejść lub wyjść, słuchacze musieli przejść przed sceną - dziwne, ale i ciekawe rozwiązanie, gdyż kto chciał mógł usiąść na podłodze tuż przed sceną. Muzycy nie kazali na siebie długo czekać - najpierw weszli symfonicy, po chwili zespołowi instrumentaliści - Marszałkowski, Kobza, Witczak, Matuszak - a na samym końcu, już przy akompaniamencie muzyki, Piotr Rogucki. Zaczęli od "&lt;i&gt;Turn Back The River&lt;/i&gt;", ale szczerze powiem, że rozpoznałem ten utwór dopiero po słowach - aranżacje utworów były tak różne w porównaniu z oryginałami, że trudno je było rozpoznać, ale było to zdecydowanie in plus - muzyka tego wieczoru była najlepszą rzeczą, jaką spotkała publiczność, co innego można natomiast powiedzieć o śpiewie. Dla mnie forma Roguca tego dnia była po prostu bardzo słaba - nie śpiewał normalnie, tylko momentami, kiedy się wydzierał do mikrofonu, dało się usłyszeć jego dawne "ja", albo po prostu śpiewał... normalnie, jeśli przyjmiemy za wzorzec jego aktualne brzmienie, tak różne od tego sprzed kilku lat. Wiele dźwięków nie był w stanie wyciągnąć, a dodatkowo był bardzo zdekoncentrowany i czuł się nienaturalnie na scenie - czy aż tyle kosztowała go kariera aktorska? Później było "&lt;i&gt;Zero osiem wojna&lt;/i&gt;", "&lt;i&gt;Świadkowie schyłku...&lt;/i&gt;", "&lt;i&gt;Trujące rośliny&lt;/i&gt;", "&lt;i&gt;Popołudnia bezkarnie cytrynowe&lt;/i&gt;" i&amp;nbsp; feralna "&lt;i&gt;Tonacja&lt;/i&gt;", podczas której zawinił sprzęt i muzycy musieli po kilkunastu sekundach przerwać występ. Między utworami Roguc zabawiał publikę dowcipnymi uwagami, i było to chyba najciekawsze, co tego wieczoru zaprezentował. Po chwili panowie zaczęłl grać dalej, później przeszli do "&lt;i&gt;Pierwszego wyjścia z mroku&lt;/i&gt;", kiedy to wokalista zaczął śpiewać tekst do... innego utworu! Po chwili przerwał po raz kolejny tego wieczoru występ i dopiero po chwili muzycy zaczęli grać ponownie, tym razem z właściwymi słowami. Jak dla mnie bardzo źle zachował się w tej sytuacji Roguc, tłumacząc się, że to ciągle przechodzący pod sceną fani (cytat) "&lt;i&gt;idący na siku&lt;/i&gt;" tak go rozpraszają. Dla mnie ta argumentacja była po prostu śmieszna - nieraz potrafił opanować tysięczny tłum, nie zwracać uwagi na wspinających się na scenę nietrzeźwych fanów, a teraz nagle zaczęli mu przeszkadzać spacerujący fani? Absurd. Niepewność widać było także na twarzach samych instrumentalistów, którzy sami nie wiedzieli, czego spodziewać się po ich liderze. Dalej zagrali "&lt;i&gt;Transfuzję&lt;/i&gt;" z tradycyjnie wyklaskanym początkiem, "&lt;i&gt;System&lt;/i&gt;", rewelacyjną (!), gdyby nie wokal, "&lt;i&gt;Daleką drogę do domu&lt;/i&gt;", "&lt;i&gt;F.T.P.&lt;/i&gt;" (podczas którego na scenie pojawił się nauczyciel angielskiego wokalisty, bez komentarza), "&lt;i&gt;Zamęt&lt;/i&gt;", przeciętne "&lt;i&gt;Spadam&lt;/i&gt;", "&lt;i&gt;Nie ma Joozka&lt;/i&gt;", "&lt;i&gt;Świętą&lt;/i&gt;", po czym zeszli ze sceny. Na bisy pod sceną pojawiła się grupka fanów, którym w ogóle nie przeszkadzała słabsza forma wokalisty. Bisy zaczęły się od "&lt;i&gt;Pasażera&lt;/i&gt;", później było "&lt;i&gt;F.T.M.O.&lt;/i&gt;" i koncert zakończyło "&lt;i&gt;Sto tysięcy jednakowych miast&lt;/i&gt;", podczas których lekko zawiodła łódzka publika - przyjęło się, że nawet na "normalnych" koncertach ludzie siadają przy tym utworze, choćby i na podłodze - wczoraj Roguc musiał przypomnieć o tym fakcie publiczności, która dopiero wtedy usiadła, ale może to także wina samego zespołu, który już bardzo rzadko bywa w rodzinnym mieście? Koniec koncertu bardzo mnie zaskoczył, in minus - zacząłem zdawać sobie sprawę, że takich osób jak ja, które potrafią obiektywnie, a przynajmniej krytycznie spojrzeć na formę zespołu/wokalisty danego dnia, jest bardzo mało pośród kilkusetosobowego grona na sali. Zabrakło przede wszystkim najważniejszego dla mnie "&lt;i&gt;Leszka Żukowskiego&lt;/i&gt;" i "&lt;i&gt;Cisza i Ogień&lt;/i&gt;", ale cała reszta setlisty została przeze mnie przyjęta pozytywnie. Po samym koncercie, wychodząc z sali, mogłem głównie usłyszeć "Ale było zajebiście!", "Odjazd!", etc... i powiem szczerze, zasmuciło mnie to bardzo. Dla mnie świadczy to o tym, że Coma doczekała się już takich fanów, którzy nie dbają o to, czy zespół zagrał super, przeciętnie czy żenująco, dla których zespół mógłby zagrać i kolędy, a byłoby cudownie, bo zagrała przecież sama Coma... Na szczęście w kolejce do szatni usłyszałem mimochodem także opinie podobne do mojej, a nawet ostrzejsze, jak chociażby że (cytat) "&lt;i&gt;to była parodia, nie koncert&lt;/i&gt;", ale były to tylko nieliczne przypadki...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAGO_BCpoI/AAAAAAAAREo/8dpCvMcf8R8/s1600/coma-002.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAGO_BCpoI/AAAAAAAAREo/8dpCvMcf8R8/s320/coma-002.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Ja nie mam już żadnych wątpliwości - przy tym łódzkim zespole trzyma mnie już teraz tylko samo wspomnienie dawnych, młodzieńczych, pięknych czasów oraz ogromny sentyment, nic więcej. Z przyjemnością będę wkładał do odtwarzacza płyty &lt;i&gt;Pierwszego Wyjścia Z Mroku&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Zaprzepaszczonej Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków&lt;/i&gt;, oraz nie będzie mi przeszkadzać, że pozostałe płyty będą zakurzone leżały na półce... Szkoda. Wielka szkoda.&lt;br /&gt;A tymczasem szykuję się na koncert Normalsów - już za trochę ponad tydzień, w tym samym miejscu, przynajmniej w tym przypadku wiem, że po zbliżającym się koncercie nie będę miał powodów do napisania podobnej notki. Do usłyszenia!&lt;br /&gt;P.S. Wszystkie zdjęcia autorstwa &lt;a href="http://yakris.wordpress.com/muzycznie/coma/"&gt;yakrisa&lt;/a&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-191327570537563142?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/191327570537563142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=191327570537563142' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/191327570537563142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/191327570537563142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/11/nie-moja-coma.html' title='Nie-Moja Coma'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/TPAFqRD6MLI/AAAAAAAAREc/3wQYeqBpEeQ/s72-c/coma-010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-416760670473750916</id><published>2010-10-27T00:03:00.001+02:00</published><updated>2010-10-27T00:03:39.482+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łódź'/><title type='text'>Zwykła rozmowa przez telefon w tramwaju</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdaję sobie sprawę, że bardzo dawno mnie tu nie było. Zdaję sobie sprawę, że na pewno są ważniejsze tematy do poruszenia, niż ten, o którym pragnę napisać. Dlatego też proszę o cierpliwość - dopiero niedawno udało mi się tak naprawdę ogarnąć samego siebie po powrocie z Valencii, i jak tylko uda mi się całkowicie wyjaśnić moją sytuację na uczelni, to zacznę regularnie pisać i nadrabiać zaległości, bo trzeba przyznać - nagromadziło się ich sporo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale zanim do tego przejdę, opiszę tutaj jedną historię, która przytrafiła mi się... nie, której byłem świadkiem podczas mojej codziennej podróży na wcześniej wspomnianą uczelnię. Jadąc tramwajem, mój wzrok padł na dwudziestokilkuletnią dziewczynę, która rozmawiała przez telefon. Dziewczyna niczym szczególnym się nie wyróżniała, ale nie piszę tutaj, aby ją oceniać, tylko opisać. Niegdyś szatynka, obecnie z zafarbowanymi na ciemny blond długimi włosami z odrostami, średniego wzrostu, czarna kurtka - słowem, dziewczyna jakich wiele, nie będę tutaj aż tak bardzo skupiał się na detalach, bo też nie o to mi chodzi. Moją uwagę zwróciło to, co robiła - rozmawiała przez telefon, ale właśnie tym &lt;u&gt;jak&lt;/u&gt; rozmawiała zwróciła moją uwagę. W prawej dłoni trzymała bilet oraz jednocześnie trzymała się nią poręczy, w lewej natomiast trzymała telefon, który miała przytknięty do... prawego ucha. Była bardzo pochłonięta rozmową, podejrzewam, że nawet gdyby coś się wydarzyło na ulicy, nawet nie byłaby tego świadoma. Wyglądało to wszystko na początku dość... normalnie, dopiero po chwili zorientowałem się, dlaczego "coś mi tu nie gra" - właśnie ten dziwny układ rąk, zupełnie jakby nie mogła przyłożyć telefonu do lewego ucha. Dodatkowo, trzymała telefon tak, że kciukiem zasłaniała częściowo obudowę, i na początku rozmowy wyjaśniła, że jej rozmówca może ją słabo słyszeć, bo jest w tramwaju...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale dlaczego ta właśnie dziewczyna tak zwróciła moją uwagę? Nie, nie była zupełnie w "moim typie", nie powiedziała też nic niezwykłego. Zacząłem o niej myśleć, bo w myślach posłużyła mi za przenośnię prezentującą swoją postawą, tym jak trzymała zwykły telefon, wielu z nas, zwykłych ludzi. Wielu z nas, zamiast szukać drogi do najprostszego, często najlepszego rozwiązania (czyt. przełożenia telefonu do drugiej ręki, ew. przyłożenia do drugiego ucha) decyduje się na to trudniejsze rozwiązanie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie widzi prostszego rozwiązania, komplikuje sobie życie, podejmując błędne i dla osoby postronnej być może nawet błędne decyzje. Zamiast zatrzymać się na chwilę, przemyśleć całą sytuację, decydujemy się na rozwiązania trudniejsze, wymagające użycia bardziej zaawansowanych środków, marnujemy nasz czas i energię - często niepotrzebnie. Nie widzimy, że kiedyś już ktoś miał podobną sytuację, lekceważymy doświadczenia innych. Często też sami jeszcze bardziej utrudniamy sobie nasze zadania, tak jak i ona nieświadomie zasłaniała sobie mikrofon. Dopiero kilka przystanków dalej, kiedy zwolniło się miejsce, usiadła i przełożyła sobie telefon do prawej ręki, kończąc moje rozmyślenia... Wiem, że może przesadzam, ale czy naprawdę nie zdarza się Wam mieć podobnych sytuacji? Kiedy nawet nie w jakichś skomplikowanych procesach, ale w najprostszych czynnościach widzicie, jak osoby z naszego otoczenia komplikują sobie wydawałoby się proste życiowe sytuacje... Jak tak odebrałem tę sytuację w tramwaju, i na tyle dało mi to do myślenia, że postanowiłem na ten temat napisać, tak do zastanowienia się, do przemyślenia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-416760670473750916?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/416760670473750916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=416760670473750916' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/416760670473750916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/416760670473750916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/10/zwyka-rozmowa-przez-telefon-w-tramwaju.html' title='Zwykła rozmowa przez telefon w tramwaju'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-5279074697793708946</id><published>2010-06-02T23:31:00.001+02:00</published><updated>2011-03-31T21:11:30.329+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Kolejna kartka z kalendarza: kwiecień.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piątek, 16. kwietnia 2010: &amp;nbsp;Pierwsze co zrobiłem do jedzenia po powrocie z Maroka to... zwykła pasta neapolitana. Naprawdę, może ciężko to zrozumieć, ale po ośmiu dniach pełnych wyrzeczeń w stylu "nie wezmę tego do ust do mój żołądek tego nie wytrzyma" jedyne czego pragnąłem to zwykły, codzienny obiad. No, może nie taki codzienny bo staram się ostatnio coraz bardziej urozmaicać sobie życie, ale - po prostu normalne jedzenie! Oczywiście żeby nie było tak wesoło - część z przygotowanego jedzenia którego już nie mogłem tknąć zostawiłem sobie na kolację/śniadanie zjadł Stuart, bo nie zorientował się że to nie jego... Potraktowałem to mimo wszystko jako obrazę dla moich umiejętności kulinarnych, no bo bez przesady, może nie jestem jakimś wybitnym talentem kulinarnym, ale mimo wszystko jego potrawy a moje to jak dwa światy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poniedziałek, 19. kwietnia 2010: Fiesta Polaca w Bolserii - klubie w Carmen, starym mieście. Dla kogoś kto nie jest w temacie - nie, to nie jest jakieś nie wiadomo jakie wydarzenie, co tydzień odbywają się takie imprezy, i co tydzień z inną narodowością w temacie, ale swoją drogą zaskoczyło mnie ilu Polaków jest w Valencii (tzn. w samym lokalu było ich kilkudziesięciu, wiadomo że nie wszyscy, ale zazwyczaj można łatwo na podstawie tego procenta obecnego na imprezie obliczyć mas o menos całkowitą liczbę). Pomimo iż początkowo nie miałem ochoty iść, około godziny 21 dałem się przekonać przez współlokatora (Polaka) i poszedłem - muszę zacząć chyba trochę ograniczać spontaniczność, bo jeszcze wejdzie mi w nawyk ;-) A sama impreza? Nic specjalnego, ale najciekawsze działo się kiedy już wracałem do domu - jak się później dowiedziałem, jeden z Polaków z którymi byłem na imprezie i z którymi się pożegnałem, po wyjściu z klubu zdemolował stojący nieopodal śmietnik... a potem dostał pałką teleskopową od policjanta ubranego po cywilnemu, a część jego rzeczy, jakie miał w kieszeniach znalazła się w leżącej nieopodal studzience kanalizacyjnej - złośliwość policjanta. A sam kolega dostał tak mocno, że poszedł później do szpitala, założono mu kołnierz ortopedyczny na kark i jutro prawdopodobnie idzie na policję złożyć zażalenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtorek, 20 kwietnia 2010: Najlepszy mecz w piłkę nożną jaki kiedykolwiek zagrałem i jaki kiedykolwiek zagram na erasmusie w Valencii, a nic czegoś takiego nie zapowiadało. Po powrocie z 3-tygodniowych wakacji ruszyły także sparingi erasmusów. Pierwszy mecz - remis 2:2, z czego jedna bramka to ewidentna moja wina - strata, kontra i ładny gol. W drugim meczu kapitan powiedział mi tylko, żebym spieprzał do ataku bo w obronie i tak ze mnie żadnego pożytku i... o takich decyzjach mówi się "strzał w dziesiątkę". Ale po kolei. Początek meczu i od razu szybko przegrywamy 0:2 - co było do przewidzenia, bo w poprzednim meczu ta drużyna wygrała 5:0. Ale nagle dzieje się coś dziwnego... Bramkarz drużyny przeciwnej (pewnie myśląc że jestem taki słaby) chciał się ze mną kiwać pod własną bramką, w trakcie "zwodu Zidane'a" jednak okazałem się sprytniejszy, przewidziałem co zrobi, zabrałem mu piłkę i wbiłem do opuszczonej bramki. Po chwili rzut rożny pod naszą bramką, wybicie, piłka trafia do mnie, stojącego na srodku boiska. Szybkie spojrzenie gdzie ustawiony jest bramkarz drużyny przeciwnej, podcinka i piękny lob nad bramkarzem z połowy boiska - zrobiło się nagle 2:2. Mija kilka sekund, akcja prawą stroną, Fotis z Grecji strzela mocno z ostrego kąta, ale strzał mu nie wychodzi i piłka leci wzdłuż linii bramkowej, i gdy nikt się tego nie spodziewa, nadbiegam na piłkę i z metra pakuję ją do siatki, kompletując hat-tricka w ciągu kilku minut. Po chwili po kolejnej kontrze posyłam górną piłkę do Ditmara z Niemiec, który bez problemu ją przyjmuje i strzela gola, nie dając szans bramkarzowi. Ale po chwili znowu sytuacja się zmienia - po naszych 4 golach, oni odpowiadają podobną serią i do przerwy przegrywamy 4:5. Po przerwie na boisko wchodzi za Waltera z Niemiec wchodzi Marokańczyk, nie pamiętam imienia i... zaczynamy grać ze sobą jakbyśmy się do tego urodzili. Notuję 4 asysty, wszystkie to dogrania właśnie do tego gościa, on wykorzystuje moje prezenty (3 z nich polegały tylko na dostawieniu nogi), jednak przeciwnik nie tylko temu się przygląda, ale także strzela nam w międzyczasie gole. Ostatnie akcje meczu, przegrywamy 8:9, dostaję piłkę na lewym skrzydle na wysokości środka boiska, mijam dwóch przeciwników, spoglądam na bramkarza i widzę że zostawił niepilnowany krótki słupek, strzelam bez zastanowienia i... gol, koniec meczu, remis, ale ja traktuję go jako personalne zwycięstwo. Podczas takich meczów mówi się, że wychodzi wszystko. Dla mnie miało to znaczenie też symboliczne - przede wszystkim udowodniłem sobie i innym, że potrafię - po ostatnich meczach, w których nie grałem nic przyszedł najlepszy, i to na oczach najlepszych; po drugie, był to mój pierwszy mecz po tragedii w Smoleńsku, a ja postanowiłem, że tym razem zagram w koszulce reprezentacji Polski. A, no i jeszcze Barcelona pobita w półfinale Ligi Mistrzów! Cholera, dla takich chwil naprawdę warto żyć!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Środa, 21. kwietnia 2010: Sądziłem, że popołudniowa przebieżka do morza i z powrotem dobrze mi zrobi, jednak leżąc teraz i czując każdy mięsień - wiem już, że się myliłem. Coś jakby taka sinusoida powodzenia, nawet Lyon przegrał po katastrofalnej grze 0:1 z Bayernemw drugim półfinale Ligi Mistrzów, a ja zastanawiam się jakim cudem zdołał z taką grą zajść tak daleko... Hm, koniec meczu... Ok, spadamy do Asi na imprezę. Znowu spontanicznie, nawet żadnego alko nie kupiłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czwartek, 22. kwietnia 2010: W poranki takie jak ten człowiek zastanawia się: "Po cholerę ja to zrobiłem?". Spokojnie, nic złego, po prostu nie jestem przyzwyczajony ani tym bardziej nie lubię, kiedy staję się piątym kołem u wozu. Ale cóż, kiedy przenosiliśmy się z parku do klubu byłem czwartym kołem i nic tego nie zapowiadało, pero la vida es dura y dura. W wolnym tłumaczeniu - shit happens. Tylko na niektóre osoby patrzę już chyba przez inny pryzmat. Dziś nocka przed laptopem, z filmami i pół kilo pistacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piątek, 23. kwietnia 2010: Od środowego wieczora nie mogę się pozbyć tego z mojej głowy, po prostu nie mogę, ale jednocześnie wiem że nic tak nie oddaje mojego stanu rzeczy jak ta piosenka. Placebo, "Where is my mind?", genialny cover Pixies - genialny, jak zresztą wszystkie pozostałe z bonusowej płyty z coverami do Sleeping with ghosts z 2003 roku. Aż szkoda że nie mam tutaj ze sobą mojej kolekcji wszystkich płyt Placebo - przesłuchałbym je wszystkie, jedna po drugiej... A, nie przesłuchałbym. I tak nie mam wieży...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sobota, 24. kwietnia 2010: Primo, przez ostatni tydzień czuję że zarobiłem wystarczająco punktów doświadczenia, żeby podnieść umiejętność Gotowanie na następny poziom - Zapiekanka serowa z szynką, Kurczak po chińsku, dziś Zapiekanka ziemniaczana z boczkiem (w wersji hiszpańskiej - z chorizo) i cebulą, po drodze wiele innych, na jutro idzą kalamary oraz (jeśli uda mi się kupić u chińczyka tanio formę do ciasta) Karpatka. Wszystki potrawy z wielkich liter, a co! W końcu prawdziwe dzieła ;-) Nawet współlokatorzy (dziś Stuart) zauważyli że moje potrawy osiągają coraz wyższy poziom... Kurde, fajnie gotować dla innych ;-)Z dodatkowych atrakcji - większą część dnia spędziłem śledząc na żywo rozgrywki w różnych ligach, głównie w lidze angielskiej - 3 obejrzane mecze w sieci, czwarty natomiast na żywo - kolejna wyprawa na Mestallę, tym razem na Deportivo de &amp;nbsp;la Coruña. Wynik - 1:0, po raz kolejny Villa (ile bym dał, żeby on albo Kun Aguero przenieśli się na Stamford Bridge - tak, stałem się zadeklarowanym kibicem Chelsea Londyn, mam nadzieję że jesteś z siebie dumny Braciszku ;), jednak co ciekawsze odnotowania - pierwszy mecz, na który poszedłem w samej koszulce Valencii (czyt. bez kurtki) i nie zmarzłem pomimo późnej pory rozgrywania meczu - po powrocie do Polski chyba tylko dzięki pamiątkowym biletom z godziną będę mógł uwierzyć, że można rozgrywać mecze o tak późnej godzinie. No ale, grunt że w końcu Hiszpanie nie patrzyli się na mnie jak na wariata (a przynajmniej większość z nich), ja natomiast na nich nie mogę przestać tak patrzeć ani na chwilę, bo jak inaczej określić zachowanie, kiedy przy temperaturze prawie 20 stopnii w nocy, ludzie chodza poubierani tak jak w Polsce podczas chłodnej jesieni?!Ale była także jeszcze jedna rzecz, tylko częściowo związana z futbolem, która sprawiła że nie byłem praktycznie obecny na tym meczu... Uświadomiłem sobie, że za półtora tygodnia pójdę na przedostatni mój mecz na Mestalli, a 16. maja, dwa dni przed przylotem Roberta, pójdę po raz ostatni na mecz Valencii... Z dwóch powodów jest to dla mnie smutne - pierwszy, mecze były jakby obok mojego erasmusa przez cały czas, chodziłem na nie tak często jak mogłem i chciałem, wiedziałem że będą jeszcze długo... a tu nagle dociera do Ciebie, że jeszcze tylko 4 mecze, 2 na Mestalli (z czego ostatni, z Tenerife, prawdopodobnie ostatni na "starej" Mestalli) i... koniec! Musisz czekać na mundial, a po nim... do domu... A druga rzecz, to że nie zabiorę Roberta na żaden mecz Valencii, nie odwdzięczę mu się za te wszystkie wyjazdy na Stamford Bridge, na Wembley, na Emiraty czy choćby do Reading, kiedy zapłaciliśmy więcej za transport niż za same bilety... Swoją drogą, 8. czerwca, stadion w Murcji, Hiszpania - Polska, ostatni sprawdzian reprezentacji Hiszpanii przed Mundialem - muszę zdobyć bilety/akredytację!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poniedziałek, 26. kwietnia 2010: Hm, poczułem chyba po raz pierwszy coś na kształt żalu, że nie będzie mnie w Polsce podczas Juwenaliów. Żeby nie zrozumieć mnie źle - cały czas brakuje mi przyjaciół i znajomych, ale po 8 miesiącach można się już do tego w pewnym sensie przyzwyczaić, jednak teraz doszedł kolejny powód - zespoły jakie będą tam grały... Pomimo tego, że mogłoby być lepiej (i poprzednimi laty tak było), ale zespoły typu Happysad, Dżem, Carrion, Lipali i Sunrise Avenue to dla mnie byłaby gwarancja dobrej zabawy :-) No ale, pozostaje mi słuchać głosów z Łodzi ;-)Z jeszcze mniej przyjemnych wydarzeń - po 2,5 roku używania Windows Vista, musiałem niestety porzucić ten "wspaniały" system, gdyż w okresie intensywnego używania, system wieszał się średnio co 4 minuty, a podczas jego otwarcia i zamknięcia mogłem iść spokojnie i bez pośpiechu zrobić sobie herbatę i poczekać aż się zaparzy... Teraz czas na format C.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtorek, 27. kwietnia 2010: Nie pytajcie mnie jak. Nie pytajcie mnie skąd. Faktem jest natomiast, że dziś wieczorem w moim pokoju znalazłem... jaszczurkę. Była "przyklejona" do ściany pod oknem, kiedy tylko wszedłem do pokoju natychmiast zniknęła za szafą. Jak na wysokości 3. piętra mogła się znaleźć jaszczurka, i to jeszcze akurat w moim pokoju?Z newsów futbolowych - Olympique Lyon przegrał (a właściwie został rozgromiony) w półfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium - nie dość, że z pucharów odpadł mój trzeci po Chelsea i Valencii ulubiony klub, to jeszcze z Niemcami i to w koszmarnym stylu. Mam tylko nadzieję, że jutro odpadnie też Barcelona.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Środa, 28. kwietnia 2010: Nie jest źle, a wręcz bardzo dobrze. Barca pokazała, że nie potrafi przegrywać, Mourinho pokazał, że jest genialnym trenerem (a ci co umniejszają jego zasługi, jak na przykład autor &lt;a href="http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,7832590,10_dowodow__ze_Mourinho_nie_jest_Special.html"&gt;tego żałosnego i nie mającego prawie nic z prawdą artykułu&lt;/a&gt;, są po prostu śmieszni), a mnie samopoczucie wzrosło niesamowicie. Może się ktoś przyczepić, że cieszę się z cudzego nieszczęścia, ale to nieprawda - po pierwsze, cieszę się ze szczęścia Interu, po drugie, Barcelona już rok temu w półfinale z Chelsea pokazała, że bez pomocy sędziego nie zasługuje na finał i późniejszą wygraną z Manchesterem United. Dlatego cieszę się podwójnie, że Barcelona odpadła, bo przynajmniej sprawiedliwości stało się zadość.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za kilka dni ciąg dalszy - maj.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-5279074697793708946?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/5279074697793708946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=5279074697793708946' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5279074697793708946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5279074697793708946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/06/kolejna-kartka-z-kalendarza-kwiecien_02.html' title='Kolejna kartka z kalendarza: kwiecień.'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-4220150612341295240</id><published>2010-05-16T23:26:00.010+02:00</published><updated>2011-06-17T14:15:36.896+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Real Valladolid'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Primera Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baraja Ruben'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Villa David'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia CF'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mestalla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tenerife'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='La Liga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Jeden z najsmutniejszych dni na Erasmusie...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;...a wszystko przez futbol.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Zacznę może od małego wstępu. Kiedy wiele lat temu, paradując jeszcze wtedy w koszulkach Juventusu i Borusii Dortmund, ja i mój brat zaczynaliśmy interesować się piłką nożną, nasi rodzice nie przypuszczali, że kilkanaście lat później dla jednego z nas jednym z najsmutniejszych dni w życiu (wybacz Braciszku jeśli przesadziłem) będzie odejście trenera pewnego klubu do innego, a dodatkowo obaj będą prawie co tydzień jeździć na mecze w Anglii i Hiszpanii,&amp;nbsp;pracując jednocześnie &lt;a href="http://www.igol.pl/"&gt;dla piłkarskich e-zinów&lt;/a&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ale tak właśnie się stało, i dziś, pomimo faktu iż dzień minął po prostu fenomenalnie, to dzięki ostatniej kolejce hiszpańskiej Primera Division na skutek przytłaczającej ilości wydarzeń ogarnął mnie ogromny smutek. Wiadomo, w futbolu już tak musi być - aby ktoś wygrał, ktoś musi przegrać. Byłem dzisiaj na Mestalli, oglądając pojedynek Valencii z Tenerife. Ci pierwsi grali tylko o godne pożegnanie z kibicami, dla niektórych piłkarzy było to pożegnanie szczególne, ale o tym za chwilę. Ich rywalem był zespół, który potrzebował zwycięstwa, aby po raz pierwszy od kilkunastu lat utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niespodzianki jednak nie było, i po golu w doliczonym czasie gry to &lt;i&gt;Nietoperze&lt;/i&gt; wygrały ten mecz, posyłając rywali do drugiej ligi. Najsmutniejsze było to, co wydarzyło się chwilę wcześniej, i chwilę potem. Kilka minut wcześniej trener zdjął z boiska Davida Villę, żywą legendę klubu, najlepszego strzelca ostatnich dekad nie tylko w klubie, ale także w reprezentacji. 166 goli w 274 meczach klubu i 36 goli w 55 meczach kadry uczyniło z niego najjaśniejszą gwiazdę tego klubu, i kiedy dziś schodził z boiska każdy z wypełnionego po brzegi stadionu zdawał sobie doskonale sprawę, że jest to ostatni mecz tego gracza na Mestalli. Szedł powoli do linii końcowej, sędzia zdając sprawę co się dzieje nie poganiał zawodnika. Tak ogłuszających braw nie słyszałem od dawna, a co miało się okazać - następna okazja była już kilkanaście minut później. Ruben Baraja zagrał dziś ostatni mecz w barwach &lt;i&gt;Nietoperzy&lt;/i&gt; i pożegnanie Valencii z kibicami po tym sezonie stało się tak naprawdę pożegnaniem jednego aktora, wieloletniego kapitana drużyny. 10 sezonów, 355 meczy, zdobywca obydwu mistrzostw Hiszpanii w ostatniej dekadzie (po 30-letniej przerwie), Pucharu Króla, Pucharu UEFA i&amp;nbsp;Superpucharu Europy - Baraja był symbolem tych wszystkich triumfów, i odchodząc (a raczej będąc zmuszonym do odejścia, ponieważ klub nie przedłużył z nim kontraktu jako piłkarzem, oferując inną posadę) sprawił, że wielu kibiców poczuło, że właśnie zakończyła się pewna era. Runda dookoła boiska na barkach kolegów, płynący z głośników hymn klubu, oklaski na stojąco strwające kilka długich minut - tak, ten piłkarz zasłużył na takie pożegnanie. Jak wiele znaczył ten piłkarz dla tego klubu niech poświadczy dziewczyna, która stała obok mnie kiedy to się działo - miała na sobie koszulkę Valencii z sezonu 2000/01, kiedy to Baraja przybył do klubu, z jego właśnie nazwiskiem, i łzy ciekły jej po policzkach prawie strumieniem. Tak, tyle ten jeden człowiek znaczył dla tych tysięcy zebranych na stadionie i kibicującym Nietoperzom w innych miejscach. Patrząc na to wszystko, co dzieje się przed moimi oczami, uświadomiłem sobie, że tylko prawdziwy kibic piłki nożnej jest w stanie doświadczyć czegoś takiego, jak tych 55.000 ludzi zebranych na stadionie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Drugi czynnik smutku to zespół Tenerife. Patrząc na ich kibiców, tak licznie zgromadzonych na Mestalli, którzy przybyli tysiące kilometrów z Wysp Kanaryskich, aby być świadkami jak ich zespół utrzymuje się w Primera Division - naprawdę, chciałem aby Valencia przegrała ten mecz. Dopingowali swoich bez przerwy, i kiedy w 93'&amp;nbsp;Alexis strzelił zwycięską bramkę dla Valencii, oznaczającą spadek Tenerife do Segunda Division, całkowicie zrozumiałem ich rozpacz. i żałowałem, że nie myliłem się, kiedy &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.igol.pl/article,21473.html"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;prorokowałem wczoraj kto spadnie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;. Po końcowym gwizdku piłkarze ze łzami w oczach schodzili z boiska, ja natomiast po meczu widziałem twarze kibiców. Pusty wzrok, załamanie, na wielu twarzach kibicek ślady po rozmazanym makijażu, wielu nawet kilkadziesiąt minut po końcowym gwizdku ciągle płakało. Nikt nic nie mówił. A to nie był koniec smutku na ten dzień...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Po meczu udałem się do przystadionowego baru, aby upewnić się, że FC Barcelona wygrała z Realem Valladolid i zdobyła zasłużony mistrzowski tytuł. Jednak to co innego najbardziej na mnie wpłynęło - twarze piłkarzy rywala Barcy, dla których porażka, podobnie jak dla Tenerife, oznaczała spadek. Twarz ich trenera, Javiera Clemente, tak zasłużonego człowieka dla hiszpańskiej piłki, wyrażała totalny smutek, żal, bezradność... Był naprawdę bliski płaczu, nie reagował już tak naprawdę na to co dzieje się na boisku. A pikarze znieśli to jeszcze gorzej - leżeli na boisku z twarzami ukrytymi w dłoniach, nie chcąc patrzeć jak obok nich cały stadion cieszy się z mistrzostwa. Ktoś musiał spaść, niestety, trafiło akurat na nich - zarówno Tenerife, jak i Valladolid do utrzymania zabrakło jednego punktu. Nawet nie jedno zwycięstwo więcej. Jeden remis.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;I ostatni, najbardziej personalny czynnik. Przez cały ten sezon 2009/10 byłem wielokrotnie na Mestalli, pełną listę można znaleźć po prawej stronie. Zżyłem się z tym klubem, żżyłem się z tymi ludźmi dookoła, o czym w materialnym sensie mogą świadczyć koszulki, szaliki i flaga klubu w szafie oraz inne rzeczy, porozwieszane po pokoju. Kiedy stałem obok płaczącej kibicki, ludzie oklaskami żegnali swoich bohaterów, a z głośników leciał hymn "&lt;i&gt;Amunt Valencia!&lt;/i&gt;"... Tego się nie da opisać. Trzeba być kibicem piłki nożnej, żeby &lt;b&gt;TO&lt;/b&gt; poczuć. I druga sprawa - dla mnie koniec sezonu to coś symbolicznego. Zaczęło się odliczanie rzeczy z&amp;nbsp;określeniem "ostatni". Koniec Erasmusa coraz bliżej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-4220150612341295240?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/4220150612341295240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=4220150612341295240' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/4220150612341295240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/4220150612341295240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/05/jeden-z-najsmutniejszych-dni-na.html' title='Jeden z najsmutniejszych dni na Erasmusie...'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-5265234347618456334</id><published>2010-05-16T00:49:00.003+02:00</published><updated>2011-03-31T21:10:31.661+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fez'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Assaouira'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Casablanca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sahara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maroko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marakesz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>Pamiętnik z podrózy: Maroko</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;b&gt;Środa i czwartek, 7. i 8. kwietnia 2010&lt;/b&gt;: Dzień wylotu. Wstanie o 4 rano (zasypianie 3 godziny wcześniej z myślą "oby tylko budzik zadzwonił"), metrem na lotnisko, po drodze spotykając towarzyszów podróży - Monikę, Dominikę, Artura i Michała (wszystko Polacy), z Javierem (Meksykaninem) mieliśmy spotkać się już na lotnisku. Samolot z samego rana do Madrytu - półgodzinna drzemka - kilka godzin oczekiwania, spędzonego przeze mnie jako przewodnik po Madrycie (po raz kolejny) i o godzinie 16:40 wystartowaliśmy z Madrytu do Fezu. Może na początek trochę jeszcze wprowadzenia - pomysł wylotu do Maroka zrodził się miesiąc wcześniej, na domówce u Moniki i Michała. Pomimo iż był zaproponowany około 20 osobom, skusiła się nasza szóstka. Wszystkie przeloty kosztowały mnie 50€ (Ryanair oczywiście), z czego 20€ kosztowało... płacenie kartą, 5€ za każdy z czterech lotów. Termin był bardzo dobry ku temu, gdyż w kwietniu Universidad Politécnica de Valencia zrobiła studentom 3 tygodnie wolnego - najpierw tydzień wolnego z okazji Wielkiej Nocy (w Hiszpanii znana jako Semana Santa - Święty Tydzień, a następnie dwa tygodnie wolnego jako czas na przygotowanie się do kwietniowych poprawek po sesji zimowej, które na szczęście mnie nie dotyczyły. Ah, no i przede wszystkim - dlaczego Maroko? Nigdy nie byłem jeszcze w Afryce, tym bardziej w żadnym kraju arabskim i coś mnie tam ciągnęło ;-) I nie żałuję! (choć nie było tak kolorowo jakby mogło być).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hd9Gw6MII/AAAAAAAAQ00/ATp51ii9mAY/s1600/P4070006.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hd9Gw6MII/AAAAAAAAQ00/ATp51ii9mAY/s320/P4070006.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;między Europą a Afryką&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Zatem, kontynuując podróż. &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Podróż do Fezu upynęła przyjemnie (1,5 godziny snu było bezcenne po takiej małej ilości snu noc wcześniej), godne zapamiętania była zmiana czasu - cofa się godzinę, przez co teoretycznie wydaje się, że czas się zatrzymał... i szczerze powiedziawszy, po dotarciu do Mediny, starej części miasta, rynku, to wrażenie tylko się potęguje. Po wyjściu z samolotu... szok. Niby lotnisko, ale jedyne co widzisz to jeden budynek (średnich rozmiarów, nie żaden europejski terminal) i... jeden samolot pasażerski innej europejskiej linii obok, i to wszystko. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hd9jRmHbI/AAAAAAAAQ04/rnok-AV_-og/P4070008.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" height="153" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hd9jRmHbI/AAAAAAAAQ04/rnok-AV_-og/P4070008.JPG" width="320" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;sala przylotów w Fezie&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;W hali odlotów tłum - te dwa samoloty to prawdopodobnie jedyny bezpośredni transport z &lt;s&gt;cywilizacją&lt;/s&gt; Europą. Pogoda - oczywiście żar leje się z nieba&lt;/span&gt;, a żeby zabrać więcej rzeczy to nałożyłem więcej warstw na siebie niż to było konieczne. Wyjście z lotniska i od razu coś, czego każdy się spodziewał - zwykłe wzięcie taksówki dla 6 osób okazało się prawie niemożliwe, jednak! Maroko to kraj arabski, masz pieniądze - wszystko jest możliwe. Jedyny rodzaj taksówek pod lotniskiem to... ponad 20-letnie Mercedesy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hegMqrpJI/AAAAAAAAQ34/8eMHY_bleRk/s1600/P4090268.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hegMqrpJI/AAAAAAAAQ34/8eMHY_bleRk/s320/P4090268.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;taksówka z Fezu do Merzougi&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Są jeszcze dwa inne typy samochodów do przewozu osób - jeden to &lt;i&gt;petit taxi&lt;/i&gt;, mające limit osób równy 3, w Mercedesach teoretycznie są to 4 osoby. &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Teoretycznie, gdyż nam udało się załadować do tejże taksówki w szóstkę, komfortowo nie było, ale jednak lepsze to niż rozdzielać się pierwszego dnia, nie wiedząc nic dokąd. Trzecim, ostatnim typem to stare skutery z doczepioną przyczepką, na których powinno przewozić się tylko rzeczy, nie ludzi, ale i z tego transportu później skorzystaliśmy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heaeJTOHI/AAAAAAAAQ3k/0hm40JGcJoc/s1600/P4080221.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heaeJTOHI/AAAAAAAAQ3k/0hm40JGcJoc/s320/P4080221.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Ah, a propos - przed wyjazdem powiedziałem sobie, że ten wyjazd będzie dla mnie inny niż poprzednie z jednego powodu - tym razem, po raz pierwszy nie dbam totalnie o organizację, dla mnie już dość tych nerwów, czasu i stresu, tym razem niech kto inny tym się zajmie. Jak się później okazało, była to jedna z rzeczy, które negatywnie odbiły się na całej tej podróży, gdyż... nie było żadnego planu, nie mieliśmy żadnych przewodników turystycznych, praktyczne nie mieliśmy nic przygotowane, a chyba można się domyślić, że jechanie do obcego kraju, ba! na inny kontynent jedynie z mapą w głowie między jakimi miastami chce się podróżować - to "trochę" za mało. Był to jeden z ważniejszych czynników, z powodu których zdecydowałem się później w Assaouirze (4. dnia podróży) odłączyć od grupy i kontynuować podróż we dwójkę, z Javierem, co okazało się rewelacyjną decyzją, która to w największej mierze sprawiła, że pobyt w Maroku uważam za jak najbardziej pozytywny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Ale wracając do Fezu. Nocowaliśmy w nim dwa dni, także czasu na zobaczenie miasta mieliśmy aż nadto. Przede wszystkim - ogromny kontrast aż bije w oczy. Na to milionowe miasto składają się dwie części - Stary i Nowy Fez. Jak łatwo się domyślić, Stary Fez to uboga dzielnica, w której dominuje bieda, ubóstwo i życie z dnia na dzień. Kiedy szedłem ulicą, nieraz mając ochotę coś zjeść, powstrzymywała mnie jedna najważniejsza rzecz - strach. Strach przed tym, że nie ważne co zjesz, i tak prawdopodobnie dopadną Cię choroby żołądka/układu trawiennego (i w końcu i tak mnie dopadły, ale dopiero po 3 dniach i trwały jedną noc), a picie jakiejkolwiek wody _nie_ z butelki równa się z zatruciem... Oczywiście nie dało się tego ominąć, a jeść trzeba coś było, ale mimo wszystko był to jeden z głównych powodów, dla których pierwszego dnia po powrocie do Valencii zrobiłem sobie... zwykłą, normalną, pastę neapolitanę. Nic skomplikowanego, a tak mi tego brakowało!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heDkHql0I/AAAAAAAAQ1Y/mgARCqRJXYg/s1600/P4080046.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heDkHql0I/AAAAAAAAQ1Y/mgARCqRJXYg/s320/P4080046.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;jedna z bram do mediny w Fezie&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heEWfjEiI/AAAAAAAAQ1c/y14C_HYqrXA/s1600/P4080049.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heEWfjEiI/AAAAAAAAQ1c/y14C_HYqrXA/s320/P4080049.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;ulice Fezu&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heKLGBalI/AAAAAAAAQ2E/WDs-87keM-4/s1600/P4080093.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heKLGBalI/AAAAAAAAQ2E/WDs-87keM-4/s320/P4080093.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;w głąb mediny&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heO_w8DSI/AAAAAAAAQ2g/maiNFNAd37M/s1600/P4080119.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heO_w8DSI/AAAAAAAAQ2g/maiNFNAd37M/s320/P4080119.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;garbarnia w Fezie&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Nocowaliśmy w prywatnym... hostelu? gospodarstwie domowym? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heB6RdD-I/AAAAAAAAQ1Q/MppJNoJwVjo/s1600/P4080044.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heB6RdD-I/AAAAAAAAQ1Q/MppJNoJwVjo/s320/P4080044.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;salon&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;W każdym razie - tak jak większość budynków w Medinie, tak i ten nie miał na zewnątrz okien, światło dostarczał otwór w dachu, który na czas deszczu (jakiego deszczu...) można zasłonić. Pokój miał swój klimat, podobnie jak cała hacjenda. Serwowane tam śniadanie, typowo arabskie, było jedynym posiłkiem w Fezie, który jadłem bez obaw... i bez zmartwień o stan mojej kasy, gdyż ceny tam (w porównaniu z Hiszpanią, nie Polską) są śmiesznie niskie. Za spore śniadanie płaciłem 20 dirhamów - mniej niż 2€, za obiad w "restauracji" - ok. 60 dirhamów, mniej niż 6€. Do tego dochodziły wszechobecne herbaty miętowe o zawartości cukru przewyższającej ilość wody. Z piciem tych herbat także wiązało się ryzyko - z jednej strony bomba kaloryczna, z drugiej zwyczaj serwowania herbaty, którego odmówieniem można było się narazić, i z trzeciej, najważniejszej - czy ta woda na pewno pozbawiona jest bakterii? Ale cóż, kto nie ryzykuje... ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heA6VNwUI/AAAAAAAAQ1M/54IF8gg9X4A/s1600/P4080033.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heA6VNwUI/AAAAAAAAQ1M/54IF8gg9X4A/s320/P4080033.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Jak już wspomniałem, kto ma pieniądze, może w Maroku wszystko, nawet dogadać się po polsku. Każdy na ulicy (nawet nas nie słysząc!) mówił do nas "Dzień dobry!", "Cześć!" etc., chcąc oczywiście zedrzeć nas do ostatniego dirhama, straszne, ale zarazem... tak odmienne kulturowo, że aż intrygujące. Sam zwyczaj targowania się - na początku strasznie mnie irytował - chciałem po prostu pójść gdzieś, kupić po jakiejś normalnej cenie i sprawić że zarówno klient, jak i sprzedający są zadowoleni, jednak taki układ w większości miejsc w Maroko nie istnieje. Jeśli się nie targujesz (o dosłownie cokolwiek, od kosztu wynajęcia pokoju, przez koszt taksówki - nie mają taksometrów, cenę ustalasz przed wejściem - i kończąc na zwykłym targu, to możesz obrazić kupca... albo sprawić, że będzie szczęśliwy, bo zdarł z Ciebie pieniądze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Językami urzędowymi w Maroku są francuski i arabski, i szczerze powiedziawszy znajomość francuskiego bardzo ułatwiałaby wiele spraw, jednak że moja znajomość francuskiego skończyła się po trzech latach liceum, dużo z tej wiedzy nie pozostało. Wszechobecne napisy arabskie zastąpiły napisy francuskie w głębi lądu, bliżej pustyni i dalej od cywilizacji. W Fezie można było za pieniądze dostać dosłownie wszystko, co chwila ktoś zaczepiał Cię (ale na szczęście nie nachalnie) i mówił tradycyjne: "Welcome my friend, please enter to my shop, just to see, see is for free", oburzając się później gdy nie chciało się albo wejść, albo - co gorsza - po wejściu nie chciało się nic kupić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Po zwiedzeniu Mediny skierowaliśmy się na wzgórze górujące nad miastem, którego szczyt zajmował ogromny cmentarz muzułmański (praktycznie identyczny do chrześcijańskich, tyle tylko że... bardzo zaniedbany, jedynymi strażnikami były stada kóz pasące się na nim) oraz ruiny po jakiejś twierdzy - z racji tego, że nie wiedzieliśmy nic o tym miejscu, nie mogę napisać co to kiedyś było. W każdym razie - widok był imponujący. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heXkm93QI/AAAAAAAAQ3U/CdRlxa1raqk/s1600/P4080195.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heXkm93QI/AAAAAAAAQ3U/CdRlxa1raqk/s320/P4080195.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heUIeutqI/AAAAAAAAQ3E/Lcv1M8jHw24/s1600/P4080173.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heUIeutqI/AAAAAAAAQ3E/Lcv1M8jHw24/s320/P4080173.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heZWQxbII/AAAAAAAAQ3c/TU--jBRDen8/s1600/P4080205.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heZWQxbII/AAAAAAAAQ3c/TU--jBRDen8/s320/P4080205.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Następnie wsiedliśmy do "taksówki" (nazwa "TOP magic" lepiej pasuje - to magia że to coś jeździło, zdjęcie powyżej ;-) ) i udaliśmy się do Nowego Fezu, tej bogatszej, przypominającej europejskie części miasta. I faktycznie - nikt nie bał się aż tak bardzo zamówić cokolwiek, nikt nie targował się w sklepach, wszystko było takie... normalne.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hee9nhNhI/AAAAAAAAQ3w/28uEFhCcC4o/s1600/P4080236.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hee9nhNhI/AAAAAAAAQ3w/28uEFhCcC4o/s320/P4080236.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;park w Nowym Fezie&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;b&gt;Piątek i sobota, 9. i 10. kwietnia 2010&lt;/b&gt;: Podróż do miejscowości Merzouga, położonej u wrót Sahary, w 7 osób (łącznie z kierowcą) w jednym Mercedesie. Tak naprawdę był to jedyny punkt podróży, który był wcześniej ustalony i pewny. Namiar na człowieka dostaliśmy od innych Polaków, którzy wcześniej tam byli. Człowiekiem tym okazał się Hassan, mężczyzna który zawiózł nas na pustynię. Co o nim można opowiedzieć? Miał głowę do interesów, mimo iż sam nie potrafił pisać i czytać, my zapłaciliśmy za półtora dnia na Saharze 70€ na osobę - czyli fortunę, jak na Maroko. Dojechaliśmy po południu, po 6 godzinach przebijania się wąskimi drogami przez góry Atlasu, jadąc na wysokości wyższej niż szczyty Rys - widoki były niesamowite, nie miałem pojęcia, że jest to tak piękne miejsce! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hekn4nVrI/AAAAAAAAQ4c/3FMTN70LoBE/s1600/P4090312.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hekn4nVrI/AAAAAAAAQ4c/3FMTN70LoBE/s320/P4090312.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;ośnieżone szczyty Atlasu&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hen24zwvI/AAAAAAAAQ4o/oJRQ6JZ1V0g/s1600/P4090323.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hen24zwvI/AAAAAAAAQ4o/oJRQ6JZ1V0g/s320/P4090323.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;przełęcz&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heor6v_JI/AAAAAAAAQ4s/FmNtUEmJxMw/s1600/P4090325.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heor6v_JI/AAAAAAAAQ4s/FmNtUEmJxMw/s320/P4090325.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;W odległości ok. 30 kilometrów od miejsca przeznaczenia przesiedliśmy się na jeepy, i po chwili jechaliśmy... na ich dachu. Niesamowite uczucie, przypominało mi się wtedy o czasach, kiedy jeszcze windsurfowałem, a wiatr rozwiewał moje długie włosy... ech ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8het5RyyXI/AAAAAAAAQ5Q/gPi3sGmOsQk/s1600/P4090391.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8het5RyyXI/AAAAAAAAQ5Q/gPi3sGmOsQk/s320/P4090391.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;na dachu jeepa&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hevXgcgZI/AAAAAAAAQ5c/DrpwYCzVPCY/s1600/P4090405.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hevXgcgZI/AAAAAAAAQ5c/DrpwYCzVPCY/s320/P4090405.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;baza w Merzoudze&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hew-bzcgI/AAAAAAAAQ5o/xn3593-6TGQ/s1600/P4090412.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hew-bzcgI/AAAAAAAAQ5o/xn3593-6TGQ/s320/P4090412.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he0IM5FFI/AAAAAAAAQ6A/K9MLM17waRI/s1600/P4090460.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he0IM5FFI/AAAAAAAAQ6A/K9MLM17waRI/s320/P4090460.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;(&lt;i&gt;na wydmach&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he0gbErMI/AAAAAAAAQ6E/CoZSz3X4blY/s1600/P4090462.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he0gbErMI/AAAAAAAAQ6E/CoZSz3X4blY/s320/P4090462.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he1VHtEgI/AAAAAAAAQ6I/aZj5QZ-M1cY/s1600/P4090464.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he1VHtEgI/AAAAAAAAQ6I/aZj5QZ-M1cY/s320/P4090464.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;przewodnik&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Po dotarciu na miejsce prawie z marszu wsiedliśmy na wielbłądy i wyruszyliśmy na ich grzbietach na pustynię. Pierwszy raz na grzbiecie wielbłąda i muszę przyznać - nie było to niemiłe uczucie, jednak straszne było to, jak wielbłądy są traktowane. Przede wszystkim - do przewozu ludzi używa się tylko samców, po drugie, są powiązane ze sobą w okrutny sposób - lina łączące dwa wielbłądy wchodzi przez jedno nozdrze, a wychodzi przez jamę ustną tego samego zwierzęcia, nie chcę nawet sobie wyobrazić jaki to musi być dla nich ból, jednak cel jest osiągnięty - jeśli idzie jeden, to kontynuują wszystkie, bo chcą uniknąć bólu. Po dwóch godzinach podróży dotarliśmy do wysokich wydm Sahary. Muszę przyznać, że mnie widok jaki zobaczyłem oczarował. Nigdy nie byłem wielkim fanem piasku, zdecydowanie wolę środowisko wodne, jednak tamto miejsce... &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Czerwony piasek, zachód słońca, cisza dookoła... Naprawdę można się było w takim miejscu zakochać. Ludzie dookoła - wszyscy mili, ale tak długo, jak ma się pieniądze. Drugiego dnia pobytu wybraliśmy się na bliżej od naszego obozu położoną wydmę i w pewnym momencie zobaczyliśmy na horyzoncie biegnącą kobietę z dzieckiem. Biegła przez pustynię, do nas, aby rozłożyć przed nami na piasku swoje rzeczy na sprzedaż. Uwierzycie? Biegła tyle przez pustynię, żeby tylko zaoferować nam swoje produkty...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he4XLIn-I/AAAAAAAAQ6c/aFs_pIMvERo/s1600/P4100510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he4XLIn-I/AAAAAAAAQ6c/aFs_pIMvERo/s320/P4100510.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Powrót z pustyni był również cudowny. Noc zapadła niespodziewanie szybko i naszym oczom na niebie ukazała się nieskończona ilość gwiazd i ich konstelacji. Jadąc wtedy w totalnej ciszy na grzbiecie wielbłąda, patrząc się w niebo, zastanawiałem się nad jednym... czy może być coś piękniejszego? Po pewnym czasie okazało się, że może - na niebie dostrzegłem spadającą gwiazdę. Wymówiłem oczywiście życzenie, póki co powoli i systematycznie się sprawdza... ;-) Interesujące było zsiadanie z wielbłąda - mój okazał się jakimś narwańcem i było blisko, a spadłbym z jego grzbietu. Dopiero wtedy pomyślałem o tym, że pojechałem do Maroka bez choćby ubezpieczenia zdrowotnego. No cóż, kto nie ryzykuje...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Po powrocie do obozu niestety ukazał się prawdziwie arabski duch naszych gospodarzy. Oprócz nas w obozie było trzech Hiszpanów oraz para Francuzów. Nasi gospodarze myśleli, że im lepiej będziemy imprezować, tym lepiej zapamiętamy to miejsce i tym lepiej będziemy je polecać naszym znajomym. Niestety, naprawdę dobra zabawa trwała tylko do pewnego momentu - później wszystko zaczęło dla mnie wyglądać "na siłę", Hiszpanie byli tak zjarani (przywieźli ze sobą chyba worek haszyszu) i spici (kilka kartonów wina), że pewnie samego wieczora i tak nie zapamiętali, Francuzi szybko się zmyli. Ja natomiast w pewnym momencie stwierdziłem, że chyba dość już tej frajdy...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Poranek był jednym z najgorszych w tym roku. Chyba każdy Polak wie, co wydarzyło się 10. kwietnia tego roku. Najpierw dostała SMS-a Dominika, nikt z nas nie chciał w to uwierzyć, zadzwoniłem po chwili do mamy i oto stało się, dowiedziałem się, będąc na Saharze, o takiej tragedii. Żebym nie został źle zrozumiany, bo wokół tego tematu narodziło się wiele kontrowersji - tak, zapłakałem nawet nad losem tych, którzy zginęli, i przez kilka następnych dni czułem się niesamowicie przybity. Jednak nie z powodu śmierci Lecha Kaczyńskiego, a z powodu śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, pewnego symbolu niepodległości, o którą Polska tak długo i wytrwale walczyła, oraz śmierci tych wszystkich ludzi, którzy byli na pokładzie, a tyle znaczyli dla państwa, jak choćby śp. Sławomir Skrzypek, prezes Narodowego Banku Polskiego... Szczerze, uważam się za patriotę, interesuję się bardzo polityką i wszystkim co dzieje się na świecie i po prostu bałem się o Polskę w tamtym momencie, jak na to wszystko zareaguje... To, co podnosiło mnie na duchu, to fakt, że przez to jedno zdarzenie choć przez chwilę o Polsce było głośno - gdziekolwiek szedłem ulicą i tubylcy dowiadywali się, że jestem z Polski, każdy składał kondolencje. Dzień wcześniej chodziłem w koszulce reprezentacji Polski, dzień później stwierdziłem, że przyciągałaby już za dużą uwagę...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Każdy ma swoje własne zdanie o śp. Lechu Kaczyńskim, o tym kim był, jakie sprawował rządy (?), jak się zachowywał... Przyznam się szczerze, nigdy bym na niego nie zagłosował, tak jak teraz nie zagłosuję na jego brata (co poza tym uważam za, przepraszam za wyrażenie, skurwysyństwo że wykorzystuje śmierć brata aby sięgnąć po władze, przypominając dookoła wszystkim "o tym, że postąpi tak jak jego najukochańszy brat". Nie zaprzeczam słowom "najukochańszy", bo sam mam brata, ale w tym kontekście... brak mi słów), ale był właśnie tym symbolem, który nagle odszedł, a wraz z nim tyle ważnych dla funkcjonowania państwa osobistości, i to w takich okolicznościach - lecąc na uroczystości do Katynia, w którym zginęło tyle tysięcy polskich oficerów i elit...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Po tym wydarzeniu mój pobyt w Maroku zmienił trochę swój charakter. Nie było już takiej beztroski, każdy mniej się odzywał, ja chętnie oddzielałem się od grupy, aby poprzeżywać w samotności ostatnie wydarzenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Z Merzougi wyjechaliśmy popołudniem, i po raz kolejny ujawnił się charakter naszych gospodarzy - bawiąc się wczoraj z nimi, przynosili nam napoje, za które tuż przed wyjazdem... kazali nam zapłacić. Pozostawiło to duży niesmak.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Dalszą podróż kontynuowaliśmy autobusem do Assaouiry, położonym nad Oceanem Atlantyckim miastem. Noc w autokarze była dla mnie koszmarem, z powodu kłopotów z żołądkiem. Na jednym z przystanków kupiłem jednak Smectę i kilka godzin później wszystko wróciło już do stanu normalności, ja jednak zacząłem mieć się na baczności co biorę do ust.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;b&gt;Sobota, 11. kwietnia 2010&lt;/b&gt;: Assouira to piękne miejsce. Ludzi nie są tak biedni, jak w Fezie, ulice są o wiele szersze, przez co nikt Cię nie zaczepia (jeśli idzie się środkiem drogi), czuć klimat innej kultury, jednocześnie nie tracąc tego europejskiego ducha... normalności. Nocowaliśmy znowu w czymś na kształt hostelu, koszt niższy niż w Fezie - na osobę po 50 dirhamów, czyli poniżej 5€. To, co rzuciło mi się w oczy, to... koty. W Fezie myślałem że to tylko cecha tego miasta - na ulicach było pełno bezpańskich kotów, gdzie się nie spojrzało - tam leżał, szedł, biegł kot - szary, brudny dachowiec. Samo miasto - naprawdę urokliwe. Oczywiście, głównym źródłem utrzymania był handel i turystyka. Na ulicach było jeszcze więcej Europejczyków (głównie Francuzów) niż w Fezie. Zrobiliśmy krótki spacer po ulicach miasta, zjedliśmy kolację (nie ma to jak dobry kebab!) i okazało się, że mam szczęście do podróży - tego samego dnia zespół koszykarek z tego miasta zdobył pierwszy w historii tytuł mistrza kraju i przed moimi oczami przez ulice miasta przetoczył się cały orszak ludzi, z wywalczonym pucharem. Wieczór zakończyliśmy w Cafe Vera - hiszpańskim lokalu na dachu budynku nad oceanem. Atrakcje tego wieczora zapewniały dwie tancerki z ogniem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he5p2sKbI/AAAAAAAAQ6o/u9NiIBNwbBE/s1600/P4110533.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he5p2sKbI/AAAAAAAAQ6o/u9NiIBNwbBE/s320/P4110533.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;widok z dachu hostelu&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he6QkPuFI/AAAAAAAAQ6s/dJBIHdc2VQY/s1600/P4110538.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he6QkPuFI/AAAAAAAAQ6s/dJBIHdc2VQY/s320/P4110538.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;ulice Assaouiry&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he_shISgI/AAAAAAAAQ7Y/EVVotIFdhUA/s1600/P4110563.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he_shISgI/AAAAAAAAQ7Y/EVVotIFdhUA/s320/P4110563.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;port rybacki&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfAwB5aKI/AAAAAAAAQ7g/DaudA1wRfPY/s1600/P4110567.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfAwB5aKI/AAAAAAAAQ7g/DaudA1wRfPY/s320/P4110567.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfCExlt8I/AAAAAAAAQ7s/gZqgsu0DNcw/s1600/P4110613.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfCExlt8I/AAAAAAAAQ7s/gZqgsu0DNcw/s320/P4110613.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfBkl46EI/AAAAAAAAQ7o/yjrCcW9TbwM/s1600/P4110607.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfBkl46EI/AAAAAAAAQ7o/yjrCcW9TbwM/s320/P4110607.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;zachód słońca nad Oceanem&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfClhv-gI/AAAAAAAAQ7w/hg1LNlpzMVw/s1600/P4110619.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfClhv-gI/AAAAAAAAQ7w/hg1LNlpzMVw/s320/P4110619.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;świętowanie mistrzostwa&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfHSVRYuI/AAAAAAAAQ74/wPb6bilvI4M/s1600/P4110640.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfHSVRYuI/AAAAAAAAQ74/wPb6bilvI4M/s320/P4110640.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;ogniste show w Casa Vera&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he6zu6YfI/AAAAAAAAQ6w/RhCEfps38vA/s1600/P4110542.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8he6zu6YfI/AAAAAAAAQ6w/RhCEfps38vA/s320/P4110542.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hekOI9g5I/AAAAAAAAQ4Y/u9e2sfkfthU/s1600/P4090304.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hekOI9g5I/AAAAAAAAQ4Y/u9e2sfkfthU/s320/P4090304.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heKgY_C9I/AAAAAAAAQ2I/5FsrOUoRTPU/s1600/P4080094.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heKgY_C9I/AAAAAAAAQ2I/5FsrOUoRTPU/s320/P4080094.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heFbfSJ2I/AAAAAAAAQ1k/s5a8vgcF3jg/s1600/P4080056.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8heFbfSJ2I/AAAAAAAAQ1k/s5a8vgcF3jg/s320/P4080056.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfl3q0QyI/AAAAAAAAQ_A/msj96GBlt6k/s1600/P4140913.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfl3q0QyI/AAAAAAAAQ_A/msj96GBlt6k/s320/P4140913.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;b&gt;Niedziela, 12. kwietnia 2010:&lt;/b&gt; Czas na Casablankę. Powiedziałem rano Javierowi, że nie wiem jak on, ale ja muszę się oddzielić od naszej grupy, na co przystał z wielkim entuzjazmem. Podróż zapamiętam do końca życia - znaleźliśmy miejsca na samym końcu autobusu, podróż była w ciągłym biegu. Co chwila autobus się zatrzymywał lub był zatrzymywany przez policję, która sprawdzała co przewozi się w lukach, ludzie wsiadali czasem w biegu, do luku bagażowego trafiały nawet zwierzęta (kury), folklor totalny - ale przyświecał nam cel podróży. Po Casablance, tym wielkim i słynnym marokańskim mieście spodziewaliśmy się wiele, oczekiwania niestety nie zostały spełnione. Owszem, jest to naprawdę ogromne miasto, ale biedę czuć i widać w każdym miejscu, na które spadnie spojrzenie przyjezdnego. Z jednej strony - wysokie, białe (lub beżowe) wieżowce i słynne nazwy dookoła, z drugiej bieda tak wielka, że nie da się tego opisać. Trafiliśmy do przyzwoitego hotelu - przyzwoity, znaczy miał normalną łazienkę (a nie dziurę w podłodze jak większość spotykanych łazienek i ciepłą wodę) i wyglądał na bezpieczne miejsce. Odnośnie bezpieczeństwa - nigdy nie zostawialiśmy cennych rzeczy w hotelu, zawsze blisko siebie. Co dziwniejsze - częściej chyba ja sam bardziej się bałem o okradzenie niż to było konieczne. Jak powiedział nam jeden z przewodników, według prawa Koranu za kradzież zdarza się że wymierzane są kary... obcięcia ręki. Sporadyczne, ale żeby nauczyć społeczeństwo - sprawdza się. Co innego, kiedy wychodzisz ze sklepu i masz wrażenie, że sprzedawca właśnie Cię okradł - on Cię nie okradł, tylko wykorzystał Twoją naiwność i nieznajomość rzeczywistej wartości kupionego przedmiotu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Gdyby nie jedno miejsce, uznałbym podróż do Casablanki za czas stracony - tym miejscem był meczet Hassana II, obecnego króla Maroka. Meczet ten jest nowy, ma dopiero 17 lat. Jest trzecim na świecie największym meczetem, z pojemnością 200.000 wiernych, z minaretem wysokim na 210 metrów - dla innowierców wstęp zabroniony, możliwe jedynie wycieczki 4 razy dziennie, o 9:00, 10:00, 11:00 i 14:00. Jedynie meczet w Mekce i Arabii Saudyjskiej jest większy, z pojemnością... 2,5mln wiernych. Przyznam się, że budynek robi ogromne wrażenie, dodatkowo cała jego okolica - ogromny przeszklona podłoga, rozsuwany dach, plac, krużganki, okoliczne budynki, oraz co najważniejsze - położenie nad samą wodą, sprawiają że czuje się potęgę i majestat tego miejsca. Ciekawostką jest fakt, iż meczet został podobno zaprojektowany przez samego króla, oraz że ma symbolizować, jak napisano w Koranie, "Tron na wodzie". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfTsobj9I/AAAAAAAAQ9U/bzfhYoOvJGg/s1600/P4130829.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfTsobj9I/AAAAAAAAQ9U/bzfhYoOvJGg/s320/P4130829.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfPt1Fk8I/AAAAAAAAQ80/vYRfL92NKd0/s1600/P4130788.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfPt1Fk8I/AAAAAAAAQ80/vYRfL92NKd0/s320/P4130788.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfOu-cGiI/AAAAAAAAQ8s/TV9LyfcsuhA/s1600/P4130777.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfOu-cGiI/AAAAAAAAQ8s/TV9LyfcsuhA/s320/P4130777.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfQBchLjI/AAAAAAAAQ84/I-KcWKGIZVE/s1600/P4130791.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfQBchLjI/AAAAAAAAQ84/I-KcWKGIZVE/s320/P4130791.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;W Casablance pomocą (odpłatną, oczywiście...) służył nam młody Marokańczyk. Pokazał nam już pierwszego dnia wszystkie ważne miejsca, i muszę przyznać - bez niego nie udało by się zobaczyć tylu miejsc, dlatego przy okazji podróży do egzotycznych krajów warto czasem zastanowić się nad opcją lokalnego przewodnika, ale z jednym zastrzeżeniem - na początku znajomości ustalić cenę za "fatygę", beż żadnych późniejszych negocjacji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;W Casablance po raz pierwszy i jedyny w Maroku skusiłem się na pójście do... McDonalda. Dwie rzeczy mnie do tego skłoniły - pierwsza, w końcu mogłem na chwilę zapomnieć o ciążącym nade mną lękiem o każdy kęs jaki biorę do ust, drugą natomiast były ceny, które (znowu, w porównaniu z Hiszpanią, nie Polską) były śmiesznie niskie. Ale naprawdę, generalnie patrząc - z jednej strony piękne, przeszklone wieżowce, z drugiej mające za chwilę zawalić się rudery, podparte jedynie drewnianymi balami, z jednej strony biznesmeni w marynarkach, spodniach w kancik, z krawatami i teczkami, z drugiej - tłumy bezdomnych, żebrających ludzi... W samym McDonaldzie telewizor plazmowy, za którego równowartość mogłby wyżyć przez miesiąc (albo i wiele dłużej) wielodzietna rodzina, a w samej telewizji obrazki jak z innego świata...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfMHlCS6I/AAAAAAAAQ8Y/NyK1eoIRThk/s1600/P4130758.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfMHlCS6I/AAAAAAAAQ8Y/NyK1eoIRThk/s320/P4130758.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;ulice Casablanki&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfIgw9bHI/AAAAAAAAQ78/MBy3FzFxZAU/s1600/P4120676.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfIgw9bHI/AAAAAAAAQ78/MBy3FzFxZAU/s320/P4120676.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;&lt;b&gt;Poniedziałek, 13. kwietnia 2010&lt;/b&gt;: Podróż do Marakeszu. Po wyjściu z hotelu skierowaliśmy nasze kroki na stację autobusową, którą pokazał nam (o dziwo, za darmo) nasz przewodnik w Casablance. Poinformował nas, że oprócz abutobusów państwowych, którymi miałem "przyjemność" podróżować z Marzougi do Assaouiry i z niej do Casablanki, istnieje także inna sieć. Bilet kosztuje grosze drożej, a różni się nowoczesnymi autobusami z logiem Eurolines, klimatyzacją, ponumerowanymi miejscami, profesjonalnym personelem, szybkością, nie zatrzymuje się co chwilę... dosłownie wszystkim. Wybór tego środka transportu był strzałem w dziesiątkę - na stacji w Marakeszu poznaliśmy dwie sympatyczne dziewczyny - Audrey i Crie, siostry z Montrealu, Quebec, Kanada. Z racji tego, że jest to francuskojęzyczna część Kanady, to nagle nasze problemy językowe zniknęły, a pojawiło się coś, co sprawiło, że zapamiętałem tę część całej podróży do Maroka najlepiej z całego pobytu - radość z każdej chwili. Nocleg znaleźliśmy w Youth Hostel - międzynarodowej sieci hosteli dla młodych ludzi; właścicielami w Marakeszu było sympatyczne małżeństwo. Przyznam się, że nie chciałem opuszczać tego miasta, było tak wspaniale!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfYEIcKaI/AAAAAAAAQ9o/xGt3_XtSp_s/s1600/P4140848.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfYEIcKaI/AAAAAAAAQ9o/xGt3_XtSp_s/s320/P4140848.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;parking rowerów i skuterów w Marakeszu&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfabQ0FMI/AAAAAAAAQ94/QQMCuFRzVBQ/s1600/P4140860.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfabQ0FMI/AAAAAAAAQ94/QQMCuFRzVBQ/s320/P4140860.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;z Audrey i Chri&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfbkr7OrI/AAAAAAAAQ-E/_W4UUrnhU-4/s1600/P4140869.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfbkr7OrI/AAAAAAAAQ-E/_W4UUrnhU-4/s320/P4140869.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;Audrey!&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfeUsOjtI/AAAAAAAAQ-Q/PyPxc00iLZM/s1600/P4140877.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh4.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfeUsOjtI/AAAAAAAAQ-Q/PyPxc00iLZM/s320/P4140877.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;sklep z przyprawami w medinie w Marakeszu, jeden z tysięcy&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Ale może trochę więcej o Marakeszu. Patrząc na kolory dookoła, wydaje się jakby było położone na pustyni - wszystkie budynki w piaskowym kolorze, jednak widok ośnieżonych szczytów Atlasu wyprowadza z błędu. Na ulicach mnóśtwo ludzi - większości albo turystów, albo handlarzy chcących namówić tychże turystów do kupna czegoś, o czym jeszcze przed chwilą nie wiedzieli że potrzebują. Najważniejszym miejscem w Marakeszu jest Dżemaa el-Fna, największe targowisko w Maroku, wpisane wraz z całym centrum na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Można na nim kupić dosłownie wszystko, oczywiście podrobione. Było to pierwsze i jedyne miejsce w Maroku, gdzie kupcy prawie na siłę chcieli mnie zabrać do ich straganów i musiałem dwa razy użyć siły, żeby się ich pozbyć, nie mówiąc o tym ile razy musiałem użyć siły persfazji, że NAPRAWDĘ nie chcę tego co chcesz mi zaoferować, może to zabrzmi śmiesznie, ale groźne spojrzenie wiele razy także pomagało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfihF3WXI/AAAAAAAAQ-o/BXF5hRFc5yY/s1600/P4140900.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfihF3WXI/AAAAAAAAQ-o/BXF5hRFc5yY/s320/P4140900.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;torby zrobione z aluminiowych puszek&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfjSHdPAI/AAAAAAAAQ-s/EtqoFbK5VaA/s1600/P4140901.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfjSHdPAI/AAAAAAAAQ-s/EtqoFbK5VaA/s320/P4140901.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;lampy&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfkYuYx0I/AAAAAAAAQ-w/NiYwdpI5avU/s1600/P4140902.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfkYuYx0I/AAAAAAAAQ-w/NiYwdpI5avU/s320/P4140902.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfn36pZMI/AAAAAAAAQ_I/dc9PYohMlXc/s1600/P4140931.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfn36pZMI/AAAAAAAAQ_I/dc9PYohMlXc/s320/P4140931.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;Dżemaa el-Fna&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfqT7E7gI/AAAAAAAAQ_c/-pIThE3JCCQ/s1600/P4140944.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfqT7E7gI/AAAAAAAAQ_c/-pIThE3JCCQ/s320/P4140944.JPG" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;(&lt;i&gt;henna, typowe tymczasowe dekorowanie ciała u kobiet&lt;/i&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Czas płynął mi tak doskonale, że nie wiedzieć kiedy nagle przyszedł czwartek, dzień kiedy o 6 rano miałem wylot do Madrytu... Ostatni wieczór spędziliśmy w małym klubie niedaleko naszego hostelu. Przy zamówieniu marokańskiego, naprawdę dobrego piwa dostaliśmy także cały stos tapas - byłem mocno tym pozytywnie zaskoczony. Jeden człowiek za klawiszami grał i śpiewał słynne utwory, szkoda tylko że przez większość czasu ich nastrój był taki, że chciało się człowiekowi płakać. Z jednej strony była to prawda - że trzeba już opuszczać ten kraj, oraz że tylko końcówka pobytu w nim była tak wspaniała - ale i szczęścia, bo trzeba się cieszyć tym co jest, choćby najmniejszymi rzeczami, a w tamtej chwili byłem przeszczęśliwy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;div style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Bardzo oddająca charakter kraju była rozmowa z taksówkarzem, który miał mnie zawieźć na lotnisko. Godzina 4:00, kursywą kierowca. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- Zawiezie mnie Pan na lotnisko za 40 dirhamów?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- &lt;i&gt;Nie ma mowy. Sto&lt;/i&gt; (kłamstewko).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- Jestem tylko biednym studentem, wracam do kraju, nic więcej mi nie zostało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- &lt;i&gt;Nie ma mowy, za daleko&lt;/i&gt; (kłamstewko), &lt;i&gt;nie opłaca mi się&lt;/i&gt; (kłamstewko)!&lt;i&gt; 80 to mini&lt;/i&gt;mum (kłamstewko).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- Naprawdę nie mam więcej pieniędzy (kłamstewko).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- &lt;i&gt;To może euro?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- Nie mam (kłamstewko), musiałbym iść wymienić (kłamstewko).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- &lt;i&gt;60.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- Naprawdę nie mam więcej pieniędzy (kłamstewko)!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;- &lt;i&gt;No dobra, 40, wsiadaj.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Na tym to właśnie polega. Maroko to niesamowity kraj pod względem właśnie tej psychologii tłumu, handlu etc., moim zdaniem każdy student tego kierunku (i nie tylko) powinien przynajmniej raz doświadczyć czegoś takiego... i się od marokańskich kupców nauczyć, bo są oni mistrzami w psychologii. Po jednym spojrzeniu wiedzą już co mogą Ci sprzedać, ile za to zapłacisz etc. Momentami było to naprawdę imponujące, jak na przykład wizyta w garbarnii w Fezie - nasz przewodnik, kiedy daliśmy mu po euro na osobę, prawie się śmiertelnie obraził, rzucając monetami o ziemię - domagał się większych pieniędzy, mówiąc (niekoniecznie zgodnie z prawdą) że dla niego takie pieniądze nic nie znaczą, normalnie turyści dają więcej. Trudno, nie byliśmy normalnymi turystami, a jeśli ktoś nie szanuje pieniędzy w Maroku to wiadomo że pogrywa sobie z Tobą - kiedy wyszliśmy, na tysiąc procent podniósł wszystkie monety co do centa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;I tak oto doszliśmy do końca naszej podróży... Lotnisko w Marakeszu zrobiło na mnie spore wrażenie - niejedno europejskie lotnisko nie prezentuje się tak, jak tamtejsze. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfvA3VYvI/AAAAAAAARAI/Eo-dN5Y-im4/P4150991.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://lh6.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hfvA3VYvI/AAAAAAAARAI/Eo-dN5Y-im4/P4150991.JPG" width="320" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;Spotkanie z resztą kompanów podróży, bezpieczny i spokojny lot do Madrytu, do którego docierały już informacje o kolejnych zamkniętych lotniskach z powodu zbliżającej się chmury pyłu znad Islandii, powrót doValencii okazał się właściwie w ostatnią chwilę - dzień później niebo nad całą Europą było już zamknięte. Maroko to kraj, który trzeba zobaczyć i doświadczyć na własne oczy, jednak jest coś jeszcze - dla mnie jedna podróż do tego kraju to w zupełności wystarczająca ilość. Zdążyłem być 8 dni na afrykańskiej ziemi, i naprawdę było mi dość, z tęsknotą powitałem hiszpańską ziemię. Wiele rzeczy miało na to wpływ, wymienionych powyżej w większości. Jednym zdaniem - biedny kraj biednych ludzi, o których dobrobycie świadczy to nieliczna kasta ludzi, którym udało się wyrwać, ale nie powinno to zamazywać prawdziwego obrazu tego kraju.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="border: medium none;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,'Times New Roman',serif;"&gt;P.S. Ciekawostka na koniec - w 1987 roku Maroko wysłało swoją oficjalną kandydaturę jako członka... Unii Europejskiej. Została ona oczywiście odrzucona, ale sama idea...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia;"&gt;P.S.2. Więcej zdjęć w galerii na picassie, link po prawaej stronie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-5265234347618456334?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/5265234347618456334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=5265234347618456334' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5265234347618456334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5265234347618456334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/05/pamietnik-z-podrozy-maroko.html' title='Pamiętnik z podrózy: Maroko'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/S8hd9Gw6MII/AAAAAAAAQ00/ATp51ii9mAY/s72-c/P4070006.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-5864043041890748121</id><published>2010-04-16T23:49:00.005+02:00</published><updated>2011-03-31T21:08:40.660+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tarifa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Las Fallas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sevilla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Kartka z kalendarza: Marzec w Hiszpanii i zapowiedź kwietnia.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie będę w najbliższym czasie pisał już o Portugalii, odwlekę opis mojej podróży w czasie o czas nieokreślony, zamiast tego kartka z kalendarza z ubiegłego i początku obecnego miesiąca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Poniedziałek, 1 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Miesiąc nie mógł się chyba zacząć gorzej. Kolejny mecz w piłkę, kolejna bolesna kontuzja - tym razem ofiarny wślizg kosztował mnie utratę sporej części skóry z okolic uda, rana wygląda niezbyt okazale, mam nadzieję że szybko się zagoi, bo w czwartek kolejny mecz...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Czwartek, 4 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Nadzieja matką głupich. Z bólu nie mogłem zasnąć, ledwo co mogę chodzić, a co dopiero mówić o graniu... Teraz czas na wyleczenie wydłużyłem do Las Fallas - największego święta regionu w roku, polegającego na spaleniu w piątek, 19 marca, dniu św. Józefa figur zwanych Ninots, które zespoły mieszkańców budują przez cały rok... Już nie mogę się doczekać ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Sobota, 6 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Świetna impreza! Vaclav, erasmus z Czech zaprosił mnie na imprezę zwaną "Winetasting". Każdy z 30 gości przyniósł butelkę wina i każdy musiał później skosztować każdego wina i ocenić które wino było najlepsze. Pełna kultura, ja przyniosłem butelkę różowego wina zakupioną podczas wycieczki do wytwórni oliwy w listopadzie, przynajmniej miałem pewność że nikt nie przyniesie takiej samej :-) I jeszcze jedna uwaga - po skosztowaniu pierwszych dziesięciu butelek, wszystkie pozostałe zaczęły smakować tak samo - równie dobrze ;-)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S8jXnt9j16I/AAAAAAAARA8/-S13MRjSCL8/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S8jXnt9j16I/AAAAAAAARA8/-S13MRjSCL8/s320/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Niedziela, 7 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Wczoraj byłem na Plaza da Ayuntamiento na Cabalgata del Ninot - wielka parada z pochodem prezentującym Ninots jakie będą wystawiane i palone podczas Las Fallas - imponująco i żartobliwie, np. pochód złożony z "gladiatorów" Realu Madryt z tarczami ze złotym symbole € zamiast herbu, symbolizującym chore pieniądze wydane tego lata na transfery; pochód pijących, bawiących się młodych ludzi i auta z otwartym bagażnikiem z którego dochodziły ogłuszające dźwięki - typowy botellon :-) i cała masa innych. W całym mieście czuć już atmosferę zbliżającego się święta, a ja odliczam dni do przyjazdu rodziców - 8.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs456.snc3/26075_391192509960_734644960_3783715_52249_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs456.snc3/26075_391192509960_734644960_3783715_52249_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Poniedziałek, 8 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Wyjątkowo w poniedziałek (nagromadzenie się meczów w terminarzu z powodu europejskich pucharów) mecz Valencii, tym razem z Realem Racingiem Santander. Dotychczas nie byłem na meczu z mniejszą ilością goli niż przynajmniej dwa, tym razem musiałem po raz pierwszy w Hiszpanii obejrzeć bezbramkowe widowisko, którego bohaterem był... bramkarz Valencii, Moya, który uratował kilkukrotnie punkt dla Nietoperzy. Przynajmniej widać koniec sezonu - Mestalla zapełnia się przy każdym meczu prawie całkowicie, Valencia ciągle w grze w europejskich pucharach i wysokie 3. miejsce w Primera Division, będzie ciekawy finisz sezonu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs456.snc3/26075_391193759960_734644960_3783861_8072281_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs456.snc3/26075_391193759960_734644960_3783861_8072281_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Środa, 10 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Bilety do Maroka kupione! 7-15/04, Valencia-&amp;gt;Madrid, Madrid-&amp;gt;Fez, Marakesz-&amp;gt;Madrid, Madrid-&amp;gt;Valencia, mam nadzieję że będzie super, a loty kosztowały mnie stosunkowo śmieszne pieniądze - 50€, z czego 20€ z tej sumy kosztowały mnie płatności kartą... :-) Myślałem że po wycieczce do Portugalii nic w tym roku nie przebije tamtego tripa, ale opcja podróży przez pustynię dżipami i na wielbłądach działa na wyobraźnię ;-) Pierwsza wizyta w Afryce :-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Czwartek, 11 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Coś nieprawdopodobnego. W sześciu ostatnich meczach gracze Valencii dostali 5 czerwonych kartek, tym razem skończyło się na 1-1 u siebie z Werderem Brema. Emocjonujący mecz głównie z powodu tego, z kim poszedłem - na 13 osób, 7 to byli Niemcy i dopingowali wiadomo którą drużynę, swoją drogą podziałało to mobilizująco na Hiszpanów siedzących w naszym sąsiedztwie, bo zaczęli ich momentami przekrzykiwać. Mecz ciekawy, wynik wypaczony na korzyść Niemców przez sędziego... Czekamy na rewanż. Co warte odnotowania - pierwszy (i zapewne ostatni ;-)) mecz Asi na Mestalli.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash1/hs476.ash1/26075_391193779960_734644960_3783864_936767_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash1/hs476.ash1/26075_391193779960_734644960_3783864_936767_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Poniedziałek, 15 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Las Fallas oficjalnie rozpoczęte! Wczoraj wybraliśmy się "całym mieszkaniem" (ja, Jędrek, Pioterk i Stuart) na Carmen (Stare Miasto) zobaczyć najładniejsze ninotsy - niesamowite święto! Zdjęcia nawet tego dobrze nie oddają, wszędzie słuchać huk petard, wszędzie światła, hałas miasta, wydaje się jakby nagle liczba mieszkańców się podwoiła tylu przyjechało turystów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391194099960_734644960_3783871_2373185_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391194099960_734644960_3783871_2373185_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odnośnie turystów - dziś w nocy i moi turyści w końcu przylecą do Valencii - już nie mogę się doczekać rodziców :-) I tylko szkoda że Brat nie dał rady także dotrzeć... Wciąż nie mogę się go doprosić o jakiekolwiek szczegóły kiedy wyobraża sobie przylot. Cóż, trudno, jego strata... Chciałem tylko żeby w te wakacje - czyli jedyny okres poza Świętami Bożego Narodzenia kiedy się widzimy - to on spędził trochę czasu u mnie, a nie tak jak zawsze ja u niego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash1/hs476.ash1/26075_391196419960_734644960_3783938_537586_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash1/hs476.ash1/26075_391196419960_734644960_3783938_537586_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Wtorek, 16 marca 2010&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;: Rodzice w końcu dotarli! Co prawda w środku nocy, ale na szczęście cało i bezpiecznie. Przywieźli także oczywiście mnóstwo prezentów (czyt. prowiantu :-) ), a teraz czas zrealizować plan na najbliższy tydzień. Zaczynamy oficjalnie świętować Las Fallas! ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Czwartek, 18 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Wczoraj w końcu wybrałem się do Oceanarium w Valencii, największego w Europie. Czekałem na to aż do marca z wiadomego powodu - na sponsorów :-) Baaardzo sympatyczne miejsce, podobnie jak Muzeum Nauk niepodali.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391207144960_734644960_3784282_8256981_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="188" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391207144960_734644960_3784282_8256981_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dzień później, tzn. dziś, razem z Jędrkiem i jego rodzicami, którzy również na czas Las Fallas przylecieli do Valencii, wybraliśmy się na corridę. Przyznam szczerze, uczucia mam jednoznaczne - byłem na corridzie dwa razy w życiu. Pierwszy i ostatni jednocześnie. Rozumiem, zabicie (zarżnięcie?) pierwszego byka mogło być interesujące. Drugiego też, bo mocno poturbował matadora. Ale trzeciego, czwartego, piątego i szóstego w identyczny sposób?! Coś odrażającego, i jeszcze reakcje publiczności, kiedy za każdym wbiciem żelaza w kark zwierzęcia wszyscy głośno krzyczeli "Ole!"... Nigdy więcej. Za to Las Fallas w pełni - nigdy wcześniej nie widziałem naraz tylu ludzi w Valencii, liczba mieszkańców spokojnie przekroczyła na czas święta dwa miliony. Turyści są wszędzie i zaczyna to być irytujące, kiedy chcesz przejść z jednego miejsca do drugiego...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391208409960_734644960_3784312_7399109_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391208409960_734644960_3784312_7399109_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Sobota, 20 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Nie będę się rozpisywał o tych wszystkich atrakcjach jakie działy się w mijającym tygodniu, opiszę tylko samo zakończenie. Las Fallas kończy się zawsze 19 marca, w dniu Św. Józefa - w tym roku szczęśliwie wyszło że wypadło ono w piątek, więc był cały tydzień wolnego. Święto kończy się Cremą, wielkim festiwalem ognia podczas którego pali się wszystkie te figury, które można było oglądać przez cały miniony tydzień. Najpierw o 22 zaczyna się palić dziecięce Ninots - zrobione dla dzieci, "miniaturowe" - w cudzysłowie, bo tak naprawdę niektóre mają do 3-4 metrów wysokości i tylko w porównaniu z ich gigantycznymi "dorosłymi" odpowiednikami są miniaturowe. Później o 22:30 nastąpiło spalenie zwycięzców konkursu na dziecięce ninots, niestety nie mam pojęcia kto ten konkurs wygrał. Wszyscy jednak czekają z niecierpliwością na północ, kiedy to następuje początek wielkiej Cremy, podczas której spala się te ogromne ninots. My zostaliśmy na naszym osiedlu, Benimaclecie, zamiast iść na Plaza de Ayuntamiento i obserwować wszystko z odległości stu metrów, mogliśmy blisko domu mieć podobny widok. Całe przedstawienie skończyło się jednak bardzo późno, bo dopiero po 3 w nocy... A dziś z rana wyruszyliśmy wypożyczonym autem z rodzicami i Jędrkiem (którego rodzice zostali w Valencii i dziś po południu odlatują do Portugalii) na podróż do i po Andaluzji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391209084960_734644960_3784324_152544_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391209084960_734644960_3784324_152544_n.jpg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Poniedziałek, 22 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; No i po podróży - niesamowitej podróży! Po kolei. Najpierw Cordoba i niesamowita Mezquita - czyli po prostu Meczet - największa tak eklektyczna budowla w Europie, będąca w przeszłości świątynią pogańską, muzułmańską, a obecnie katolicką.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391211449960_734644960_3784368_2098764_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs476.snc3/26075_391211449960_734644960_3784368_2098764_n.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Później Malaga - urocze miasto nas Morzem Śródziemnym, w którym nocowaliśmy z soboty na niedzielę. Następny przystanek - Granada i wizyta w Alhambrze, słynnej ogromnej warowni górującej nad miastem. Później Cartagena (nie mylić z Kartaginą ;-)) i szybki powrót do domu... Super podróż, z Andaluzji została mi jeszcze tylko Sevilla, którą mam zamiar odwiedzić w następnym tygodniu, i jestem absolutnie zadowolony z moich podróży po Półwyspie Iberyjskim! Rodzice już pojechali, następny raz widzimy się zapewne w... sierpniu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: normal; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;Środa, 31 marca 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; I oto jestem w upragnionej Sevilli! Moment wybrałem genialny, a wszystko zaczęło się tak: najpierw pojechałem z Valencii do Madrytu, gdzie odebrałem na lotnisku Klaudię i Tomka (prawie jak w amerykańskim filmie ;-)) i następnie razem udaliśmy się do Sevilli, aby odwiedzić Kacpra i Klona. Pogoda w Sevilli doska, słonko grzeje, czuję że się spalę na tym słońcu i wcale mi to nie przeszkadza ;-) Przyjechałem do Sevilli w specyficznym okresie - Wielkanocy, która w Sevilli jest obchodzona najuroczyściej w całej Hiszpanii - &lt;i&gt;pasos&lt;/i&gt;, tzn. procesje snują się po całym mieście, a wygląda to... strasznie, bo kondukty składają się z wiernych ubranych w stroje rodem z ku-klux-klanu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Niedziela, 4 kwietnia 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Czuję się (i w sumie powinienem ;-)) jak na wakacjach... Sevilla jest piękna, czas mija z super ludźmi, wczoraj byliśmy nawet na meczu Sevilla - Tenerife i przekonałem się że w Hiszpanii jednak istnieje coś takiego jak głośny doping na trybunach! Widocznie to tylko taka domena Valencii/Mestalii że wszyscy siedzą cicho... Co nie zmienia faktu że musiałem zapisać kolejny plus po stronie Sevilli, ale w wojnie miast i tak wygrała Valencia ;-) Sorry, morze i plaża to dla mnie czynnik naprawdę decydujący ;-) Zły jestem na siebie strasznie bo spakowałem do Sevilli wszystko absolutnie... za wyjątkiem aparatu fotograficznego :/ No nic, na szczęście inna osoba ma. Co więcej - najdziwniejsza Wielkanoc w moim życiu, po raz pierwszy bez rodziny, za to wcale nie jest nierodzinna! Dziś było pieczenie mazurka (brawa dla Klaudii!), jutro jedziemy całą piątką stopem do Tarify do rodziny Kacpra - Tarifa to południowy przylądek Hiszpanii, bodajże także najdalej na południe wysunięty kraniec kontynentalnej Europy, zaledwie 13km od wybrzeża Maroka. Będzie się działo ;-)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs458.snc3/26211_110130539014914_100000539043816_165965_1906432_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs458.snc3/26211_110130539014914_100000539043816_165965_1906432_n.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Wtorek, 6 kwietnia 2010:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; No i oto jestem na chwilę w Valencii. Tarifa była doska, głównie z powodu jazdy stopem - ja jedyny jadąc w pojedynkę miałem chyba najdziwniejszą podróż kiedykolwiek. Hiszpan, były piłkarz, a obecnie agent nieruchomości, podwiózł mnie swoim Audi przez połowę południowego wybrzeża do samej Tarify, ale tak okrężną drogą i z ogromem przygód po drodze że aż mnie samemu nie chce się wierzyć że to się wydarzyło ;-) Ale moje ręce to doskonale potwierdzają - stojąc i próbując łapać stopa strasznie się spaliłem na słońcu, już teraz wiem że na dniach zacznie mi po raz pierwszy w tym roku schodzić skóra... A sama Tarifa? Pobyt u rodziny Kacpra super, miasto urocze i niesamowicie wietrzne - podczas mojego pobytu wiał wiatr o mocy 8 stopnii w skali Beauforta - piasek wbijał się w stopy jak igły a wiatr uniemożliwiał poruszanie się... a mimo to i tak grupka Polaków wykąpała się w takich warunkach w oceanie ;-) Później pożegnanie (jak ja tego nie cierpię...) i ekspersowy powrót z Sevilli do Tarify, tym razem już nie stopem, bo nie mogłem pozwolić sobie na jakiekolwiek opóźnienia spowodowane czynnikami niezależnymi ode mnie... Dlaczego? Bo już jutro z samego rana lecę na osiem dni do Maroka! Do napisania później, tym razem bym się zachlastał jakbym zostawił aparat w domu... ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-5864043041890748121?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/5864043041890748121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=5864043041890748121' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5864043041890748121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5864043041890748121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/04/kartka-z-kalendarza-marzec-w-hiszpanii.html' title='Kartka z kalendarza: Marzec w Hiszpanii i zapowiedź kwietnia.'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S8jXnt9j16I/AAAAAAAARA8/-S13MRjSCL8/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-3515331789415873535</id><published>2010-01-26T14:33:00.009+01:00</published><updated>2010-01-26T14:48:30.843+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Styczeń w Valencii</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;Tak, wiem, brak notki przez cały miesiąc to zdecydowanie za długo, ale co poradzić – sesja to sesja, nauka najważniejsza (&lt;i&gt;tak podobno mówią&lt;/i&gt;), zatem i bloga sobie tymczasowo odpuściłem, ale czas nadrobić zaległości, zwłaszcza że ostatnia notka o Hiszpanii było pod koniec… listopada, a wydarzyło się naprawdę sporo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Przede wszystkim powrót do Polski na Święta. Jeszcze dwa miesiące przed lotem głęboko zastanawiałem się czy na pewno to dobra decyzja. Jeszcze miesiąc przed przylotem nie byłem zupełnie pewien tej decyzji. Dziś, siedząc w Valencii i mając w głowie wydarzenia tych trzech tygodni, nie jestem w stanie pojąć, jak zmienna jest natura ludzka – i cieszę się z tego strasznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Może zabrzmi to bardzo dziwnie, ale bardzo potrzebowałem tego odpoczynku w Polsce. „&lt;i&gt;Odpoczynku? Przecież jesteś w Hiszpanii!&lt;/i&gt;” mógłby ktoś powiedzieć… Jednak psychiczny odpoczynek był mi bardzo potrzebny. Codziennie mam tutaj na głowie tysiąc spraw, których nikt inny nie chce na siebie wziąć, poczynając od uczelni, przez podróże i na mieszkaniu skończywszy, kosztują mnie codziennie mnóstwo stresów, czasu i zmartwień „&lt;i&gt;jak to będzie?&lt;/i&gt;”. Tak, „dorosłe życie”, mógłby ktoś powiedzieć, jednak to nie tylko o to chodzi, ale zostawmy to. Na chwilę obecną jest bardzo dobrze, oby tak pozostało do samego końca mojej erasmusowej przygody z Hiszpanią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Ale wracając do Polski. Przede wszystkim – rodzina. Te Święta były naprawdę wyjątkowe, po raz pierwszy od trzech lat cała rodzina zasiadła przy wigilijnym stole. Wcześniej Robert przylatywał i odlatywał przed Wigilią albo w ogóle, w tym roku obaj wróciliśmy do Polski na Święta. Całą rodziną pojechaliśmy do dziadków na Suwalszczyznę i to tym bardziej sprawiło, że doceniłem rodzinne święta. Siedząc obok mieniącej się tysiącami światełek i pachnącej lasem choinki, bawiąc się z 3-miesięcznym kociakiem, miałem jedną myśl w głowie – to właśnie się nazywa szczęście. I naprawdę, w tym roku wszystkie materialne sprawy przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie – mógłbym nawet nic nie dostać na Święta, a nic by to nie zmieniło, ważne dla mnie było to, że jesteśmy w jednym miejscu wszyscy razem… No może nie do końca – liczyło się dla mnie to, aby prezenty, które ja wręczam sprawiły radość obdarowywanym i myślę, że udało mi się to w stu procentach, prawda Braciszku? ;-) Dodatkowo, już po powrocie do Łodzi – zobaczyć znajome twarze po kilku miesiącach to naprawdę bezcenne uczucie… Tego mi chyba brakowało i brakuje w Hiszpanii najbardziej – bratniej duszy, z którą mógłbym porozmawiać o wszystkim i niczym, zwierzyć się…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Jest także jeszcze coś, co sprawiło że pobyt w Łodzi stał się dla mnie tak ważny. Nie myślałem, że tyle może się we mnie zmienić przez trzy tygodnie, że przez trzy tygodnie osoba którą dopiero co poznałem może stać się dla mnie tak ważna. Oczywiście mam na myśli konkretną osobę, i chciałbym tej osobie podziękować jeszcze raz za te trzy tygodnie. Jeśli zrobiłem cokolwiek źle – przepraszam. Jeśli zrobiłem cokolwiek dobrze – nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie, mam tylko nadzieję że to będzie trwać dalej w tej lub innej formie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Zmienię temat… Siedzę właśnie przy biurku, środek styczniowego dnia, obok mnie stoi mój wczorajszy zakup – piękny kwitnący fioletowy fiołek, a za oknem… no właśnie, za oknem polska wiosna w Hiszpanii.&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yYJXwhSI/AAAAAAAAPoo/N3o11VV7tYg/s1600-h/P1261089.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yYJXwhSI/AAAAAAAAPoo/N3o11VV7tYg/s320/P1261089.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431044697301746978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17wb5MCRTI/AAAAAAAAPoI/DSSfbLNhNgY/s1600-h/P1261089.JPG"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;v:shapetype id="_x0000_t75" coordsize="21600,21600" spt="75" preferrelative="t" path="m@4@5l@4@11@9@11@9@5xe" filled="f" stroked="f"&gt;  &lt;v:stroke joinstyle="miter"&gt;  &lt;v:formulas&gt;   &lt;v:f eqn="if lineDrawn pixelLineWidth 0"&gt;   &lt;v:f eqn="sum @0 1 0"&gt;   &lt;v:f eqn="sum 0 0 @1"&gt;   &lt;v:f eqn="prod @2 1 2"&gt;   &lt;v:f eqn="prod @3 21600 pixelWidth"&gt;   &lt;v:f eqn="prod @3 21600 pixelHeight"&gt;   &lt;v:f eqn="sum @0 0 1"&gt;   &lt;v:f eqn="prod @6 1 2"&gt;   &lt;v:f eqn="prod @7 21600 pixelWidth"&gt;   &lt;v:f eqn="sum @8 21600 0"&gt;   &lt;v:f eqn="prod @7 21600 pixelHeight"&gt;   &lt;v:f eqn="sum @10 21600 0"&gt;  &lt;/v:f&gt;  &lt;v:path extrusionok="f" gradientshapeok="t" connecttype="rect"&gt;  &lt;o:lock ext="edit" aspectratio="t"&gt; &lt;/o:lock&gt;&lt;v:shape id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431042562653832498" spid="_x0000_i1027" type="#_x0000_t75" alt="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17wb5MCRTI/AAAAAAAAPoI/DSSfbLNhNgY/s320/P1261089.JPG" href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17wb5MCRTI/AAAAAAAAPoI/DSSfbLNhNgY/s1600-h/P1261089.JPG" style="width: 180pt; height: 240pt; visibility: visible;" button="t"&gt;  &lt;v:imagedata src="file:///C:%5CUsers%5CTomek%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_image001.jpg" title="P1261089"&gt; &lt;/v:imagedata&gt;&lt;/v:shape&gt;&lt;/v:path&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:f&gt;&lt;/v:formulas&gt;&lt;/v:stroke&gt;&lt;/v:shapetype&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Czytając tytuły wiadomości na różnych portalach internetowych przekonuję się, że kilkuletnia praca, aby znaleźć się tu gdzie teraz jestem była tego warta. Pogoda jest piękna – w grudniu było momentami naprawdę zimno, kiedy temperatura nocą spadała do kilku stopni Celsjusza (podziękowania dla piecyków, w hiszpańskich mieszkaniach nie instaluje się grzejników – bo i po co, skoro „zima” trwa tutaj trochę ponad miesiąc?), jednak po powrocie w styczniu przeżyłem ogromne zaskoczenie, spodziewałem się podobnej temperatury, jednak były dni, kiedy temperatura oscylowała w granicach 20°C i tylko świadomość, że gdybym szedł w samym koszulce to Hiszpanie patrzyliby na mnie jak na wariata nakazywała mi założyć na siebie jeszcze cienką rozpinaną bluzę. Podobnie było w listopadzie - to, że dla Hiszpanów zaczęła się już jesień/wczesna zima poznałem po tym, że zaczęli zakładać kurtki, dla mnie nadal temperatura była odpowiednia do chodzenia w samym T-shircie. Coś pięknego…&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yeogWMQI/AAAAAAAAPow/6P--nWzAADU/s1600-h/P1091209.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yeogWMQI/AAAAAAAAPow/6P--nWzAADU/s320/P1091209.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431044808738484482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17wljp01VI/AAAAAAAAPoQ/wXC5DxzDBzk/s1600-h/P1091209.JPG"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;v:shape id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431042728671892818" spid="_x0000_i1026" type="#_x0000_t75" alt="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17wljp01VI/AAAAAAAAPoQ/wXC5DxzDBzk/s320/P1091209.JPG" href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17wljp01VI/AAAAAAAAPoQ/wXC5DxzDBzk/s1600-h/P1091209.JPG" style="width: 180pt; height: 240pt; visibility: visible;" button="t"&gt;  &lt;v:imagedata src="file:///C:%5CUsers%5CTomek%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_image002.jpg" title="P1091209"&gt; &lt;/v:imagedata&gt;&lt;/v:shape&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Kolejna bardzo ważna sprawa, jeśli nie najważniejsza podczas mojego pobytu w Valencii – zaliczenia, egzaminy, oceny końcowe. Na chwilę obecną nie wygląda to źle, najpierw przedstawię system w jaki działa uczelnia. Skala ocen to 0-10, po wystawieniu oceny każdy student ma tydzień na konsultację swojej oceny. Wszystkie oceny są do obejrzenia w wewnętrznym systemie uczelni – Intranecie – i nie trzeba latać od jednego wykładowcy do drugiego z kartą i indeksem. Zaliczenia niektórych przedmiotów polegały na systematycznej pracy podczas całego semestru (typu jeden assignment [nie wiem jak to przetłumaczyć na polski] do zrobienia na każdy wykład), systematycznej pracy podczas całego semestru i laboratoriów, systematycznej pracy, laboratoriów i końcowego projektu albo oprócz systematycznej pracy także kombinacji laboratoriów, obowiązkowych seminariów, prezentacji, esejów czy końcowego egzaminu. W tym semestrze realizowałem łącznie 8 przedmiotów, wliczając kurs hiszpańskiego przed rozpoczęciem roku akademickiego (przypomnijmy skromnie, z najlepszą oceną w grupie). Przedmioty z tego semestru: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Ciencia y Tecnología del Medio Ambiente (Nauka i      Technologia Środowiska Naturalnego), z egzaminem końcowym na koniec,      ciągle oczekuję na wyniki, ale jestem bardzo dobrej myśli;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;Introduction to High Tech Marketing – z oceną 8,8;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style="" lang="ES"&gt;Investigación      Operativa (Operation Research) – z oceną 8,5;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="" lang="ES"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style="" lang="ES"&gt;Optimización      y Control Óptimo – z oceną… &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;5,7, ale      jak to wyszło z oceną z laboratoriów 8,8 i najważniejszą oceną z projektu      6 mnie nie pytajcie, ważne że zaliczone ;-);&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Organizational Behaviour – z oceną 8,1;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Economía Española y Mundial (Ekonomia Hiszpańska      i Światowa – końcowy egzamin w piątek, ale jestem o ten przedmiot dziwnie      spokojny, gdyż już zrealizowałem 50% przedmiotu (uzupełnienie specjalnej      przedmiotowej strony z teorią, zadaniami, komentarzami do artykułów plus      seminaria, wycieczka do wytwórni oliwy i końcowy esej), a tyle właśnie      wystarcza aby zaliczyć przedmiot, ewentualnie będę potrzebował ułamków      punktu żeby zdać;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;ul type="disc"&gt;&lt;li class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Diseño de Sistemas de Producción y Logísticos      (Production and Logistic System Design) – i tu ciekawa sytuacja, gdyż      teoretycznie przedmiotu do którego najwięcej się uczyłem... nie zdałem,      ale ciągle sprawa jest w toku, gdyż najważniejszą (80%) część przedmiotu,      czyli egzamin, zdałem, jednak pomimo zrobienia także wszystkich możliwych      prac dodatkowych (esej i prezentacja) ciągle brakuje mi kilku dziesiątych      punktu, aby osiągnąć wymagane minimum, dziś odbyłem jedno dające nadzieje      spotkanie z wykładowcą, jutro kolejne z prowadzącym laboratoria drugim      wykładowcą i prawdopodobnie w czwartek po kolejnym spotkaniu z wykładowcą      moja sytuacja będzie jasna, czy będę miał zdany przedmiot czy też będę      musiał poprawiać go na początku… lipca. Cóż, i tak zostaję w Valencii do      końca lipca z powodu umowy na wynajem mieszkania, więc przynajmniej byłby      jakiś sensowny powód ;-) Ale mam nadzieję, że nie będzie to konieczne.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Tak właśnie przedstawia się moja sytuacja na uczelni. Nie jest jednak to wielki powód do zmartwień (i chyba nie powinien być z dotychczasowymi wynikami?), a dodatkowo mam jeden wielki powód do… szczęścia, ponieważ w sobotę wsiadam do samolotu i lecę do Portugalii na 12-dniowe wakacje. Plan na chwilę obecną jest już prawie skończony, brakuje jeszcze tylko noclegu w Lizbonie i zmiennych niezależnych ode mnie. Plan zakłada odwiedzenie koleżanki w Covilhã, odwiedzenie Porto (dwa dni), Bragi, Doliny Douro, Aveiro, Praia de Mira, Coimbry, Nazare, Fatimy, Lizbony, Sintry, Faro, Lagos, Cabo de Roca i pewnie kilku innych ciekawych miejsc po drodze, zatem będzie to dla mnie podróż roku ;-) Mam szczerą nadzieję że mój plan zostanie zrealizowany i gdy wrócę 11/02 do Valencii będę mógł powiedzieć „nie wierzę że mi się to udało” i nie będę mógł uwierzyć w swoje szczęście! Ta podróż (plus lutowe odwiedziny) napełniają mnie ogromnym szczęściem, nadzieją i… zaniepokojeniem, oczywiście. Ale szklanka jest póki co do połowy pełna.&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yUBJqVvI/AAAAAAAAPog/_10K867BGFE/s1600-h/P1191207.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yUBJqVvI/AAAAAAAAPog/_10K867BGFE/s320/P1191207.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431044626375661298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; text-align: center; line-height: normal;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17xE1AgtnI/AAAAAAAAPoY/oOBDpQh06k8/s1600-h/P1191207.jpg"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;v:shape id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431043265906390642" spid="_x0000_i1025" type="#_x0000_t75" alt="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17xE1AgtnI/AAAAAAAAPoY/oOBDpQh06k8/s320/P1191207.jpg" href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17xE1AgtnI/AAAAAAAAPoY/oOBDpQh06k8/s1600-h/P1191207.jpg" style="width: 180pt; height: 240pt; visibility: visible;" button="t"&gt;  &lt;v:imagedata src="file:///C:%5CUsers%5CTomek%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_image003.jpg" title="P1191207"&gt; &lt;/v:imagedata&gt;&lt;/v:shape&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;(&lt;i&gt;prawdopodobnie moje ulubione miejsce w Valencii - fontanna w kształcie łodzi na plaży Malvarrosa&lt;/i&gt;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style="" lang="ES"&gt;¡Hasta más pronto que la ultima vez!&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="" lang="ES"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="" lang="ES"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-3515331789415873535?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/3515331789415873535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=3515331789415873535' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3515331789415873535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3515331789415873535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/01/styczen-w-valencii.html' title='Styczeń w Valencii'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S17yYJXwhSI/AAAAAAAAPoo/N3o11VV7tYg/s72-c/P1261089.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-7811059890773481123</id><published>2010-01-04T03:00:00.017+01:00</published><updated>2011-03-31T21:08:13.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cameron James'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Avatar'/><title type='text'>Avatar.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FY8mEAtnI/AAAAAAAAPk4/9gyJPkin3LI/s1600-h/Avatara.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422713224363554418" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FY8mEAtnI/AAAAAAAAPk4/9gyJPkin3LI/s320/Avatara.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 233px;" /&gt;&lt;/a&gt;Bardzo mało jest rzeczy, które potrafią sprawić, że bez chwili zawahania usiądę przed ekranem i zacznę o nich pisać. Pomimo tego, że tak długo nie pisałem nic na blogu i mam już prawie skończony inny tekst, dziś jednak wybrałem się do kina na "Avatar" w reżyserii Jamesa Camerona, i na długo przed końcem filmu wiedziałem że bardzo szybko pojawi się ta właśnie notka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyznam się szczerze - w związku z moim przylotem do Polski ominęła mnie cała atmosfera premiery tego filmu na srebrnym ekranie i po raz pierwszy usłyszałem o tym filmie od znajomych, jednak z premedytacją nie szukałem żadnych informacji o tym filmie, aż do czasu kiedy zobaczę go osobiście; dość powiedzieć, że pierwsze informacje o tym filmie przeczytałem w kinie na ulotce. Długo wyczekiwana chwila przyszła dopiero dziś (a w zasadzie patrząc na małą wskazówkę zegara nieubłaganie zbliżającą się do trójki, to mogę powiedzieć - wczoraj) i muszę przyznać się, że obejrzałem jeden z najlepszych filmów mijającej dekady.&lt;br /&gt;Nikt nie powiedział, że ta notka będzie obiektywna - wprost przeciwnie. Już na początku zadeklaruję się jako ogromny fan filmów fantastycznych i te 3 godziny spędzone w kinie wprawiły mnie w stan od wielu lat niedoświadczany. Pomimo później godziny seansu (21:50) i długiego czasu filmu (161min) nie odczułem choćby przez chwilę nudy, senności, znużenia z powodu wydarzeń na ekranie. Wprost przeciwnie - dzięki rozwijającej się akcji jedyne o czym myślałem, to "kiedy z powrotem [główny bohater] przemieni się w swojego Avatara?!"... Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może lubić taki gatunek filmowy, że może określić to mianem po prostu bzdetów, ale w takim przypadku dyskusja nad takim filmem nie ma sensu - do takich filmów trzeba po prostu mieć serce i wyobraźnię.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FZLBrfdJI/AAAAAAAAPlI/BpSugLM4_Ho/s1600-h/Avatard.png" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422713472295072914" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FZLBrfdJI/AAAAAAAAPlI/BpSugLM4_Ho/s320/Avatard.png" style="cursor: pointer; display: block; height: 228px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Wróciwszy do domu i zebrawszy informację na temat tego filmu zadałem sobie kilka pytań - czy Cameron dobrze zrobił, czekając aż tyle lat na technologię umożliwiającą mu taką produkcję? Bezwarunkowe tak. Czy pomimo tego, że tylko w 40% to gra aktorów składa się na film, można go docenić właśnie za ich umiejętności? Kolejne tak - wystarczy spojrzeć na postać Neytiri, czytając komentarze innych widzów uświadomiłem sobie, że nie tylko ja jeden zostałem zauroczony tą postacią.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FZCkwt8tI/AAAAAAAAPlA/RgIOLgmSGx4/s1600-h/Avatarc.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422713327093412562" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FZCkwt8tI/AAAAAAAAPlA/RgIOLgmSGx4/s320/Avatarc.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 214px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Czy pomimo banalnego scenariusza rodem niczym z Pocahontas, można oglądać ten film z tą niepewnością i zaangażowaniem, co stanie się za sekundę? Kolejne, wielkie - tak. I tych "tak" jest cała długa lista, której nie będę przytaczał, podobnie jak np. technicznych informacji o powstawaniu filmu, zyskach etc. - każdy może znaleźć takie informacje na własną rękę - mnie chodzi o coś zupełnie innego. Nie dbam o to, że fabuła była już wiele razy powtarzana i gdyby nie te zapierające dech w piersiach obrazy, to wyłoniłby nam się film po prostu słaby - tę produkcję trzeba traktować jako nierozerwalną całość. Tak jak wiele moich innych ulubionych filmów poruszyło mnie, tak samo podziałał na mnie "Avatar" - z tą różnicą, że poruszył tą inną strunę... I to jest piękne.&lt;br /&gt;Cameron stworzył arcydzieło. Pisząc ten tekst mam także w myślach jeszcze jeden fakt - jest pewne, że opowieść o planecie Pandora i rasie Na'vi doczeka się statusu trylogii i zapewne za niedługi czas (tym razem będę śledził postępy prac o wiele bardziej) znowu napiszę na tym blogu o kolejnym arcydziele, jeśli tylko wystarczy sił aby dalej ciągnąć ten pisarski wózek. Wspomniałem tu o trylogiach filmowych i od razu nasuwają się skojarzenia z innymi, najsłynniejszymi trylogiami kina z ostatnich lat - przez "Star Wars", po "Matrix" i skończywszy na "Władcy Pierścieni" - żadna z nich (może z lekkim wskazaniem na Matrixa, który jednak im dalej tym był gorszy) już od pierwszej części nie sprawiła, że byłem pewny, że doczekam się czegoś (dosłownie) kosmicznego. "Avatar" po raz pierwszy daje mi tę możliwość i mam szczerą nadzieję, że stanie się tak jakbym ja i miliony ludzi na świecie chciał - aby był to wstęp do niesamowitej opowieści, w której każdy następny rozdział będzie niezwykłym odkryciem.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FeTWqYBgI/AAAAAAAAPlY/5rguKCxz8sU/s1600-h/Avatarf.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422719112924628482" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FeTWqYBgI/AAAAAAAAPlY/5rguKCxz8sU/s320/Avatarf.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 200px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Patrząc na listę nakręconych przez Camerona filmów nie można mu odmówić jednego - wyobraźni. Pozwoliłem się zatracić w tym kosmicznym świecie i wychodząc z kina jedna myśl nie chciała opuścić mojej głowy - jeszcze!... Jeśli ktoś do tej pory zastanawiał się, czy warto wydać pieniądze na ten film, odpowiem wprost - warto wydać każde pieniądze i ja osobiście wybiorę się na ten film przed powrotem do Valencii przynajmniej jeszcze raz.&lt;br /&gt;Na sam koniec tej spontanicznej notki napiszę jeszcze tylko jedną zaletę tego filmu... Nieważne co dzieje się dookoła, jakie problemy nawarstwiają się u ludzi, jak bardzo zagubiony kto się czuje... Dzięki temu filmowi na niecałe trzy godziny przeniosłem się do innego świata, i za to głównie dziękuję Cameronowi. Bardzo czegoś takiego potrzebowałem, pomimo iż przez to jeszcze trudniej będzie się obudzić...&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FcHE3QgsI/AAAAAAAAPlQ/PMM1Gaz7S5k/s1600-h/Avatare.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5422716702965138114" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FcHE3QgsI/AAAAAAAAPlQ/PMM1Gaz7S5k/s320/Avatare.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 227px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-7811059890773481123?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/7811059890773481123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=7811059890773481123' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/7811059890773481123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/7811059890773481123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2010/01/avatar.html' title='Avatar.'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/S0FY8mEAtnI/AAAAAAAAPk4/9gyJPkin3LI/s72-c/Avatara.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-464460657138060936</id><published>2009-11-27T11:54:00.010+01:00</published><updated>2011-06-17T14:17:13.052+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barcelona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Di Stefano Alfredo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Figo Luis'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gran Derbi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Franco'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Primera Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Camp Nou'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Athletic Bilbao'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Real Madrid'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='La Liga'/><title type='text'>Gran Derbi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gran Berdi Europa&lt;/span&gt; zostały jeszcze 2 dni, pozwoliłem sobie na tymczasowe zakończenie futbolowego wątku na moim blogu - zapewniam, że następne notki będa już dotyczyć innych aspektów hiszpańskiego życia, a sprawy sportowe będę poruszał już w innym miejscu, o czym poinformuję już wkrótce. Jednak każdy kto choć przez chwilę był w Hiszpanii wie, jak wiele znaczy piłka nożna dla Hiszpanów i "to jedno" spotkanie, rozgrywane zazwyczaj dwa razy do roku - wielkie derby Hiszpanii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyznam się, że oglądając transmisje czy to z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ligi Mistrzów&lt;/span&gt;, czy to z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Primera División&lt;/span&gt;, zaczynam mieć już powoli dość komentatorów. Dlaczego? Ponieważ średnio podczas jednej transmisji (oczywiście najczęściej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Realu Madryt&lt;/span&gt; lub &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;FC Barcelony&lt;/span&gt;) potrafią kilkadziesiąt razy przypomnieć, że oglądamy mecz reprezentanta najlepszej ligi ba! nie tylko Europy, ale i świata! Można z tym polemizować, można się zgadzać, ale jedno jest pewne - powtarzanie tego zwrotu jest dla oglądających obcokrajowców (a szczególnie Anglików) bardzo irytujące.&lt;br /&gt;Nie będę pisał o tym, kto zagra, jakim ustawieniem etc., skupię się na czymś innym - na podtekście historycznym czekającego nas meczu. Mało kto wie, że Real został oficjalnie założony przez Katalończyka, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Juana Padrósa Rubió&lt;/span&gt;, ale o powiązaniach politycznych Realu z polityką wie już większość kibiców. Wdałem się niedawno w interesującą dyskusję z kilkoma moimi znajomymi Hiszpanami, którzy kibicują różnym drużynom, nie tylko Realowi czy Barcelonie. Jednak na pytanie: Real czy Barça, prawie nikt nie odpowiedział wymijająco i tak właśnie przedstawia się sytuacja w Hiszpanii - można być albo za Realem, albo za Barcą, dopiero dalej są inne kluby.&lt;br /&gt;"Nienawiść" Katalończyków do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Królewskich&lt;/span&gt; (i vice versa) rozpoczęła się tak naprawdę w 1936 roku, kiedy w Hiszpanii zaczęła się wojna domowa, rozpoczęta i wygrana dzięki wstawiennictwu wojsk &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hitlera&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mussoliniego&lt;/span&gt; przez generała &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Franco&lt;/span&gt;. W czasie trzyletniej wojny Real stracił w walkach wielu działaczy i piłkarzy, a sam stadion &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Estadio Santiago Bernabeu&lt;/span&gt; został przekształcony w więzienie. Jednak dzięki wstawiennictwu "największego fana" to Real najszybciej podniósł się sportowo po zakończonej wojnie. Franco nie szczędził ogromnych (czyt. państwowych) funduszy na rzecz klubu i to za jego sprawą do klubu przybyły takie gwiazdy jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Alfredo Di Stefano&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ferenc Puskas&lt;/span&gt; (najlepszy strzelec XX wieku z 512 golami w 528 meczach), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Raymond Kopa&lt;/span&gt; i inni. Sprawa Alfredo Di Stefano była największą wojną między Realem a Barceloną do czasu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Luisa Figo&lt;/span&gt; - oba kluby zapłaciły zaliczkę za tego piłkarza, a spór musiała rozwiązywać &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;FIFA&lt;/span&gt;. Alfredo jednak w tamtym okresie celowo zaczął grać poniżej swoich oczekiwać i Barcelona, do której początkowo trafił Argentyńczyk, zrezygnowała z jego usług i trafił on do Realu, z którym 8-krotnie zdobywał Mistrzostwo Hiszpanii, 5-krotnie wygrał Puchar Europy i dwukrotnie został wybrany najlepszym piłkarzem Europy, dla Realu zdobył 216 goli w 282 meczach.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/62/Puskas_Top_scorer_of_20th_century.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/62/Puskas_Top_scorer_of_20th_century.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 529px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;tablica upamiętniająca Ferenca Puskasa na Estadio Santiago Bernabeu&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;Rywalizacja Realu z Barceloną często rozgrywała się poza boiskiem, jak chociażby w półfinale Pucharu Króla w 1943 roku, w którym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Los Blancos&lt;/span&gt; trafili na Barceloną. W pierwszym meczu na swoim boisku w Madrycie przegrali 0:3, jednak w rewanżu odnieśli najwyższe zwycięstwo w historii, wygrywając na Camp Nou 11:1. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt że przed rozpoczęciem meczu rewanżowego do szatni Katalończyków wszedł dyrektor służb specjalnych i przypomniał zawodnikom, że wielu z nich dopiero co wróciło do Hiszpanii na mocy amnestii ogłoszonej przez generała Franco, która wybaczała ucieczkę. Sprawiedliwości stało się zadość w finale, kiedy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Athletic Bilbao&lt;/span&gt; pomścił Katalończyków i wygrał 1:0.&lt;br /&gt;Przez cały okres rządów generalicji Katalończycy musieli znosić kompromitujące porażki, ale mogli odgryzać się na arenie międzynarodowej, gdzie wpływy polityki nie sięgały, jednak nie znaczyło to, że gra była czysta. Tak było w sezonie 1960/61, kiedy to w 1/8 Pucharu Europy los połączył Real i Barcę. W Madrycie padł remis 2:2, natomiast w Barcelonie padł wynik 2:1 dla gospodarzy i Real znalazł się za burtą rozgrywek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w pierwszym meczu angielski sądzie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Arthur Ellis&lt;/span&gt; podyktował wątpliwy rzut karny dla Barcelony, a w drugim jego rodak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Reg Leafe&lt;/span&gt; nie uznał aż 4 (!) goli strzelonych przez zawodników Realu na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Camp Nou&lt;/span&gt;. Barcelona w tamtym sezonie doszła do finału, gdzie przegrała z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Benfiką Lizbona&lt;/span&gt; 2:3.&lt;br /&gt;Historia samego kraju także odcisnęła swoje piętno na rywalizacji obu ekip. Genrał Franco był zwolennikiem centralizacji kraju i tłumił w zarodku jakiekolwiek próby ogłoszenia Kraju Basków czy Katalonii choćby autonomiami. Przez cały okres rządów generalicji mecze pomiędzy Realem a Barceloną i Ahtletic nabierały nowego znaczenia - wojny między autonomistycznymi dążeniami regionów i zcentralizowanej stolicy. Dopiero po upadku rządów Franco, król Hiszpanii &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Juan Carlos I&lt;/span&gt; (łamiąc przysięgę daną Franco) zdemokratyzował kraj i ogłosił Katalonię i Kraj Basków regionalnymi wspólnotami autonomicznymi, jednak ten podtekst jest obecny do dnia dzisiejszego.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://madridismoatope.files.wordpress.com/2008/05/rm-barcelona3.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://madridismoatope.files.wordpress.com/2008/05/rm-barcelona3.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 256px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;Jednak wracając do czysto sportowych spraw - na przestrzeni lat nie brakowało podobnych, dodających smaczku rywalizacji obu drużyn zdarzeń, jak chociażby ubiegłoroczna porażka Królewskich 2-6 czy końcówka sezonu 2007/08, kiedy to zgodnie ze zwyczajem po zapewnieniu sobie mistrzostwa kraju następny przeciwnik tworzy korytarz ze swoich zawodników i gratuluje mistrzowi - w tamtym sezonie to Real został mistrzem, a Katalończycy musieli gratulować rywalom. Obecnie to Barcelona dzierży tytuł najlepszej drużyny Europy (aczkolwiek patrząc na ubiegłoroczny półfinał z Chelsea znowu przypomina się pomoc międzynarodowych sędziów), jednak tegoroczna rywalizacja Królewskich z Katalończykami zapowiada się ciekawiej niż zwykle, nie tylko jako pojedynek wielkich &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ronaldo&lt;/span&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Messi&lt;/span&gt;, ale także innych gwiazd, którymi naszpikowane są obie ekipy.&lt;/div&gt;Będzie co oglądać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-464460657138060936?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/464460657138060936/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=464460657138060936' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/464460657138060936'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/464460657138060936'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/11/gran-derbi.html' title='Gran Derbi'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-5118243325229473119</id><published>2009-11-20T13:24:00.025+01:00</published><updated>2011-06-17T14:16:30.027+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Segunda Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nou Mestalla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Levante'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Primera Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Villa David'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia CF'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mestalla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fabregas Cesc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='La Liga'/><title type='text'>W cieniu wielkiego sąsiada</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oglądając niedawny pogrom w meczu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Austria - Hiszpania&lt;/span&gt;, po raz kolejny życzyłem sobie, aby to reprezentacja Polski grała w takim stylu jak wczoraj España. Nieważne jaka ekipa stanęłaby przeciwko Hiszpanii - żadna ekipa na świecie nie byłaby w stanie wygrać z tak grającą drużyną gości. Nie chcę usprawiedliwać Austryjaków ani szukać wymówek, że może gdyby nie czerwona kartka w pierwszej połowie to mecz wyglądałby inaczej - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fabregas&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Villa&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Xavi&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Iniesta&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ramos&lt;/span&gt; i spółka grali futbol na najwyższym poziomie i tylko dzięki szczęściu i egoizmowi niektórych graczy (m.in. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Silvy&lt;/span&gt; w pierwszej połowie oraz uniknięciu dwóch bramek samobójczych) Austria może się cieszyć że skończyło się tylko na 1-5. Z kolei dziwię się D&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;el Bosque&lt;/span&gt;, że zostawił na placu gry Fabregasa (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Arséne Wegner&lt;/span&gt; gdyby oglądał mecz Hiszpanii to pewnie rwałby o niego włosy z głowy, zamiast tego pewnie oglądał jak jego rodak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thierry Henry&lt;/span&gt; po raz kolejny rozpoczyna burzliwą dyskusję nad powtórkami telewizyjnymi w trakcie meczu) oraz że zdjął z placu Villę, który prawdopodobnie ustrzeliłby hat-tricha i jeszcze bardziej zbliżyłby się do pozycji najlepszego strzelca w historii Hiszpanii - w wieku 27 lat zaliczył 55 występów i strzelił 35 goli w kadrze (2. miejsce za &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Raúlem&lt;/span&gt; - 102 występy i 44 gole)...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://estaticos02.marca.com/imagenes/2009/11/19/futbol/seleccion/1258586221_0.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://estaticos02.marca.com/imagenes/2009/11/19/futbol/seleccion/1258586221_0.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 400px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 330px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;David Villa świętuje swojego pierwszego gola przeciwko Austrii&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bilans Hiszpanii 2007-... : 44 mecze, 40 zwycięstw, 3 remisy, 1 porażka, bilans bramek 104-22, i moim zdaniem to nie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Christiano Ronaldo&lt;/span&gt;, nie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lionel Messi&lt;/span&gt;, ale Cesc Fabregas jest obecnie prawdopodobnie najlepszym piłkarzem świata... Szczerze zazdroszczę Hiszpanom.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.abc.es/RC/200911/18/Media/casillas-madrid--647x231.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://www.abc.es/RC/200911/18/Media/casillas-madrid--647x231.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 142px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 398px;" /&gt;&lt;/a&gt;Ale chciałem pisać o czymś innym - o związkach futbolu z polityką w Hiszpanii. Pierwszym oczywistym przykładem jest &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Real Madryt&lt;/span&gt; i generał Franco i późniejsza wojna z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;FC Barceloną&lt;/span&gt;, ale wiele innych klubów także ma zapisaną w historii niechlubną kartę pozaboiskowej gry. Jednym z takich przykładów jest miasto Valencia i grające tam kluby - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Valencia Club de Fútbol&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Levante Unión Deportiva&lt;/span&gt;. Od lat zwykło się uważać (zgodnie z prawdą), że to klub z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mestalli&lt;/span&gt; jest największym i najbardziej załużonym przedstawicielem tego miasta, jednak mało kto wie, że bez wybitnej pomocy polityków, większość z tych sukcesów nigdy nie zostałaby osiągnięta, jak chociażby dwa kolejne finały Pucharu Europy, przegrane z Realem Madryt i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bayernem Monachium&lt;/span&gt;. Jednak wracając jeszcze głębiej do historii - rywalizacja Valencii z Levante zaczęła się już od chwili powstania klubu z Mestalli w 1919 roku, 10 lat po powstaniu Levante UD. Od samego początku klub to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nietoperze&lt;/span&gt; (przydomek Valencia CF) zaczęły gromadzić więcej kibiców, a przez to także i lepszych graczy i szybko wyprzedził &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Żaby &lt;/span&gt;(przydomek Levante UD) pod względem ważności w regionie, a jej uczestnictwo w rozgrywkach Pucharu Hiszpanii w roku 1923, jako pierwszego klubu w regionie, tylko ten status potwierdziło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przełomową datą był właśnie rok 1923 - to wtedy ówczesny prezes Valencia CF, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ramón Leonarte&lt;/span&gt;, podpisał dokument, na mocy którego kupiono tereny pod budowę powstałego w styczniu 1923 roku Estadio Mestalla. Kwota zapłacona za gruny w tamtym okresie była astronomiczna - 316.439 peset, jednak co warte podkreślenia ogromna większość środków pochodziła z pożyczek, w większości poręczonych przez miasto. Dziś sytuacja się powtarza - Valencia znajduje się już bliżej końca niż początku budowy nowego stadionu, o którym pisałem w poprzedniej notce. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nou Mestalla&lt;/span&gt; także powstaje z pożyczek, które wpędziły klub w ogromne długi, porównywalne z kłopotami &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Arsenalu&lt;/span&gt; po budowie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Emirates Stadium&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przenieśmy się na moment na północ Valencii, do Levante. Przez wiele lat klub miał problemy finansowe, ale jakakolwiek pomoc ze strony miasta nie wchodziła w grę, ponieważ to inny klub był "oczkiem w głowie" włodarzy. Aby ratować się przed likwidacją, klub połączył się z innym miastem regionu, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gimnástico&lt;/span&gt;, i w 1942 roku otrzymał aktualną formę. Jednak nie można było mówić o żadnej wojnie pomiędzy klubami - aż do roku 1969 obie ekipy grały na powstałej 10 lat wcześniej "starej" Mestalli i dopiero budowa &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Estadi Ciutat de València&lt;/span&gt; (aktualnego stadionu Levante) trwale oddzieliła obydwa kluby. Kto wie, czy gdyby nie inne koleje losu Valencia nie doczekałaby się tandemu godnego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Interu&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Milanu&lt;/span&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oba kluby przez następne dekady radziły sobie wg. możliwości. Levante głównie lądowało w środku &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Segunda División&lt;/span&gt;, grając 5-krotnie w najwyższej klasie rozgrywkowej (najwyższe miejsce - 10., notując swoje najwyższe zwycięstwo w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Primera División&lt;/span&gt; 5-1 z... FC Barceloną, 1964/65). Natomiast gdyby nie spadek w sezonie 1985/86, Valencia znalazłaby się obok Realu Madryt, FC Barcelony i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Athletic Bilbao&lt;/span&gt; w gronie klubów, które nigdy nie spadły do drugiej ligi. Roczny pobyt w Segunda mobilizująco wpłynął na 4. najlepszą drużynę Hiszpanii w historii i już nigdy więcej nie zaliczyła ona pobytu w niższej klasie rozgrywkowej. I tutaj dochodzimy właśnie do punktu zwrotnego w naszej historii, który na trwałe podzielił Valencię na część Levante UD i część Valencia CF.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek lat 80. XX wieku w Hiszpanii to także początek kryzysu, który dotknął całą gospodarkę Hiszpanii, w tym także kluby piłkarskie. Valencia CF zapłaciła degradacją do Segunda División, Levante również znalazło się na krawędzi bankructwa i spadku do Segunda B (trzecia liga). Jednak wtedy zdarzył się przełom - politycy sprawujący władzę nakłonili bogatych sponsorów do pomocy, a ci postanowili wyłożyć miliony peset na pokrycie długów Valencia CF oraz na zakup nowych piłkarzy, którzy mieli przywrócić klub na jego prawowite miejsce w Primera Division. Cel udał się już po roku, jednak mniejszy brat - Levante UD - zostało pozostawione ze swoimi długami i problemami same sobie, co zakończyło się 8-letnią tułaczką tego klubu po boiskach trzeciej ligi, jednym z najgorszych okresów w historii klubu. Podczas gdy Valencia wstępowała na drogę do największych sukcesów klubu w historii (Puchar UEFA, mistrzostwa Hiszpanii), Levante systematycznie odbudowywało się i w końcu osiągnęło swój cel - w sezonie 2004/05 awansowało do Primera División, z której spadło sezon później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://byfiles.storage.live.com/y1p1ygAdrOCNw40fha5_u0jHuX-wxZARxqJrbn0kYrGIKYJWN_otN6j-PUxAGa16s283Vo07w5v21U" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://byfiles.storage.live.com/y1p1ygAdrOCNw40fha5_u0jHuX-wxZARxqJrbn0kYrGIKYJWN_otN6j-PUxAGa16s283Vo07w5v21U" style="cursor: pointer; display: block; height: 200px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Valencia CF świętuje zdobycie mistrzostwa Hiszpanii, 2004&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie oznacza to jednak, że Levante całkowicie wyszło z problemów. Aktualnie sponsorem głównym klubu jest... &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Generalitat Valenciana&lt;/span&gt;, czyli Urząd Miasta Valencii - nie udało się znaleźć żadnego innego sponsora, a po kolejnym sezonie w Primera w sezonie 2006/07 klub spadł z niej sezon później z jeszcze większymi kłopotami ogranizacyjnymi. Sezon ten musiał się tak zakończyć: w połowie sezonu miało przerażający bilans: 19 meczów, 8 punktów, 9 punktów straty do przedostatniego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Deportivo La Coruña&lt;/span&gt;, bilans bramkowy 11-35, brak strzelonego gola w przeciągu ubiegłego miesiąca (!), najdłuższa seria zwycięstw - jedno, najdłuższa seria bez porażki - jeden mecz, najdłuższa seria porażek - osiem, najlepszy strzelec Włoch &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Christian Rigano&lt;/span&gt; strzelił na półmetku sezonu cztery bramki, w dodatku trzy z nich w wygranym 3:0 meczu z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Almerią&lt;/span&gt;, ale inaczej nie mogło to wyglądać, kiedy każdy bez wyjątku uciekał z tonącego okrętu. Polecam lekturę &lt;a href="http://www.sport.pl/sport/1,74696,4850171.html"&gt;ciekawego artykułu&lt;/a&gt;, że nie tylko w Polsce może dochodzić do takich anormalnych sytuacji, ale nawet w ekipie, w której grali tacy piłkarze jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sávio&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szota Arweładze&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lauren Robert&lt;/span&gt;, a wiele lat wcześniej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Johan Cruyff&lt;/span&gt;. Jeśli dodać to tego ogromne kłopoty finansowe, które zmusiły klub do sprzedaży stadionu miastu w zamian za częściowe umorzenie długów, kształtuje się nam obraz totalnej katastrofy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie zupełnie inne nastroje panowały w drugim klubie Valencii. Klub może nie zdobył kolejnego tytułu mistrza Hiszpanii, ale miasto w 2006 roku zgodziło się na plany budowy nowego stadionu, co wywołało prawdziwą aferę. Jak się później okazało, radni zasiadający w komisji decydującej o zgodzie na budowę stadionu (a konkretniej przedstawiciele &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Partido Popular&lt;/span&gt;, rządzącej partii), doskonale wiedzieli, że Valencia CF nie posiada wykupionych wszystkich terenów, na których miał powstać (i powstaje) Nou Mestalla. Na nic zdały się sprzeciwy opozycji, mieszkańców (&lt;a href="http://blogs.que.es/13746/2006/6/27/desplazados-el-nuevo-estadio-corrupcion-institucional-en"&gt;mało kto&lt;/a&gt; chciał zgodzić się na tak ogromny stadion w obrębie miasta) i w cieniu łapówkowego skandalu stadion jest już praktycznie gotowy, a miasto za swoją decyzję musiało zapłacić ogromne odszkodowania właścicielom niewykupionych wcześniej działek, a urzędnicy oczywiście stracili pracę i czekają na wyroki za niegospodarność. Nou Mestalla miała zostać oddana do użytku już we wrześniu tego roku, jednak z powodu kryzysu termin ten odłożono do sierpnia 2010, jednak już teraz częściej mówi się o lutym 2011. Valencia CF boryka się w tym momencie z ogromnymi długami, jednak prezes Valencii, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Manuel Llorente&lt;/span&gt;, &lt;a href="http://www.valenciacf.com/contenidos/Actualidad/Noticias/2009/11/Noticia_20158.html?__locale=es"&gt;zdecydowanie zaprzecza&lt;/a&gt;, że będzie zmuszony sprzedać jakichkolwiek piłkarzy, aby załatać klubową dziurę budżetową, sięgającą kilku setek milionów euro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co z Levante? Na tym samym posiedzeniu rady, na którym decydowały się losy Nou Mestalla, miała zostać podjęta również zgoda na budowę nowego stadionu Levante, o który klub zabiegał od lat. Skończyło się na gwarancji, że "w niedługiej przeszłości" taka zgoda zostanie wydana, ale przede wszystkim nie jest jasne czy wszystkie tereny pod nowy stadion są w posiadaniu klubu i dopiero &lt;a href="http://www.lasprovincias.es/valencia/20080212/deportes/levante/ayuntamiento-aplaza-recalificacion-estadio-200802121645.html?redirect=1"&gt;w 2008 roku potwierdzono&lt;/a&gt;, że wszystko jest w porządku, mimo iż Valencia CF nie musiała czekać na taką zgodę w ogóle (ponieważ wykrytoby nieprawidłowości). Oczywiście Levante nie otrzymało zgody na budowę stadionu w obrębie miasta i jego budowa zacznie się niedalego obecnego stadionu, na obrzeżach północnej części miasta. Smutna historia faworyzowania jednego klubu kosztem drugiego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://files.publico.es/resources/archivos/2008/4/20/120871098096920080420-1134957dn.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://files.publico.es/resources/archivos/2008/4/20/120871098096920080420-1134957dn.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 249px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 396px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;gracze Levante UD świętują gola - strzelec Pedro León pokazuje koszulkę z napisem "Rozwiążcie to JUŻ!" z motywem kryzysu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ekonomicznego klubu, kwiecień 2008&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Jednak w samym mieście i regionie pamięta się o tych wszystkich wydarzeniach z historii. Zapytałem niedawno znajomego, oddanego fana Levante, co sądzi o tym wszystkim i ku mojemu zaskoczeniu pierwsze co powiedział to... dumę, że to jego klub, mimo tylu problemów, potrafił, potrafi i będzie potrafił walczyć. Drugą rzeczą było to poczucie jedności, kiedy zasiada z przyjaciółmi na swoim stałym miejscu na stadionie i wie, że większość zebranych na 25-tysięcznym stadionie ludzi czuje to samo co on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.udlaspalmas.net/n20/wp-content/2009/04/3049262412_b50a401c7c_o1.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://www.udlaspalmas.net/n20/wp-content/2009/04/3049262412_b50a401c7c_o1.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 265px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na stulecie istnienia Levante UD w tym sezonie spisuje się rewelacyjnie. Aktualnie zajmuje 4. miejsce w Segunda División, z 3 punktami straty do liderującącej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cartageny&lt;/span&gt; i, mimo wysprzedania prawie wszystkich najlepszych zawodników (głównie obcokrajowców), ma wyrównaną kadrę, mogącą przy odrobinie szczęścia wywalczyć awans. Buduje się nowy stadion, klub powoli wychodzi na prostą, i tylko brakuje odrobinę pomocy od tych "z góry", aby klub ten zaczął odnosić sukcesy na miarę drugiego miasta Valencii.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-5118243325229473119?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/5118243325229473119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=5118243325229473119' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5118243325229473119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5118243325229473119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/11/w-cieniu-wielkiego-sasiada.html' title='W cieniu wielkiego sąsiada'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-4179273147510524807</id><published>2009-11-17T12:17:00.018+01:00</published><updated>2011-03-31T21:07:47.416+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Villareal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barcelona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Levante'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Atletico Madrid'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia CF'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mestalla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Real Madrid'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='La Liga'/><title type='text'>El futból español</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jednym z moich postanowie&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;span class="UIStory_Message"&gt;ń&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  przed przyjazdem do Hiszpanii by&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;span class="UIStory_Message"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;o poznanie kultury kibicowania i zapoznania się z ca&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;span class="UIStory_Message"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;ą kulturą pilkarską panujacą w Hiszpanii. Swój plan póki co konsekwentnie realizuję i o tym właśnie będzie ta notka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po prawej stronie dodałem zakładkę "International games", póki co nie jest ona zbyt okazała, ale mam nadzieję, że pod koniec mojego pobytu lista ta będzie dłuższa. Najczęściej bywam na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mestalli&lt;/span&gt;, stadionie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Valencia Club de Fútbol&lt;/span&gt;, z oczywistych powodów - na sam stadion mam kwadrans spacerkiem, jest to największy klub w regionie i chyba każdy w mojej sytuacji zacząłby kibicować tej właśnie drużynie. Jednak byłem już także na meczu drugoligowego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Castellón Club de Fútbol&lt;/span&gt; w mieście... Castellón de la Plana, stolicy prowincji Castellón, należącej do wspólnoty autonomicznej Valencia, leżącej ponad godzinę pociągiem na północ od Valencii, w najbliższy weekend wybieram się na mecz innego drugoligowca, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Levante Unión Deportiva&lt;/span&gt;, którego stadion &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Estadi d'Ciutat d'Valencia&lt;/span&gt; znajduje się 20 minut spacerem od mojego domu, albo do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Villareal&lt;/span&gt;, położonego tuż pod Castellónem innego pierwszoligowca, słynnego ze swojego stadionu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;El Madrigal&lt;/span&gt;. Dlaczego nie ma mecz Valencii? Ponieważ Levante i Valencia nigdy nie grają w swoim mieście jednego dnia - identycznie jak w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Madrycie&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Barcelonie&lt;/span&gt; czy w jakimkolwiek innym mieście, gdzie rywalizują dwie drużyny. Szczęściem dla mojego portfela jest fakt, że Levante i Villareal zawsze grają tego samego dnia, dlatego też nie mogę choćby dzień po dniu obejrzeć dwóch meczy, tylko muszę cierpliwie czekać na kolejną kolejkę, aby obejrzeć następne spotkanie.&lt;br /&gt;Właśnie, może pora przejść do kwestii cen. Ostatni mecz obejrzałem za darmo (a nawet zarobiłem, gdyż miałem trzy zaproszenia i dwa z nich sprzedałem po dobrej cenie :-) ), jednakże cały czas staram się zdobyć akredytacje jako dziennikarz na każde kolejne spotkanie - &lt;a href="http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/07/dziennikarzem-byc.html"&gt;pracowałem już jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;el periodista&lt;/span&gt; w minione wakacje&lt;/a&gt;, bardzo chciałbym to kontynuuować jako korespondent z Hiszpanii. Ale wracając do tematu. Bilety na mecz przecwko pierwszoligowcowi (czyt. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sevilli&lt;/span&gt; czy Villareal) kosztują od 20€ do 55€. Jeśli zdarza się mecz z rywalem ze strefy pucharowej (np. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Atlético Madrid&lt;/span&gt;, Villareal, Sevilla), cena wzrasta nieznacznie, ~5/10€, jednak dwa razy do roku zdarza się tak, że ceny rosną kosmicznie - kiedy zbliża się mecz z Barceloną czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Realem Madryt&lt;/span&gt;. Najtańsze wejściówki kosztują wtedy od 65€ do 125€ i żeby je dostać trzeba stać kilka godzin w kolejce do kas. Co ciekawe - na każdym innym meczu na jakim byłem nie było pełnych trybun, zapełniają się całkowicie tylko na te dwa mecze w sezonie. Swoją drogą patrząc wstecz - uważam że obejrzałem o wiele lepszy mecz za 10€, kiedy rywalem Valencii był trzecioligowe &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Alcoyano&lt;/span&gt; (2:2 i trzymający do ostatnich sekund mecz w Pucharze Króla), niż 0:0 z Barceloną... Ciekawostka - bilety na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Camp Nou&lt;/span&gt; na mecz z Realem kosztują od 75€ do 225€, przeciwko &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Interowi&lt;/span&gt; - od 52€ do 138€, a na "zwyczajny" mecz przeciwko derbowemu rywalowi &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Españolowi&lt;/span&gt; - od 41€ do 124€.&lt;br /&gt;Ale wracając do cen biletów. Zaskoczyło mnie to, że w Hiszpanii wszystkie spotkania pucharowe są... tańsze niż bilety ligowe. Na mecze w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Europa League&lt;/span&gt; bilety kosztują od 15€ do 35€ - wynika to z tego, że Hiszpanie uważają (i słusznie), że to w ich kraju gra się najlepszą piłkę w Europie i nie ma takiego rywala, który byłby wart większych pieniędzy... Dla porównania - na meczu z Atlético stadion był prawie pełen, na meczu z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Genuą&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Slavią Praga&lt;/span&gt; - nie był zapełniony choćby w połowie.&lt;br /&gt;Właśnie, stadion. Do tej pory odwiedziłem Mestallę, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Estadio Santiago Bernabeu&lt;/span&gt; oraz kilka mniejszych stadionów, aczkolwiek określenie "mniejszych" chyba nie za bardzo tutaj pasuje - przykładowo stadion Castellónu. Ostatnia drużyna &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Segunda División&lt;/span&gt;, ostatni raz w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Primera División&lt;/span&gt; grała w latach 30-tych XX, a może pochwalić się zadaszonym stadionem na 16.000 miejsc. Mało? Po pierwsze, więcej naprawdę nie potrzeba aby zapewnić doskonały doping, po drugie - ostatni zespół w polskiej I lidze, Motor Lublin, może pochwalić się stadionem na 13.000 miejsc, z czego 10.000 to miejsca... stojące, o zadaszeniu lepiej nie mówmy. Podobnie jest w całej Hiszpanii - stadiony są stosunkowo nowe, mają pojemność kilkanaście tysięcy, zazwyczaj należą do miasta, które oddaje je do użytku drużynom za symboliczną cenę. Valencia CF jest właśnie w trakcie budowania nowego stadionu, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nou Mestalla&lt;/span&gt;, który będzie miał pojemność 75.000 i tym stanie się ex aequo drugim co do wielkości stadionem w Hiszpanii, ustępując tylko Camp Nou z 98.000 miejsc i równając się z Estadio Santiago Bernabeu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://bolanomundo.files.wordpress.com/2008/07/nou_mestalla.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://bolanomundo.files.wordpress.com/2008/07/nou_mestalla.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 229px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nou Mestalla&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A co się stanie z obecną Mestallą? Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby przekazać ją Levante, ale primo, rywal zza miedzy nie chciałby grać na dawnym stadionie odwiecznego rywala, segundo, kibice Valencii rzadko kiedy mogą zapełnić Mestallę, to nie można przypuszczać żeby kibice Levante mogliby zapełnić większą część stadionu, tercero, Levante także rozbudowywuje swój stadion i wątpliwe, aby chciało grać na 50-letniej staruszce. Do przemyślenia - czy w Polsce stadion taki jak Mestalla, o pojemności 55.000 miejsc, zostałby prawdopodobnie zamknięty i uznany za zbyt stary aby rozgrywać na nim mecze? Ostatni raz reprezentacja Hiszpanii gościła na nim w czerwcu 2005 roku - na przestrzeni dwóch dni rozegrano dwa mecze eliminacyjne do MŚ w Niemczech, z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Litwą&lt;/span&gt; (1:0) i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bośnią i Herzegowiną &lt;/span&gt;(1:1) i było to oficjalne pożegnanie Mestalli z kadrą. Co ciekawe - ostatniego gola dla kadry na Mestalli strzelił &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Machena&lt;/span&gt;, obecny zawodnik Valencii.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.bibliographos.net/IMG/jpg/Mestalla_UEFA_A.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://www.bibliographos.net/IMG/jpg/Mestalla_UEFA_A.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 239px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"stara" Mestalla&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Skończmy z cenami i stadionami i przejdźmy do tego, od czego chciałem zacząć - o kulturze kibicowania. Różni się ona ogromnie od tego, co widziałem w Anglii, Stanach czy Polsce. Napisałem, że w Hiszpanii gra się najlepszą piłkę, jednak o kibicach nie można tego powiedzieć. Dla przykładu, na Wyspach doping dla zespołu trwa nieprzerwanie cały mecz, najlepszym tego przykładem byli dla mnie fani &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Glasgow Rangers&lt;/span&gt; podczas &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Emirates Cup&lt;/span&gt; podczas okresu przygotowawczego. Mimo iż po 15 minutach ich zespół przegrywał z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Arsenalem&lt;/span&gt; 0-2 (ach ten &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wilshere&lt;/span&gt;...), to aż do ostatniego gwizdka kibicowali tak, jakby to ich zespół wygrywał i grał rewelacyjną piłkę (a nie grał). W Hiszpanii jest zgoła inaczej. Za doping odpowiedzialne są małe grupki kibiców, których sektory znajdują się zazwyczaj w rogach boiska (Valencia) czy też za jedną z bramek (Castellón). Ciężko to nawet nazwać tak naprawdę dopingiem, ponieważ są oni głośni tylko sporadycznie, czasem próbują poderwać stadion do wspólnego klaskania, ale naprawdę rzadko kiedy to się udaje. Na mecze przychodzą całe rodziny, łącznie z małymi dziećmi, którym wpaja się miłość do "tego jednego" klubu. Nie ma przemocy, ale co ciekawe, nie ma także prawdziwej ochrony. Na meczu z Atlético siedziałem dosłownie dwa rzędy pod kibicami przyjezdnych, od których dzieliła mnie tylko... metrowa barierka. Żadnych ochroniarzy, policji, barier, podobnie rzecz się ma przy wejściu na stadion - tak naprawdę kontrole są sporadyczne, raz udało mi się wnieść bez problemu 1,5-litrową butelkę wody - w innym kraju rzecz nie do pomyślenia.&lt;br /&gt;Najbardziej hiszpańską rzeczą, jaką zaobserwowałem była przede wszystkim pora o której rozgrywa się mecze - zazwyczaj jest to 22:00, tylko niektóre mecze są rozgrywane wcześniej (transmitowane w telewizji), nie widziałem jeszcze choćby jednego meczu, który zakończył się przed zapadnięciem zmroku. Inną sprawą jest zwyczaj jedzenia podczas meczu lub w przerwie. Najczęściej kibice przynoszą opakowania ziaren słonecznika (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;pipas de girasol&lt;/span&gt;) czy orzeszków ziemnych - póki co moje opakowanie jadłem przez trzy mecze i jeszcze go nie skończyłem :-) Inną typową &lt;span style="font-style: italic;"&gt;comidą&lt;/span&gt; jest oczywiście kanapka typu bagietka (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;barra de pan&lt;/span&gt;) - ogromna ilość ludzi przychodzi na mecz zaopatrzona własnie w ten posiłek, spożywany w czasie przerwy.&lt;br /&gt;Genialną dla mnie sprawą jest transmitowanie wszystkich rozgrywek (La Liga, Champions League, Europa League, Copa del Rey i reprezentacja) przez publiczne stacje. Co niedzielę w TVE o 22:55 zaczyna się &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Estudio Estadio&lt;/span&gt;, odpowiednik &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Match of the Day&lt;/span&gt; w BBC, podsumowywujący minioną kolejkę La Ligi, ale także &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Premiership&lt;/span&gt; czy pokazujący skrót meczu najbliższego rywala Barcelony i Realu w Lidze Mistrzów. Tym dwóm drużynom poświęca się oczywiście najwięcej miejsca, w miniony weekend mogłem nawet w publicznej telewizji obejrzeć pojedynek Barcelona - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cultural Leonesa&lt;/span&gt;, innego trzecioligowca. Najczęściej można oczywiście obejrzeć mecze &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Liverpoolu&lt;/span&gt; i Arsenalu, a jeśli &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Torres&lt;/span&gt; lub &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fabregas&lt;/span&gt; strzelą gola - prawdopodobieństwo jest stuprocentowe, jednak zdarzają się też transmisje "normalnych" meczy, jak np. ostatnio &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tottenham&lt;/span&gt; - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sunderland&lt;/span&gt;. Podobnie jest z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Canal Nou&lt;/span&gt;, regionalnej telewizji walenciańskiej - programy nadawane są tylko w valenciano, języku wspólnoty autonomicznej Valencia, która transmituje także każdy mecz Valencii (najczęściej), Levante i Villareal (retransmisje).&lt;br /&gt;Podsumowywując, Hiszpanie naprawdę żyją piłką i ciężko tego nie zauważyć. W następnym poście postaram się opisać stosunki panujące między klubami w Hiszpanii - kto kogo lubi, kto kogo nie i dlaczego, mam nadzieję że będzie warto trochę poczekać... ¡Hasta luego!&lt;br /&gt;P.S. Przepraszam, że nie wrzuciłem żadnych swoich zdjęć ale mój laptop wrócił tymczasowo do Polski, mam nadzieję że wkrótce go odzyskam i wtedy załaduję zdjęcia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-4179273147510524807?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/4179273147510524807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=4179273147510524807' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/4179273147510524807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/4179273147510524807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/11/el-futbol-espanol.html' title='El futból español'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-7979919377234013047</id><published>2009-10-29T14:32:00.014+01:00</published><updated>2011-03-31T21:05:47.174+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mestalla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Valencia vol. 3.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długą przerwę miałem (i niestety mieć zapewne będę) w pisaniu na blogu, jednak nie jest to moja wina - z powodu awarii laptop nie nadaje się do jakiegokolwiek pisania (nie mam pojęcia co się stało, prawdopodobnie puścił któryś lit (?) i klawisz "s" działa momentami jakby był ciągle wciśnięty - sssssssssssssssssss - i nawet wpisanie hasła logowania jest problemem, a co dopiero tej notki) i w sobotę wraca do Polski do serwisu, z tego też powodu nie mogłem napisać żadnej  dłuższej notki, a nazbierało się zdarzeń po drodze niemało. Począwszy od moich urodzin na plaży, przez kilkudniowy wypad do Madrytu a kończąc na dniu dzisiejszym, kiedy to mając już prawie listopad za oknem panuje temperatura 30°C i człowiek zaczyna rozumieć co to znaczy umierać z gorąca. Ale, ponieważ nie wiem kiedy laptopa odzyskam zapewne będę musiał wstrzymać się z jakimkolwiek pisaniem na ten czas, chyba że zdecyduję się poświęcić sporo mojego czasu i spróbować powalczyć z hiszpańską klawiaturą i napisać notkę na uczelni... Zobaczymy ;-) Swoją drogą jedna ciekawostka - przed oddaniem do serwisu wyczyściłem całkowicie dysk twardy, ale zamiast pełnego wolnego dysku (120GB) mam zajęte blisko 30GB... wszystko można na Vistę zrzucić?&lt;/div&gt;Jeszcze tylko kilka fotek Valencii nocą i...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgGfHjcsI/AAAAAAAAPX8/f6Qgtyqqk3A/s1600-h/2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398021661673091778" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgGfHjcsI/AAAAAAAAPX8/f6Qgtyqqk3A/s320/2.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgLk2oxqI/AAAAAAAAPYE/YNi6ITlM2h4/s1600-h/4.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398021749112096418" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgLk2oxqI/AAAAAAAAPYE/YNi6ITlM2h4/s320/4.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgShPilYI/AAAAAAAAPYM/Xj01anBOjHo/s1600-h/3.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398021868401890690" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgShPilYI/AAAAAAAAPYM/Xj01anBOjHo/s320/3.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sumgje2fvkI/AAAAAAAAPYc/rIS6AR7plP4/s1600-h/6.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398022159817752130" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sumgje2fvkI/AAAAAAAAPYc/rIS6AR7plP4/s320/6.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sumgq4Ly1gI/AAAAAAAAPYk/yhkczkUWm60/s1600-h/7.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398022286877054466" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sumgq4Ly1gI/AAAAAAAAPYk/yhkczkUWm60/s320/7.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumhsdfQ2rI/AAAAAAAAPY0/9LKm2IMRb1w/s1600-h/9.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398023413582322354" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumhsdfQ2rI/AAAAAAAAPY0/9LKm2IMRb1w/s320/9.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumhsAnIqaI/AAAAAAAAPYs/31Z2Ahe9dyk/s1600-h/8.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398023405830711714" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumhsAnIqaI/AAAAAAAAPYs/31Z2Ahe9dyk/s320/8.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 164px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;  ¡Hasta la vista! ;-)&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sumf-vz9j7I/AAAAAAAAPX0/_6a5JH6EWo8/s1600-h/1.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398021528715366322" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sumf-vz9j7I/AAAAAAAAPX0/_6a5JH6EWo8/s320/1.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-7979919377234013047?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/7979919377234013047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=7979919377234013047' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/7979919377234013047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/7979919377234013047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/10/valencia-vol-3.html' title='Valencia vol. 3.'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SumgGfHjcsI/AAAAAAAAPX8/f6Qgtyqqk3A/s72-c/2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-711688946540071176</id><published>2009-09-27T14:55:00.026+02:00</published><updated>2011-06-17T14:20:19.806+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UPV'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sueca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Primera Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Atletico Madrid'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia CF'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mestalla'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='La Liga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gandia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Valencia, vol. 2</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na sam początek kilka słów wyjaśnienia odnośnie poprzedniej notki. Pierwsze dwa tygodnie pobytu w Hiszpanii spędziłem na intensywnym kursie języka hiszpańskiego i to właśnie nauka języka hiszpańskiego była głównym motywem tamtych dwóch tygodni. Kurs zakończył się dla mnie wyśmienicie - najwyższy wynik w mojej grupie! Aczkolwiek muszę przyznać, że po cichu liczyłem na taki wynik ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurs w Gandii już za mną. Co jeszcze mogę o nim opowiedzieć, zanim przejdę do pobytu w samej Valencii? Turniej piłki siatkowej na plaży - ja niestety lekko się rozchorowałem (podobnie jak połowa uczestników kursu), zatem byłem bardziej paparazzim, niż graczem.&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9kg-QDEwI/AAAAAAAAO20/n7wsf7026WQ/s1600-h/P9150242.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386134196987302658" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9kg-QDEwI/AAAAAAAAO20/n7wsf7026WQ/s320/P9150242.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9ks4urNUI/AAAAAAAAO28/U4jUAtj80h0/s1600-h/P9150200.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386134401663579458" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9ks4urNUI/AAAAAAAAO28/U4jUAtj80h0/s320/P9150200.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Los Campeones&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalej - kolejna lekcja gotowania, a podczas niej potrawy naprawdę nie z tej ziemi, i oczywiście wszystko to owoce morza. Najpierw Pulpo a Feira - czyli po polsku ośmiornica, co ciekawe, aby była najbardziej świeża należy zacząć przyrządzać ją dwie doby przed podaniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9lTMi_ozI/AAAAAAAAO3E/9jV06ggMBr4/s1600-h/450.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386135059818324786" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9lTMi_ozI/AAAAAAAAO3E/9jV06ggMBr4/s320/450.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;przed&lt;/span&gt;)&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9lbBt0hCI/AAAAAAAAO3M/DIN3Qz9mSRg/s1600-h/P9150415.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386135194349896738" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9lbBt0hCI/AAAAAAAAO3M/DIN3Qz9mSRg/s320/P9150415.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 223px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;po&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalej Suc de rap - ciężko mi nawet opisać co to jest. Potrawa na bazie zupy rybnej, z kawałkami ryby, którą nie chciałbym zobaczyć pływającą obok mnie w morzu, oraz ziemniaków, krewetek i langust.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9mOkgbybI/AAAAAAAAO3U/vqsuNaZwu30/s1600-h/P9150301.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386136079862319538" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9mOkgbybI/AAAAAAAAO3U/vqsuNaZwu30/s320/P9150301.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oto ta rybka&lt;/span&gt;)&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9mydzervI/AAAAAAAAO3c/d7az9mPh65A/s1600-h/P9150436.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386136696538443506" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9mydzervI/AAAAAAAAO3c/d7az9mPh65A/s320/P9150436.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 302px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;po&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Na deser - tellinas, malutkie małże, których kilkukilogramowy box kosztuje 300€.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9nWWnMuEI/AAAAAAAAO3k/7ymwhw-ycgg/s1600-h/P9150304.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386137313083177026" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9nWWnMuEI/AAAAAAAAO3k/7ymwhw-ycgg/s320/P9150304.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 226px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9nnZBFwyI/AAAAAAAAO3s/3F0kKKrh5SE/s1600-h/P9150434.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386137605786420002" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9nnZBFwyI/AAAAAAAAO3s/3F0kKKrh5SE/s320/P9150434.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 315px;" /&gt;&lt;/a&gt; Prawdopodobnie nigdy więcej nie będę miał szansy aby skosztować tak wspaniale przygotowanych wspaniałych potrawy, dlatego jestem niesamowicie szczęśliwy że zdecydowałem się wziąć udział w tych lekcjach gotowania. Ostatnią niestety postanowiłem odpuścić, aby lepiej przygotować się do egzaminu kończącego kurs.&lt;br /&gt;W czwartek wieczorem, już po napisaniu egzaminu kończącego kurs, pojechałem razem z moimi współlokatorami do Sueki - miejscowości w połowie drogi między Valencią a Gandią - na 20. międzynarodowy festiwal mimów. Przeżycie niesamowite, pierwszy kontakt ze sztuką  hiszpańską. Tak po prawdzie określenie "festiwal mimów" odnosi się bardziej do sztuki teatralnej z mniejszą ilością słów niż do tego, co przychodzi nam na myśl jako pierwsze określenie mima. Akrobacje na linie zawieszonej pod sufitem, taniec, powietrzne akrobacje przy użyciu trampoliny oraz oczywiście częściowo sama sztuka teatralna - jak widać, pod pojęciem "mim" może się kryć naprawdę sporo.&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9oGFxDlmI/AAAAAAAAO30/xVbzC9IU52k/s1600-h/10422_149178764960_734644960_2591616_2441518_n.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386138133194839650" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9oGFxDlmI/AAAAAAAAO30/xVbzC9IU52k/s320/10422_149178764960_734644960_2591616_2441518_n.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9oac-ckOI/AAAAAAAAO38/S_ifiIJuYvE/s1600-h/10422_149178769960_734644960_2591617_6210664_n.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386138483022401762" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9oac-ckOI/AAAAAAAAO38/S_ifiIJuYvE/s320/10422_149178769960_734644960_2591617_6210664_n.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Kurs zakończyło oficjalnie Goodbye Party, zorganizowane przez organizatorów kursu. Idea była prosta - każdy uczestnik kursu przynosi ze sobą dowolną potrawę, tradycyjną dla swojego kraju. Ja z Jędrkiem byliśmy uzbrojeni w barszcz czerwony, nasi współlokatorzy Australijczycy w krewetki w panierce (nie wnikam na ile jest to tradycyjna potrawa Aussie). Impreza odbyła się na terenie politechniki i przyznam szczerze, pierwszy raz widziałem, aby organizatorzy i prowadzący zajęcia stawili się tak licznie i bawili się równie dobrze, co uczestnicy.&lt;br /&gt;Dzień później wróciliśmy już do Valencii. Temperatura oczywiście oscylująca w granicach 30 stopni, na niebie żadnej chmurki. W tym fragmencie nie będzie już zdjęć, bo po prostu ich nie robiłem jeszcze, dopiero w przyszły weekend planuje większy trip po mieście z  aparatem. Odnośnie samej uczelni i zajęć - przytłoczył mnie lekko ogrom tej uczelni. Wszystko znajduje się na jednym kampusie, wzdłuż którego idzie się pieszo z jednego końca do drugiego około pół godziny, co jest równe czterem przystankom tramwajowym po drodze. Na kampusie znajduje się kilka różnych wydziałów (w tym tutejsza ASP, która podlega pod Universidad Politecnica de Valencia (UPV), laboratoria, baza sportowa jakiej nie powstydziłby się niejeden polski klub, pływalnia, korty tenisowe, parkingi... a kolejne budynki są w trakcie budowy. Wychodzi się którymkolwiek z południowych wyjść i po drugiej stronie ulicy znajduje się kampus Universitat de Valencia (UV). Nie jest on tak dobrze zorganizowany, ale stylowo nie odstaje od ogromu UPV. Odnośnie zajęć - już od pierwszych zajęć dało się odczuć, że zagraniczni studenci będą traktowani częściowo po macoszemu, i tak jest na większości zajęć. Jeden wykładowca prowadzi dwa przedmioty, i choć teoretycznie nie są do siebie mocno zbliżone (Organizational Behaviour i Introduction to High Tech Marketing), to prawdopodobnie będą o tym samym. Nie wiem jak to wygląda od strony hiszpańskich studentów, ale muszę przyznać, że może na łódzkiej politechnice poziom zajęć nie jest o wiele wyższy, to jednak wymagania stawiane polskim studentom są większe. Plan zajęć mam dziurawy jak ser szwajcarski, ale nie zapobiegło to oczywiście temu, że dwa przedmioty nakładają się na siebie, będę musiał jeszcze wymyślić jak będzie to można ogarnąć. Oczywiście bałagan związany z erasmusami jest tutaj ogromny - w przypadku przedmiotu Operation Research jest prawdopodobne, że trafię do grupy hiszpańskiej zamiast angielskiej. Dlaczego dla mnie to takie ważne? Ponieważ jest to prawdopodobnie najtrudniejszy przedmiot w tym semestrze, z laborkami, związany z programowaniem etc. i sądzę że nawet po angielsku nie byłoby łatwo. A dlaczego nie mogę się zapisać do grupy anglojęzycznej? Ponieważ decyduje kolejność zapisów, i Hiszpanie otrzymali loginy do zapisywania się na zajęcia już w lipcu, podczas gdy obcokrajowcy przyjechali dopiero we wrześniu i grupa anglojęzyczna była już prawie zapełniona Hiszpanami chcącymi studiować po angielsku. Doceniam ambicje, ale co mają zrobić erasmusi, których język hiszpański jest na poziomie zerowym? Cieszę się że przynajmniej mnie taki problem nie dotyczy i najwyżej będę musiał włożyć więcej pracy w ten przedmiot.&lt;br /&gt;Z dodatkowych aktywności - zapisałem się na próbne gry do regularnej drużyny piłkarskiej UPV. W poprzednim tygodniu była jedna, jutro czeka mnie kolejna i jeśli dobrze się spiszę, to jest szansa że będę grał w akademickiej lidze piłkarskiej. Szans dużych pewnie na to nie ma (ciężko jest się wykazać, kiedy gra się w obronie - pozycji, której nigdy nie preferowałem oraz kiedy gra się z Hiszpanami - jakby nie było, narodem aktualnych mistrzów Europy), ale sama przyjemność gry mi wystarcza. Dodatkowo, co sobotę gram w piłkę z Hiszpanami na kampusie Universitat de Valencia - dostałem zaproszenie od Hiszpana, który znalazł mnie na facebooku, i tak się zaczęło. Kontynuując wątek piłkarski - wiadomo, że w Valencii znajdują się dwie drużyny piłkarskie - Valencia Club de Futbol oraz Levante Union Deportiva. Pierwsza co roku wymieniana jest w gronie faworytów do zajęcia czołowych pozycji w Primera Division i zajmuje 4. miejsce w klasyfikacji najlepszych zespołów z Hiszpanii w historii, druga błąka się w Segunda Division. Opisywałem tutaj już swoje piłkarskie wakacje, teraz kontynuuje tę piłkarską pasję chodzenia na mecze, którą zaraził mnie Brat i wczoraj wybrałem się na swój pierwszy mecz na Estadio Mestalla - Valencia podejmowała Atletico Madrid, inną równie naszpikowaną gwiazdami drużynę, którą miałem już szansę oglądać w te wakacje podczas Emirates Cup w Londynie. Wrażenia z meczu - bilet kupiłem bez żadnych problemów w kasie klubu pół godziny przed meczem. Miejsce także wyjątkowe, bo pięć rzędów pod sektorem kibiców gości.&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9vIaLU2ZI/AAAAAAAAO4U/Z2jt6-S_tsk/s1600-h/P9260642.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386145869614864786" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9vIaLU2ZI/AAAAAAAAO4U/Z2jt6-S_tsk/s320/P9260642.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 180px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Dzięki temu poznałem wszystkie przyśpiewki fanów Atletico, począwszy od "Hasta la muerte, Atletico, hasta la muerte" a skończywszy na "Puta Valencia". Aż żałowałem że mój hiszpański nie jest na tyle dobry, że mógłbym zrozumieć wszystko co śpiewali kibice gości. Stadion - widać po nim, że został oddany do użytku w 1959 roku, dwa lata po tym, jak rzeka Turia zalała większą część miasta i trzeba było na miejscu starego, zalanego stadionu wybudować nowy. Jednak mimo tego, jak na polskie standardy stadion ten jest ogromny a jego największą charakterystyką jest to, że trybuny są strasznie strome, ale dzięki temu nawet kiedy jest się na samym szczycie stadionu, widać doskonale co dzieje się na boisku. Nowy stadion Valencii, Nou Mestalla, na 75.000 miejsc miał zostać oddany do użytku we wrześniu tego roku (czyli już od początku tego sezonu), ale z powodu kłopotów finansowych bardziej prawdopodobnym terminem jest sierpień 2010, czyli sezon później. Mnie osobiście to bardzo odpowiada, bo obecnie na Mestallę mam 10 minut spacerkiem. Podróż na Nou Mestalla zajmie mi 20 minut - metrem.&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9rIHsYFdI/AAAAAAAAO4E/DlmP09EDxpk/s1600-h/P9260638.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386141466606704082" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9rIHsYFdI/AAAAAAAAO4E/DlmP09EDxpk/s320/P9260638.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Ale odnośnie samego meczu - w porównaniu z angielską piłką, hiszpańska jest o wiele bardziej przyjazna dla kibica. Taktyka nie jest tutaj najważniejsza, akcje są porywające, co chwila ciągnie atak za atakiem i aż chce się bić brawo po kolejnych akcjach. Atmosfera na trybunach jest o wiele lepsza w Anglii, gdzie każdy emocjonuje się grą, krzyczy, dopinguje, w Hiszpanii ludzie są bardziej stonowani w swoim zachowaniu (nie licząc kibiców gości - wiadomo, że na wyjazdy jeżdżą tylko  najzagorzalsi kibice). Najprostsza różnica pomiędzy dwiema najlepszymi ligami w Europie -  lidze angielskiej najważniejsze jest nie stracić gola, w lidze hiszpańskiej - strzelić o jednego więcej niż przeciwnik. Mecz był fascynujący, padło sporo goli (2:2 po golu dla Atletico w 93'), na boisku oglądałem jednych z najlepszych piłkarzy w Europie. Pierwszy mecz na Estadio Mestalla i na pewno nie ostatni.&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9vYu7ktuI/AAAAAAAAO4c/7E3ThSm59g4/s1600-h/P9260671.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386146150063847138" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9vYu7ktuI/AAAAAAAAO4c/7E3ThSm59g4/s320/P9260671.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;Następny mecz - prawdopodobnie Barcelona i nie mogę przegapić tego widowiska. I jeszcze tylko ostatnia rzecz dotycząca kibicowania w Hiszpanii - po ulicy można chodzić w koszulce dowolnej drużyny i nie musisz się bać, że cokolwiek Ci się stanie, nawet na stadionie widziałem ludzi w koszulkach Barcelony. Na stadionie podobnie - pomimo iż siedziałem pięć rzędów pod kibicami Atletico i pomiędzy mną a nimi nie było żadnej policji czy ochrony, to po prostu wiedziałem, że nic mi się stać nie może. Na mecze chodzą dosłownie całe rodziny, z małymi dziećmi. Nie ma tak surowych restrykcji jak w Anglii - można wnieść dowolne picie, jedzenie, flagi (swoją drogą widziałem jedną flagę Polski w sektorze Ultras Valencia), nie ma z tym żadnego problemu. Na sam koniec jeszcze tylko jedna rzecz, typowa dla Hiszpanii - godzina rozpoczęcia meczu. Wczoraj była to 22:00 i stadion był pełen. Za dwa tygodnie, kiedy Valencia podejmie Barcelonę, pierwszy gwizdek zagwiżdże o północy... Dla mnie jest to (jeszcze) nie do pomyślenia, dla Hiszpanów jest to jak najbardziej normalne.&lt;br /&gt;¡Hasta pronto!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-711688946540071176?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/711688946540071176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=711688946540071176' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/711688946540071176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/711688946540071176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/09/valencia-vol-2.html' title='Valencia, vol. 2'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sr9kg-QDEwI/AAAAAAAAO20/n7wsf7026WQ/s72-c/P9150242.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-6698200729011178442</id><published>2009-09-13T01:27:00.027+02:00</published><updated>2011-03-31T21:04:59.649+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Valencia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UPV'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ESN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gandia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Pierwszy raz z hiszpańskiego raju</title><content type='html'>Dziwne uczucie. Pierwsza notka z Hiszpanii...&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXLg8XK-WI/AAAAAAAAPI4/aPxF71Oaxz0/s1600-h/P9080039.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392439895665604962" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXLg8XK-WI/AAAAAAAAPI4/aPxF71Oaxz0/s320/P9080039.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystkie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fotki mojego autorstwa, chyba że zaznaczono inaczej ;-) &lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właściwie to nie mam pojęcia od czego zacząć i o czym pisać. Czy o tym, że jest tu jak w raju (bo jest)? Czy też może o tym, że czas spędzam w towarzystwie innych erasmusów na uniwersytecie, na plaży, w różnych lokalach? Sam nie wiem, więc może od początku.&lt;br /&gt;Lot. Wrocław -&amp;gt; Frankfurt, cztery godziny czekania i oto jesteśmy w samolocie do Valencii. Lot przebiegł bez żadnych problemów, za wyjątkiem taszczenia kilogramów rzeczy na sobie, aby przejść przez te żałosne limity bagażowe w Ryanairze.&lt;br /&gt;Lądowanie w Valencii, wyjście z samolotu i podmuch gorąca. Można było pomyśleć, że to podmuch z turbiny silnika. Nie, to po prostu ciepło tego miejsca...&lt;br /&gt;Szybki telefon do właścicielki mieszkania i metrem dojazd do mieszkania. Swoją drogą, lokalizacja naprawdę świetna - tuż obok jednej z największych stacji metra w Valencii, przystanek metra do Politechniki, 5-10 minut aby dojść na plażę (zależnie od temperatury, a co za tym idzie desperacji aby w końcu wejść do morza). Te trzy linie metra łączą tę lokalizację z dworcem kolejowym/autobusowym, lotniskiem i plażą właśnie. Marzenie. Widok z mieszkania - godny pozazdroszczenia, samo mieszkanie urządzone bardzo fajnie, początkowo myślałem że poza czajnikiem niczego nie brakuje, ale zrozumiałem że przy temperaturze przekraczającej 30 stopni C jednak niczego nie brakuje ;-)&lt;br /&gt;W Valencii byliśmy zaledwie kilka godzin, bo trzeba było jak najszybciej dostać się do Gandii, miejscowości położonej 60km na południe od Valencii, gdzie odbywa się kurs hiszpańskiego przed rozpoczęciem roku akademickiego. Trafiliśmy do pokoju z dwoma Australijczykami - Alexem i Christianem - i muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie mieszkałem z tak zajebistymi gośćmi. Pasamos el tiempo muy bien! Niesamowici goście, a ta znajomość może być bardzo przydatna w przyszłości, kiedy będę chciał odbyć kolejną po Hawajach podróż życia, do Australii właśnie :-)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXLmzAaogI/AAAAAAAAPJs/pHB5roHmD5Q/s1600-h/Picture+049.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392439996233458178" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXLmzAaogI/AAAAAAAAPJs/pHB5roHmD5Q/s320/Picture+049.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 210px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;z Christianem, fot. C. Clements&lt;/span&gt;)&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMYZocCFI/AAAAAAAAPMA/RtC_kYE203Q/s1600-h/Picture+078.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392440848415459410" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMYZocCFI/AAAAAAAAPMA/RtC_kYE203Q/s320/Picture+078.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 190px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;współlokatorzy - fot. C. Clements&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zajęcia są od poniedziałku do piątku, ale chyba nie ma sensu o nich pisać, lepiej skupię się na tym, co dzieje się dookoła. Codziennie chodzę na plażę, prawie codziennie gram w siatkę, nie było także choćby jednego dnia bez choćby małej fiesty - zwłaszcza ta wczorajsza robiła największe wrażenie - począwszy od beforeparty w naszym apartamencie...&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMhon5_sI/AAAAAAAAPMI/vPDQFThX7Mg/s1600-h/Picture+073.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441007058583234" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMhon5_sI/AAAAAAAAPMI/vPDQFThX7Mg/s320/Picture+073.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. C. Clement&lt;/span&gt;s)&lt;/div&gt;...przez pobyt w Tiki Barze, dotarliśmy o 4 do Coco Loco - niesamowity lokal, niesamowita fiesta! Całość zakończyłem powrotem o 7, wracając brzegiem morza oraz kąpiąc się w niesamowicie ciepłej nocą wodzie. Na samym kursie jest nie wiem, około 200 osób, rozsianych po różnych hotelach, z różnych krajów - USA, cała Skandynawia, Niemcy (większość), Francja, Australia, Grecja, Polska, Szwajcaria, Czechy, Chiny, Korea...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z dodatkowych atrakcji - zapisałem się na lekcje gotowania po hiszpańsku, pierwsza z nich była niesamowita - najpierw clochinas...&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMqQodrdI/AAAAAAAAPMQ/83HZDDIrHFM/s1600-h/P9100088.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441155237293522" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMqQodrdI/AAAAAAAAPMQ/83HZDDIrHFM/s320/P9100088.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 301px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...czyli ostrygi, prawdziwa rozkosz dla podniebienia, dalej chopitos...&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMvS5_2FI/AAAAAAAAPMY/3J1FNX-ummQ/s1600-h/P9100097.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441241747052626" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXMvS5_2FI/AAAAAAAAPMY/3J1FNX-ummQ/s320/P9100097.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 287px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;...małe ośmiorniczki w panierce i na końcu paella valenciana...&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXM0LeDU8I/AAAAAAAAPMg/JQ9b8AOi-c8/s1600-h/P9100089.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441325650138050" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXM0LeDU8I/AAAAAAAAPMg/JQ9b8AOi-c8/s320/P9100089.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 220px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;...chyba najsłynniejsza potrawa z regionu Valencii. Do tego całą lekcję wspierał Fernando, prezydent Erasmus Student Network (ESN) Valencia, więc lekcja skończyła się degustacją oraz piciem sangrii (od której zaczynam się uzależniać), cervezy i białego megasłodkiego wina... A w przyszłym tygodniu kolejne dwie lekcje, i to zupełnie za darmo :-)&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXM6ZxlNCI/AAAAAAAAPMs/wylISohCcgM/s1600-h/P9100111.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441432569361442" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXM6ZxlNCI/AAAAAAAAPMs/wylISohCcgM/s320/P9100111.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXM86DF8fI/AAAAAAAAPM0/KlWgdfImyyU/s1600-h/P9100112.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441475592483314" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXM86DF8fI/AAAAAAAAPM0/KlWgdfImyyU/s320/P9100112.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://lh5.ggpht.com/_LNFv7ZSiNms/StXCJYWi6pI/AAAAAAAAO98/YVm7a8iV1xg/s640/P9100112.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odnośnie polskich akcentów - Polaków jest tu niemało, większość z nich zostaje studiować w filii UPV tutaj, w Gandii, ale także pewna część wraca z nami do Valencii. Szczerze powiedziawszy, rzadko kiedy mam czas zajrzeć do internetu głębiej niż facebook, a tym bardziej dowiedzieć się co w Polsce się dzieje. Śledzę tylko na bieżąco wyniki sportowe - śledziłem na bieżąco mecze siatkarzy, czytałem relacje koszykarzy, ale częściej idzie się do tapas baru i ogląda ligę hiszpańską albo reprezentację (Hiszpanii, oczywiście), tak jak to się działo dwukrotnie w ubiegłym tygodniu.&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXNHpebCPI/AAAAAAAAPM8/G56Y7FP15aw/s1600-h/P9080046.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441660122269938" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXNHpebCPI/AAAAAAAAPM8/G56Y7FP15aw/s320/P9080046.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Escuela Politécnica Superior de Gandia&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zamiast siedzieć bezsensownie w sieci, kilka godzin dziennie spędzam także ucząc hiszpańskiego moich współlokatorów - naprawdę zaczynam uwielbiać tych gości z Australii, gdybym miał dwa wolne miejsca w mieszkaniu już dawno mieliby mieszkanie, ale jeszcze ich namawiam, może dadzą się skusić na pokój z łóżkiem piętrowym ;-) Ale jednocześnie muszę napisać ogłoszenie, że poszukuję jednej osoby do mieszkania, bo w moim czteropokojowym mieszkaniu właśnie ten jeden pokój z piętrowym łóżkiem ciągle czeka na lokatora.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXNM9OFeEI/AAAAAAAAPNE/QffRSHruvdM/s1600-h/P9110143.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441751321802818" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXNM9OFeEI/AAAAAAAAPNE/QffRSHruvdM/s320/P9110143.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;z Alexem i Christianem&lt;/span&gt;)&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXNR0xJG4I/AAAAAAAAPNM/K75YEe3YU-M/s1600-h/Picture+018.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392441834952268674" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXNR0xJG4I/AAAAAAAAPNM/K75YEe3YU-M/s320/Picture+018.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 179px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wycieczka po okolicznych wzgórzach, fot C. Clements&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Póki co nie myślę o początku roku akademickiego (to już za tydzień, przeraża mnie myśl, że czasem trzeba będzie przerwać tę fiestę i raz na jakiś czas usiąść do książek :-) Póki co tyle, zapraszam do galerii, póki co na facebooku, niedługo wrzucę więcej na picasę ;-)&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-6698200729011178442?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/6698200729011178442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=6698200729011178442' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6698200729011178442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6698200729011178442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/09/pierwszy-raz-z-hiszpanskiego-raju.html' title='Pierwszy raz z hiszpańskiego raju'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/StXLg8XK-WI/AAAAAAAAPI4/aPxF71Oaxz0/s72-c/P9080039.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-7539912021478627945</id><published>2009-09-04T02:08:00.020+02:00</published><updated>2011-03-31T21:05:22.535+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Match of the Day'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Manchester United'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Premier League'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='West Bromwich Albion'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kuszczak Tomasz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Championship'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiles Adrian'/><title type='text'>Nie wiemy co robimy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postanowiłem tą notką zakończyć oficjalnie futbolową część kończących się powoli wakacji, żegnając się oczywiście w futbolowy sposób oraz wracając poniekąd do korzeni tego bloga, czyli pisząc recenzję. Nie będzie to jednak zwykła recenzja, ale recenzja książki, którą każdy fan piłki nożnej powinien mieć w swojej bibliotece, nawet więcej - powinien kazać przeczytać ją każdej anty-futbolowej osobie w swoim otoczeniu, aby mogła ona w pełni zrozumieć dlaczego my, fani tej dyscypliny z okazji każdego meczu naszej drużyny udajemy się na stadion/oglądamy mecz w telewizji, przeżywamy gorycz porażki i słodycz zwycięstwa, dlaczego to właśnie ten skórzany worek napełniony powietrzem i ci ludzie kopiący go są dla nas tak ważni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SqIneqvR1YI/AAAAAAAAOzw/DOqmjppeRqs/s1600-h/chiles+4.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377904312855942530" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SqIneqvR1YI/AAAAAAAAOzw/DOqmjppeRqs/s400/chiles+4.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 242px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 150px;" /&gt;&lt;/a&gt;Książka ta to "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;We Don't Know What We Are Doing. Adventures with the extraordinary fans of an ordinary team&lt;/span&gt;", napisana przez Adriana Chilesa. Fanom brytyjskiego futbolu postaci tej nie trzeba przedstawiać, jednak dla laików tematu wyjaśnię kim jest ów jegomość. Od lat prowadzi najpopularniejszy w Wielkiej Brytanii program podsumowujący angielskie rozgrywki ligowe, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Match of the Day 2&lt;/span&gt;" (MotD 1 to sobotnia wersja). Anglik z niecodziennej rodziny - ojciec był Żydem, matka Chorwatką - żonaty, dwie córki, ukończył studia dziennikarskie w Cardiff, od 1993 współpracujący z BBC, początkowo prowadzący swoje autorskie programy. Jednak to, co nas w tym wszystkim najbardziej interesuje, to jego futbolowa pasja i przywiązanie do West Bromwich Albion, klubu piłkarskiego grającego obecnie w Championship, odpowiedniku naszej I ligi. Dlaczego najważniejsze? Bo właśnie o jego pasji i przywiązaniu do tej drużyny jest ta książka, jednak WBA można w tym przypadku wymienić na dowolną inną drużynę, czy to angielską, francuską, hiszpańską, polską, europejską, południowoamerykańską czy jakąkolwiek inną - książka traktuje o prawdziwej miłości i całkowitemu oddaniu dla klubu. Nie tylko autora, ale także konkretnych kibicach swojej ukochanej drużyny, na których głównie skupia się on w swojej książce. Kilka z tych historii chciałbym tu przytoczyć, ale to będzie tylko urywek z historii zawartej w książce. Opisuje ona jeden sezon WBA - sezon, po którym klub ten spadł z Premiership do niższej klasy rozgrywkowej. Gra samego klubu stanowi jednak tło dla najważniejszej części tej książki - historii kibiców tego klubu. Mecz po meczu przedstawiane są kolejne postacie oraz przestawiany punkt widza kibica, ba, Fana przez duże 'F'. Notka ta będzie, długa, pełna fragmentów tej książki, ale mam nadzieję że będzie ciekawą lekturą. Fragmenty książki w oryginalnym języku, ponieważ uważam że podczas tłumaczenia traci się pewien procent tego, co konkretnie autor miał na myśli.&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SqInn4jYF5I/AAAAAAAAOz4/lYz8EHsydR8/s1600-h/chiles+3.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377904471182940050" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SqInn4jYF5I/AAAAAAAAOz4/lYz8EHsydR8/s320/chiles+3.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Zacznę od przedstawienia kilku sylwetek kibiców. Są to postacie prawdziwe, ich osiągnięcia również - można powiedzieć że każdy z nich oddał większą część swojego życia swojemu ukochanemu klubowi. Oto kilka przykładów:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;1)  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The man eating the cake is called Dave Taylor. I ask if he misses many games.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'No.'&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Well, when was the last one you missed?'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Don't know. Must be twenty years at least.' &lt;/span&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'You haven't missed a game, home or away, for twenty years?'&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;'No', he replies evenly.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;2)  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Back in West Bromwich my car is parked the other side of the ground from where the coaches empty us out. I walk there with a neat, slightly built middle-aged woman who was sitting just across the aisle from me on the coach. &lt;/span&gt;(...)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Now, as we find ourselves walking in step, I ask her name - it's Yvonne - and if she misses many games.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Not really,' she says, 'but I can't go to Chelsea because I'm working. &lt;/span&gt;(...)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Mind you, I've only missed four home games in forty years. Not bad for a female, is it?'&lt;br /&gt;I can barely find words to express my admiration for her. 'People sometimes say I'm mad,' says Yvonne, 'but what do they get excited about? Shopping?&lt;/span&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;3)  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I get talking to Mike Thomas, whose collection of Baggies &lt;/span&gt;[potocznie / pieszczotliwie o WBA]&lt;span style="font-style: italic;"&gt; memorabilia is generally thought to be unmatched. He goes to most reserve and youth team games.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'What about the first team?' I ask.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;'I've missed three in twenty-nine years,' he says. 'One when I had a heart attack, then when I had the angiogram after that heart attack and the third time was when I thought I was having another heart attack.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;4)  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I found myself telling about an accountant I recently met at a conference. &lt;/span&gt;(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'I feel a bit guilty when I meet a West Brom fan,' he said, 'because I used to go, but I stopped. I was one of a long line of Albion &lt;/span&gt;[przydomek WBA]&lt;span style="font-style: italic;"&gt; fans, but my son turned into a Man Utd fan.'&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;And this is that really made my jaw drop: 'And I wasn't going to try to stop him being a Man Utd fan. I didn't want him to be a Albion fan. I didn't want him to grow up with a loser's mentality.'&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;5)  &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;We go 2-0 up but just before half-time Bradford pull one back, a significant event for another fan close by, Elena Sergi. She's twenty, a law and history student at Keele University, and has a season ticket with her dad. She has not seen us concede a goal in ten years. This is because any time the ball comes anywhere near our penalty area she buries her face in her dad's coat. But tonight, disaster strikes: 'I went to get a hot chocolate and as I came out in sight of the pitch I just saw the ball go into the net. I was holding hot drinks so I couldn't cover my eyes. I just stood there holding these hot chocolates.'&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;6) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I am late to pick up Vic Stirrup from his home in Smethwick. &lt;/span&gt;(...)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I don't want to be late because Vic has only missed five matches, home or away, since serving as an anti-aircraft machine-gunner in the Second World War. I really don't want to be responsible for him missing his sixth.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;7) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"[Odwiedzając chłopca leczonego chemioterapią, kibica WBA] &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I ask him what he was really more worried about when he came in on that Thursday to be told that he had cancer. Surely it was health rather than the possibility of not being able to get to Man City?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;'Man City,' he says firmly.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Honestly?'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Yeah. That was the big thing.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;8) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;[Mecz rezerw, WBA - Wigan Athletic] "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Just outside the players' entrance, I'm recognised by a forty-something man with a gentle kind of northern accent. We shake hands. His name is Pete Moran. Surely, not a Wigan Athletic reserves fan?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Stoke &lt;/span&gt;[City]&lt;span style="font-style: italic;"&gt;,' he says, as if by the way of explanation.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'So what are you doing here?'&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Just fancied watching a game and I saw this was on.'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Do you get to many?'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'I did two on Saturday, two non-league games. There were no others because of the international. This is my fifty-third of the season.'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Fifty-three?' I echo in wonder. It's the tenth of October &lt;/span&gt;[8. kolejka]. (...)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'My record for one season is 263. Sad, aren't I?&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;9) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;My phone buzzes with a text. It's from Sandra. 'Fanfuckingtastic.' I'd forgotten about Sandra. She wasn't here today &lt;/span&gt;[watching the game]&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. Selfishly, her husband has taken her to Prague for the wekend. It's the first game she has missed since she can remember. I call her to hear that, happily, they found a sports bar but, unhappily, though it had Sky Sports on, there was no sound, because a load of Germans wanted the sound up on a Bundesliga game. 'So every time it went live on the Hawthorns &lt;/span&gt;[stadion WBA]&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, we couldn't hear what they were saying.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;10) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The pressure on me &lt;/span&gt;[of Christmas]&lt;span style="font-style: italic;"&gt; starts early. I an offered three tickets for a children's carol service at the Royal Albert Hall.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Great,' I say, 'when?'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;They are for the Saturday before Christmas. The Albion are at Portsmouth. What would be the right thing to do? Take my children to a carol service they'd really enjoy or take myself to a football match I almost certainly won't enjoy? I go to Fratton Park&lt;/span&gt; [stadion Portsmouth]."&lt;/blockquote&gt;11) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I drive to the Hawthorns where I'm going to pick up the coach. Dave Holloway, the coach king, is swearing profusely with the stress of it all, but finally we are all abroad and on our way. &lt;/span&gt;(...)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I ask Dave what the Albion means to him. He shrugs and says: 'Everything.'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;He went to his first match when he was seven in September 1970 and by the time he was in his teens he was going regularly. 'In February 1976 I missed the home game against Bristol Rovers because I got the flu and my mum wouldn't let me go. But I haven't missed a home game since. In fact Vicky, my missus, was born in seventy-seven, so I actually haven't missed a home game in Vicky's lifetime.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;12) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;There is a fan called Mark from Guildford who often drinks in here. He's got a proper south-east accent and no connection with the Midlands &lt;/span&gt;[region w którym leży West Bromwich]&lt;span style="font-style: italic;"&gt; at all. 'So why do you support us?' I ask.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;He shrugs.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Well, you must have some idea.'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;'To be honest, think it's 'cos when I was a kid they just used to lose all the time, so I felt sorry for them.'&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tonight we're all feeling sorry for ourselves.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;Podobnych historii jest w tej książce dużo więcej, m.in. historia kobiety, która zaczęła chodzić na każdy mecz WBA po śmierci męża, którego prochy rozsypano na środku boiska; historia mężczyzny, który pamięta strzelców i minuty każdego gola strzelonego przez WBA z ostatnich dwudziestu lat; historia samego autora, który pomimo przebitej nożem dłoni bardziej martwił się czy zdąży po operacji na mecz z Chelsea niż o swoje zdrowie; o niewidomym, który mecze ogląda poprzez relację swojego ojca, siedzącego obok; 35-latka z porażeniem mózgowym, który przeżywa każdy mecz bardziej niż niejeden kibic; mężczyzny, który obejrzał 750 kolejnych meczów WBA... i wiele innych. Jednak co jeszcze jest fantastyczne w tej książce, to przedstawienie uczuć towarzyszącym kibicowaniu. Najbardziej dostaje się kibicom Manchesteru United:&lt;br /&gt;1) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sandy Wolfson, a psychologist at Northumbria University with a special interest in the behaviour of football fans, has overseen research in which hundreds of football fans were asked why they came to support a team. Of those asked, 35 per cent said it was because of where they lived, but 36 per cent put it down to who their family supported. Sandy, I have no report, urges me to take some of this with a pinch of salt because hardly a single respondent cited the success of the team as the reason they started supporting them. 'Who are all those Man Utd fans, then?' she cries.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;2) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;As the coach gets closer to the ground, we get edge through thickening crowds of Man Utd fans. We look at them in wonder; they look at us in wonder. They simply can't understand what it's like to support a team as crap as ours. We simply can't understand how they can support a team like Man Utd and be taken seriously. How can we know they mean it? How can we know they're for real? And how can they begin to understand our motivation? We baffle each other; we quite pity to each other. Alan looks out of the window and then at me and says, with the quiet satisfaction of a man who knows he speaks the truth, 'One of our wins is worth twenty of theirs.' Precisely. In this context I start to feel rather sorry for them.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;3)&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Men are supposed to think about sex every six seconds. I don't know if that's true, but I certainly think about West Brom more than I think about sex. During the season I think about them constantly. In fact, I don't believe they're ever completely out of my mind. Whatever else I'm doing, from bathing the children to presenting live television programmes, there's a bit of my under-sized brain bothering about the blue and white&lt;/span&gt; [kolory WBA]."&lt;/blockquote&gt;4) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I'm in coach number one, Dave Holloway's coach. It's first off the car park. Behind us, another dozen or more coaches fall into line. As we pull away from the Hawthorns&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; I feel suddenly, unashamedly, profundly emotional. We are as one on these coaches. We're a small benevolent army. We are together, and being aboard one of this fleet fosters a special sense of belonging.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;5) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;[Po zwycięstwie nad Bradford dzięki rzutowi karnemu w doliczonym czasie gry i awansie do kolejnej rundy Carling Cup] "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I was standing next to a short, middle-aged man with tattoos and a shaven head. He started crying when the penalty was awarded and continued to do so once it had been scored. He wept for the remainder of the game and long after the final whistle. He might still be there now. Just as Humphrey Bogart said to old what's-her-name in Casablanca, 'We'll always have Paris', do we can always say to each other that, no matter how bad things get, 'We'll always have Bradford.' No one can take that away from us.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;6) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I've got a friend who supports Birmingham City. One Saturday he came down to London to stay with me. We talked a bit about the Albion &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;who, not usually, had lost that day. Then I asked him who the Blues &lt;/span&gt;[przydomek nie tylko Chelsea, ale i Birmingham City]&lt;span style="font-style: italic;"&gt; had played.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;'Oh, don't know,' he said.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;To me, my friend is not a fan. He can't be. If you're a proper fan, your fixture list will be hard-wired in your head. You'll know who your next three games are against at least, and you'll certainly know if, and who, you are playing that day. And if you're not at the game, whatever you're doing, wherever you are going, wherever you are in the world, you will be totally in bits until you find out what the result is.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;7) &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I suppose football is a bit like religion in that you can believe in God without going to church.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;I na sam koniec, polski wątek w tej książce nie kończy się tylko na Sylwi, polskiej sprzątaczce w domu A. Chilesa, ale na Tomaszu Kuszczaku, który w sezonach 2004/05 i 2005/06 bronił barw WBA. W sezonie 04/05 zagrał w dwóch meczach - przedostatnim w sezonie przeciwko Man Utd (wchodząc z ławki zdobył nagrodę Man of the match) oraz ostatnim przeciwko Portsmouth. Wygrana 2-0 i szczęśliwy układ pozostałych 4 (!) meczów zespołów zagrożonych spadkiem ocalił WBA, póki co jedyną drużynę w historii, która będąc na ostatnim miejscu w Premier League  na Gwiazdkę nie spadła do klasy niżej. Sezon 2006/07 spędził już na wypożyczeniu w Manchesterze, i po jednym sezonie został definitywnie wykupiony z Albionu. Ale wracając do książki. Mecz z Wigan na wyjeździe. WBA prowadzi 1-0, ostatnie minuty meczu i desperacka obrona gości.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The dying moments. By now, I have run out of diversionary tactics and have to focus on the game. I'm almost starting to believe that we will win when there is a goalmouth scramble - at our end, obviously. The ball squirts to the right corner of the six-yard box where Jason Roberts &lt;/span&gt;[napastnik Wigan Athletic]&lt;span style="font-style: italic;"&gt; is advancing unopposed towards an empty goal. My buttocks tighten, but then relax as I accept that he must score. In a nanosecond I look at the clock, realise that a draw isn't a bad result. But at the conclusion of this nanosecond, just as Jason Roberts pulls the trigger, our Polish goalkeeper, Tomasz Kuszczak, launches himself across goal, his arms aloft, his mouth agape. Incredibly, he saves it.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mark, agog, gasps: 'Fuck. Ing. Hell.' And laughs.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The final whistle goes and the world seems an altogether happier place.&lt;/span&gt;"&lt;/blockquote&gt;Co warte podkreślenia - ponieważ autor pisał książkę na bieżąco i nie wracał do poprzednich zdarzeń, nie dopisał że za &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=TvGf5NMOVkk"&gt;tę interwencję&lt;/a&gt; Kuszczak otrzymał nagrodę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Save of the season&lt;/span&gt;, przyznawaną przez widzów BBC, konkretnie właśnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Match of the Day&lt;/span&gt;, programu, którego Chiles jest prowadzącym. Pół roku po tym meczu, Tomek był już bramkarzem Czerwonych Diabłów.&lt;br /&gt;Podsumowywując - ta książka jest fenomenalna. Czytając ją, brakowało mi tylko jednego - aby zamieścić garść statystyk na końcu książki, z końcową tabelą, ze składami z każdego meczu, strzelcami etc. - pomogłoby to uporządkować część piłkarską książki. Ja osobiście często chciałem zajrzeć na koniec, aby zobaczyć jakim wynikiem zakończył się mecz, którego opis właśnie czytam. Od początku każdy czytelnik wie, że książka ta nie może mieć szczęśliwego zakończenia - WBA spadło do Premiership, gdzie do dziś się znajduje i nikt nie wie kiedy ponownie wróci do elity, ale naprawdę, nie to jest w tej książce ważne. Dla mnie osobiście ciekawe było czytać nazwy typu Craven Cottage, Madejski Stadium, Fratton Park - nazwy, które pewnie nie każdemu fanowi pozwolą skojarzyć ją z klubem. Ja każdy z tych stadionów widziałem, na wielu z nich byłem osobiście i było to bardzo przyjemne uczucie.&lt;br /&gt;Po przeczytaniu książki naszła mnie także inna refleksja - książkę taką jak ta powinien przeczytać każdy fan Barcy, Realu, Man Utd, Chelsea etc. - większość z nich zapewne zakończyłaby lekturę z kwaśną miną i określeniem "głupie", ale byłby tak ponieważ uświadomiłoby to im, co to znaczy być prawdziwym fanem, który równie często (lub nawet częściej) jak smak zwycięstwa musi przełykać gorycz porażki i mimo to ciągle być ze swoją drużyną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na absolutny koniec notki - ta notka jest dla mnie wyjątkowa z kilku powodów. Po pierwsze, pisałem ją przez trzy dni, nie mogąc zebrać się i jej skończyć, ale to raczej nie jest powód do chluby. Po drugie, jest to ostatnia notka pisana z Polski - następne będą już z i o Valencii, ponieważ następny rok spędzę w tym mieście na wymianie studenckiej. Życzcie mi szczęścia!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-7539912021478627945?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/7539912021478627945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=7539912021478627945' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/7539912021478627945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/7539912021478627945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/09/nie-wiemy-co-robimy.html' title='Nie wiemy co robimy'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SqIneqvR1YI/AAAAAAAAOzw/DOqmjppeRqs/s72-c/chiles+4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-3654497706022272710</id><published>2009-08-14T23:26:00.011+02:00</published><updated>2011-03-31T21:02:47.130+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Manchester'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantasy Football'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Premier League'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chelsea'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Arsenal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tottenham'/><title type='text'>Fantasy Football Premier League</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejna piłkarska notka, zainspirowana tym razem przez moich znajomych fanów Chelsea, a przede wszystkim Michała Zachodnego. Zanim jednak przejdę do meritum sprawy, muszę wprowadzić w temat czytelników niezorientowanych co to takiego Fantasy Football. Jest to gra, która objęła już zasięgiem chyba wszystkie europejskie kraje (w Polsce jest od kilku lat) i posiada wiele odmian, zależnie od najwyższej klasy rozgrywkowej w danym kraju. Dla przykładu, większość brytyjskich gazet ma swoją własną wersję tej gry. Na czym ona polega? Dostaje się do ręki 100 milionów funtów na skompletowanie drużyny - podstawowej jedenastki i po jednym zmienniku na każdą pozycję. Gra wymaga ciągłego zaangażowania się w ligę, śledzenia na bieżąco formy zawodników, kontuzji, wydarzeń (także pozaboiskowych), aby być w stanie szybko zareagować i ewentualnie wymienić zawodników odpowiednio wcześnie. Zasady są proste - wygrywa ten, kto na koniec sezonu będzie miał na koncie najwięcej punktów. Punkty dostaje się za wszystko - gol, asysta, udana interwencja, ale także ujemne, choćby za otrzymanie kartki. Jednak aby nie było tak wesoło, można wybrać maksymalnie trzech zawodników z jednej ekipy. Proste? Więc zaczynamy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Po przeczytaniu jakiś czas temu &lt;a href="http://ktbffh.blox.pl/2009/08/Fantasy-Football-0910.html"&gt;notki Michała Zachodnego&lt;/a&gt; o zestawieniu jego jedenastki długo biłem się z myślami. Obok spostrzeżeń że wybrałbym zupełnie inną jedenastkę, były także moje własne wątpliwości. Z jednej strony, co stoi na przeszkodzie aby spróbować sił w tej grze? Z drugiej jednak - wyjeżdżam na ten cały sezon i nie będę mógł na bieżąco śledzić wszystkich wydarzeń i ewentualnie szybko reagować. Jednak tak długo biłem się z myślami, że w końcu postanowiłem tylko sprawdzić jak wygląda ta gra. Wszedłem tylko na stronę &lt;a href="http://fantasy.premierleague.com/"&gt;Premier League&lt;/a&gt;, przeczytałem zasady, zarejestrowałem się... Nie minęła chwila, a już cały byłem pochłonięty wybieraniem własnej ekipy i właśnie ją chcę zaprezentować.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SoXc_nWBagI/AAAAAAAAOmE/1pCNwYycx8U/s1600-h/FF.png" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5369941116160403970" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SoXc_nWBagI/AAAAAAAAOmE/1pCNwYycx8U/s400/FF.png" style="cursor: pointer; display: block; height: 400px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 289px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Bramkarze: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Petr Cech&lt;/span&gt; (Chelsea) i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Claudio Cudicini&lt;/span&gt; (Tottenham). Pierwszego z nich nie trzeba chyba nawet przedstawiać, natomiast drugi to były bramkarz Chelsea, aktualnie zmiennik&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Heurelho Gomesa&lt;/span&gt; (moim zdaniem niesłusznie). Widziałem obydwu w akcji w ciągu ostatnich trzech tygodni - najpierw Cudiciniego podczas Wembley Cup, a później Cecha w tę niedzielę, kiedy broniąc dwa rzuty karne oraz popisując się niesamowitymi interwencjami na początku meczu pokazał że jest numerem jeden w Anglii. Planowałem nawet wstawić naszego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tomasza Kuszczaka&lt;/span&gt; na rezerwę, ale z racji tego że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sir Alex Ferguson&lt;/span&gt; ciągle strzela sobie w stopę i stawia na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bena&lt;/span&gt; "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;szklane ręce&lt;/span&gt;" &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fostera&lt;/span&gt;, musiałem zmienić decyzję.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Obrońcy: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;John Terry&lt;/span&gt; (Chelsea), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wayne Bridge&lt;/span&gt; (Manchester City), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vedran Corluka&lt;/span&gt; (Tottenham), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Patrice Evra&lt;/span&gt; (Manchester United), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kamil Zayatte&lt;/span&gt; (Hull City). Przede wszystkim już w linii obrony zacząłem żałować że nie można mieć więcej niż trzech zawodników z jednego klubu, inaczej zamiast Evrę zobaczylibyśmy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ricardo Carvalho&lt;/span&gt;, który razem z Johnem Terrym zagrali świetnie w meczu o Tarczę Wspólnoty. Kolejnym obrońcą jest Wayne Bridge, kolejny były gracz Chelsea, który liczy w Manchesterze na trofea. Dalej Corluka, podpora obrony Tottenhamu. Wybór Evry był bardzo trudny - do samego końca zastanawiałem się nad &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Joleonem Lescottem&lt;/span&gt; z Evertonu, ale ostatecznie postawiłem na obrońcę Manchesteru, ponieważ coś w tym sezonie United musi osiągnąć, a Evra to jedyny przedstawiciel &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czerwonych Diabłów&lt;/span&gt; w moim zespole. Odstawiłem emocje na bok (ci, którzy oglądali mecz o Tarczę Wspólnoty wiedzą o czym mówię) i postawiłem na Francuza. Na rezerwie Zayatte - tani, solidny, nie liczę zbytnio na niego, ale może sprawi niespodziankę, tak jak na początku ubiegłego sezonu?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Pomocnicy: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Frank Lampard&lt;/span&gt; (Chelsea, kapitan), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ashley Young&lt;/span&gt; (Aston Villa), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nigel De Jong&lt;/span&gt; (Manchester City), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Aaron Lennon&lt;/span&gt; (Tottenham) i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jack Wilshere&lt;/span&gt; (Arsenal). Patrząc na ten skład brakuje tylko &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stevena Gerrarda&lt;/span&gt; i mielibyśmy pomoc godną reprezentacji Anglii, z rezerwowym 17-latkiem Wilsherem, który robi furorę w Arsenalu - widziałem go na żywo podczas Emirates Cup i przede wszystkim dwa gole wbite Rangersom oraz jego kosmiczna gra sprawiły, że gdy zobaczyłem że kosztuje tylko 5 milionów (dla porównania - najdroższy Lampard kosztował 12,5mln) bez wahania go kupiłem. Póki co na rezerwę, ale liczę że &lt;span style="font-size: 100%; font-weight: bold;"&gt;Arsène Wenger &lt;/span&gt;da mu poczuć smak Premier League w tym sezonie. Frank Lampard to oczywista oczywistość, Aaron Lennon i Ashley Young to głos nowego pokolenia, który przebojem wdziera się do podstawowej jedenastki reprezentacji Albionu. A De Jong? Był po prostu tani, jednak ma większe szanse gry niż młody Wilshere.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Napastnicy: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Da Silva Eduardo&lt;/span&gt; (Arsenal), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Carlton Cole&lt;/span&gt; (West Ham), &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nicklas Bendtner&lt;/span&gt; (Arsenal). Eduardo już podczas Emirates Cup pokazał że wraca do formy sprzed kontuzji, a Carlton Cole był dla mnie początkowo piłkarzem zupełnie anonimowym, jednak oglądając środowy mecz Holandia - Anglia nie mogłem uwierzyć co potrafi ten pełen ambicji napastnik. W ubiegłym sezonie strzelił 12 bramek, liczę że i w tym coś strzeli. Na ławce Bendtner, który początkowo nie został wybrany kosztem &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Federico Machedy&lt;/span&gt; z Manchesteru United, ale jednak postawiłem na atak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kanonierów&lt;/span&gt;, który gra naprawdę widowiskową, efektowną i (oby) efektywną piłkę, jednak z Bendtnerem na ławce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jak widać, w moim zespole króluje Londyn: Chelsea, Arsenal i Tottenham (po 3 zawodników) oraz Manchester City (dwóch zawodników). Może zaskoczył wszystkich fakt, że znalazłem miejsce tylko dla jednego gracza Czerwonych Diabłów i nikogo z Liverpoolu, ale można powiedzieć że zrobiłem to z premedytacją.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jedenastka wybrana, po raz pierwszy w życiu zaczynam podobną grę, liczę że początkującym będzie sprzyjało szczęście i nie skończy się moją oraz moich zawodników kompromitacją. W tę sobotę startuje Premier League, zatem - zabawę czas zacząć!&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S. Jeśli mógłby ktoś polecić mi podobną grę na hiszpańskiej stronie dotyczącą La Ligi, byłbym wdzięczny ;-)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-3654497706022272710?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/3654497706022272710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=3654497706022272710' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3654497706022272710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3654497706022272710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/08/fantasy-football-premier-league.html' title='Fantasy Football Premier League'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SoXc_nWBagI/AAAAAAAAOmE/1pCNwYycx8U/s72-c/FF.png' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-5751716235893946396</id><published>2009-08-05T22:39:00.004+02:00</published><updated>2011-03-31T21:03:23.655+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lato Grzegorz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Widzew Łódź'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cracovia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UEFA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ekstraklasa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PZPN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ŁKS'/><title type='text'>Brawo, panie Grzegorzu!</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Po prawdziwie piłkarskim weekendzie (sobota - towarzyskie spotkanie Reading - Chelsea, niedziela - kolejna dziennikarska wizyta jako dziennikarz/korespondent w północnym Londynie na kolejnym towarzyskim turnieju piłkarskim, tym razem jednak na Emirates Cup, rozgrywanym na stadionie Arsenalu) pora na kolejną notkę. Wydarzenia tego weekendu zmotywowały mnie do napisania mojej opinii odnośnie sytuacji polskiej piłki. Nie sądzę aby był ku temu lepszy czas, kiedy mogę ciągle uczestniczyć w kolejnych piłkarskich świętach - świętach, bo na Wyspach każdy kolejny mecz jest przez kibiców za takowe uznawany.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Polski futbol w ciągu ostatnich tygodni doświadczył czegoś, co w żadnym innym kraju się nie zdarzyło. Nikt (?) tak naprawdę nie był pewny, która drużyna zagra w której klasie rozgrywkowej, a każdy kolejny dzień przynosił coraz to nowe wiadomości z aren... sądowych. Niestety, pod koniec (a może jesteśmy dopiero na początku tego zamieszania?) pojawiły się poparte argumentami głosy, mówiące że to jednak nie litera prawa przesądziła o końcowych układach (celowo użyłem tego słowa) w tabelach, lecz... no właśnie, prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy kto.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Najbardziej zainteresowane (i jednocześnie najbardziej poszkodowane) tym zamieszaniem były dwa łódzkie kluby. Przyznam, że może w pewnym sensie moja opinia może być nie do końca obiektywna, ale postaram się zachować neutralność w ocenianiu. Pierwszy z nich, Widzew, już od kilku sezonów bierze udział w farsie, jaką jest ponoszona kara za korupcję. Różne kolejne instancje orzekały różne wyroki, ostatecznie w sportowej rywalizacji Widzew wygrał I ligę i dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek minionego sezonu cieszył się z awansu do ekstraklasy. Kilka tygodni później powodów do radości już nie było, a Widzew w ten weekend zaczął ponownie rozgrywki w I lidze, ponieważ możni z Miodowej postanowili wyegzekwować w końcu karę za czyny korupcyjne. To, co przytrafiło się Widzewowi to jest prawdziwa farsa. Nikt nie ma wątpliwości, że Widzew brał czynny udział w korupcji, zaskakuje natomiast wymiar kary. Podczas gdy w czyny korupcyjne Zagłębia Lubin i Korony Kielce zaangażowane było wiele osób, ze strony Widzewa była to... jedna osoba, której jeszcze nawet nie postawiono zarzutów. Sprawa zatem nie rozchodzi się o to kto brał udział a kto nie, ale o rozmiar kary. Podczas gdy jedna drużyna może nie zostać zdegradowana, ale zaczyna sezon z -10 punktami na koncie (Jagiellonia), inne zostają zdegradowane, bo... nie przyznają się do winy, choć czyny mieli nieporównywalnie mniejsze. Ale cóż, przynajmniej włodarze z Białegostoku poszli w odpowiednim momencie po rozum do głowy, powiedzieli PZPN-owi to, co chciał usłyszeć i wszyscy byli zadowoleni że walka z korupcją jest tak skuteczna!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Kontynuując wątek Widzewa - tak, Widzew powinien ponieść karę za swoje czyny, ale... nie w ten sposób. Byłem na stadionie Widzewa, kiedy wygrywał on 2-0 ze Zniczem Pruszków i tym samym zagwarantował sobie mistrzostwo w I lidze. Cieszyli się wszyscy - piłkarze, działacze, kibice, cieszył się także "prezes" Lato, który również był obecny na stadionie, ba! wysłał nawet kilka dni później oficjalne gratulacje z powodu awansu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co poczuli ci młodzi piłkarze, którzy nie mieli nic wspólnego z jakąkolwiek korupcją, kiedy zdegradowano ich w takich okolicznościach. Aczkolwiek mogą teraz przejść do historii - będą pierwszą drużyną w historii polskiej piłki, która zdobędzie dwa razy z rzędu mistrzostwo w tej samej klasie rozgrywkowej. Jednak niesmak pozostał, bo... po prostu, tak się nie robi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Zyskała na tym Korona Kielce, która po roku banicji w I lidze zajmując w niej 3. miejsce wskoczyła zamiast Widzewa do Ekstraklasy. Straciło na tym Podbeskidzie Bielsko-Biała, które osiągnęło historyczne 4. miejsce w I lidze, a po degradacji Widzewa znalazło się na miejscu barażowym. Dlaczego straciło? Ponieważ niezgodnie z przepisami nie odbyły się baraże pomiędzy 3. drużyną I ligi a 14. Ekstraklasy, czyli Cracovią.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Właśnie, Cracovia, temat-rzeka, który pokazuje, że w futbolu są równi i równiejsi. Niech nikt mi nawet nie próbuje udowodnić, że pozostanie Cracovii w Ekstraklasie nie było ustawione przy zielonym stoliku. Pierwszy powód - braki w dokumentacji aby otrzymać licencję, czyli to samo co w przypadku ŁKS-u. Jednak Cracovia dostała (dawno po terminie) czas na uzupełnienie umów o wynajmie stadionu i mecz będą mogły się rozgrywać. Swoją drogą, ciekawe co by było gdyby nikt się nie zorientował na czas że Cracovia nie podpisała wiążącej umowy z miastem Sosnowiec? Oraz jedna rzecz, która zastanawia mnie najbardziej - jeśli 3 kluby Ekstraklasy będą grać na tym samym stadionie (Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Cracovia), to jakim cudem PZPN-owi udało się tak wcześnie ustalić terminarz rozgrywek, skoro nawet nie było pełnej dokumentacji co do wynajmu stadionu? Oraz dlaczego przymknięto oko na zapis, że stadion nie może znajdować się ponad 50km od siedziby klubu? Powód drugi - dlaczego Cracovia, skoro została przesunięta na 14. pozycję, nie musiała rozgrywać baraży, co było oczywiście niezgodne z przepisami? Czyżby PZPN bał się, że i tę szansę Cracovia nie wykorzysta i spadnie z Ekstraklasy? Powód trzeci - dlaczego rok temu, kiedy PZPN przyznał licencję dawno po przepisowym terminie Polonii Bytom wszystko było w porządku (nawet UEFA wyraziła wtedy swój sprzeciw), a w tym roku niedotrzymanie terminów było równoznaczne z odmówieniem licencji? Powód - wtedy Cracovia zajęła bezpieczne 7. miejsce? Oraz, skoro ŁKS nie dostał licencji z powodu braku wszystkich dokumentów, dlaczego Cracovia dostała szansę na ich dostarczenie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Kolejnych niejasności jest więcej, nie będę przytaczał ich tutaj. To, co mnie jako kibica najmocniej poruszyło, to sposób w jaki wszystko się odbyło. Choć jestem kibicem Widzewa, to z całego serca kibicuję ŁKS-owi w walce o triumf ducha sportu i prawa nad układami i wierzę, że PZPN-owi cała ta sytuacja odbije się wielką, najlepiej wielomilionową, czkawką. Może to nauczy PZPN, że jednak pewne reguły obowiązują. Ale nawet jeśli sąd przyzna odszkodowanie, to co z tego? Czasu nikt nie cofnie, ale to już panów z Miodowej wydaje się nie obchodzić. Ironia losu – podczas wywiadu udzielonego „Przeglądowi Sportowemu” 23. lipca właściciel ŁKS-u, Grzegorz Klejman, powiedział że... „&lt;a href="http://www.sports.pl/1liga/artykul.asp?Artykul=54008"&gt;PZPN może wszystko&lt;/a&gt;”. Szkoda tylko, że faktycznie może wszystko...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Przykro mi to pisać, ale z wielu osób odpowiedzialnych za tę sprawę jedna wydaje się najbardziej udawać, że całej sprawy nie ma i ucieka od problemu. Tą postacią jest wybrany 30 października 2008 roku na prezesa PZPN-u Grzegorz Lato. Podczas swojej mowy otwarcia kadencji powiedział "&lt;a href="http://www.se.pl/sport/pilka-nozna/inne/dogadali-sie-za-zamknietymi-drzwiami_77017.html"&gt;Zrobię wszystko, aby wizerunek PZPN wyszedł na prostą. Liczę, że wspólnie naprawimy polski futbol.&lt;/a&gt;" Gratuluję Panie Grzegorzu osiągniętych rezultatów. Obecnie, zamiast wyjaśnić całkowicie i zgodnie z przepisami całą sprawę, woli karmić się informacjami o wyborze na &lt;a href="http://www.pzpn.pl/?inf=16336"&gt;trzeciego wiceprzewodniczącego Komisji UEFA ds. Piłki Nożnej&lt;/a&gt; (w końcu jakiż to prestiż) czy czytać &lt;a href="http://www.pzpn.pl/?inf=16325"&gt;podziękowania od Platiniego&lt;/a&gt; za doskonałą organizację... wizyty francuskiego gościa w Polsce. Ciekawostka -  podczas październikowego zjazdu delegatów to Sylwester Cacek, właściciel Widzewa, reprezentował... Cracovię.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Jednak jest jeszcze jeden aspekt całego tego zamieszania, który można zauważyć po wejściu na jakiekolwiek forum sportowe i poczytać wątki tej afery. PZPN sprawił, że nagle kibice Cracovii zaczęli "jechać" po Bogu ducha winnych kibicach ŁKS-u i vice versa, natomiast kibice Widzewa i Korony zaczęli dyskusje na temat które to miasto jest brzydsze i "zajeżdża wioską". To jest najgorszy aspekt tego wszystkiego, aspekt, który panowie w garniturach siedzący na lożach VIP-ów nawet nie zauważą, jednak odciśnie swoje piętno na polskiej piłce. To właśnie relacje między kibicami najbardziej ucierpiały na tym zamieszaniu, i minie wiele lat zanim po pierwsze, cała sytuacja w polskiej piłce się unormuje, oraz po drugie, kibice przestaną wreszcie skakać sobie do gardeł z argumentami godnymi rynsztoka. Czasem chciałbym, aby polska piłka zamiast tego wszystkiego miała problemy podobne do tych na Ukrainie - liga działała nielegalnie przez ostatnie kilkanaście lat, wetuje się ustawy o Euro 2012, ale tam przynajmniej powstają stadiony (Donieck, Dniepropietrowsk), a tamtejsze zespoły tworzą pary półfinałowe Pucharu UEFA (Dynamo Kijów-Szachtar Donieck) a później to trofeum wygrywają w pięknym stylu (Szachtar).&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Brawo panie Lato, dobra robota. A pomyśleć że to na pana L. tak bluźniliśmy...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-5751716235893946396?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/5751716235893946396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=5751716235893946396' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5751716235893946396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5751716235893946396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/08/brawo-panie-grzegorzu.html' title='Brawo, panie Grzegorzu!'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-3055675190021044096</id><published>2009-07-30T18:33:00.022+02:00</published><updated>2011-03-31T21:01:45.467+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barcelona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Guardiola'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wembley Cup'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Celtic'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Press'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tottenham'/><title type='text'>Dziennikarzem być</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Zaczynam (oby) serię trzech notek opisujących kilka spraw najbardziej interesujących w ostatnim czasie, z mojego punktu widzenia oczywiście. Pierwsza z nich będzie najbardziej osobista i opisze ostatni weekend, który spędziłem (głównie dzięki mojemu &lt;a href="http://robertblaszczak.blogspot.com/"&gt;Bratu&lt;/a&gt;) jako dziennikarz/korespondent na Wembley Cup, towarzyskim turnieju piłkarskim rozgrywanym na tym słynnym stadionie w północnym Londynie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHLwU88SWI/AAAAAAAAOLY/xkLYBUJXj4I/s1600-h/P7242373.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364292662293449058" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHLwU88SWI/AAAAAAAAOLY/xkLYBUJXj4I/s320/P7242373.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 189px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystkie zdjęcia mojego autorstwa&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Powinienem zacząć od tego, dlaczego w ogóle znalazłem się na tak wielkiej imprezie jako dziennikarz. Moje jedyne rodzeństwo jest od kilku lat jednym z redaktorów e-zinu &lt;a href="http://www.igol.pl/"&gt;igol.pl&lt;/a&gt;, magazynu piłkarskiego. Pisze sporadycznie artykuły, głównie na temat piłki brytyjskiej. Tym razem postanowił spróbować dostać akredytacje na Wembley Cup i, ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu, akredytację tę dostał nie tylko on, ale i moja skromna osoba. Co ciekawsze, byliśmy w piątek (pierwszy dzień turnieju) jedynymi przedstawicielami polskich mediów. W niedzielę, drugiego dnia trwania turnieju, do polskiej reprezentacji dołączyła do nas ekipa Polsatu News oraz jeden młody niezależny dziennikarz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Dla mnie było to pierwsze zetknięcie się z profesjonalnym dziennikarstwem, w tym przypadku sportowym, zatem nie wiedziałem do końca czego mam się spodziewać. Byłem już w Polsce na lożach prasowych (m.in. Widzew - Legia), jednak jak można się domyślić porównanie tych dwóch przypadków to jak niebo i ziemia... Była to moja pierwsza wyprawa na Wembley, jedynie w sieci mogłem się dowiedzieć czegoś o tej największej sportowej arenie w Europie. Przede wszystkim zwróciłem uwagę na pojemność stadionu - 90.000 ludzi w jednym miejscu, to musi robić wrażenie, jednak (jeszcze) się o tym nie mogłem przekonać, gdyż najwyższa frekwencja podczas tego turnieju wyniosła "zaledwie" 57.100 i było to aż nazbyt widoczne na trybunach i w dopingu. "Jeszcze", bo już za półtora tygodnia ponownie zamelduję się na Wembley, tym razem już tylko jako kibic podczas meczu o Tarczę Dobroczynności, odpowiedniku angielskiego Superpucharu. Wtedy jestem pewny że stadion zapełni się do ostatniego krzesełka i komplet kibiców będzie wspierać Chelsea lub Manchester United w walce o to prestiżowe trofeum (ja znajdę się w niebieskiej części widowni).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHMQn6gy3I/AAAAAAAAOLg/wjcHfSZ9LBc/s1600-h/P7242416.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364293217139346290" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHMQn6gy3I/AAAAAAAAOLg/wjcHfSZ9LBc/s320/P7242416.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Ale wracając do Wembley Cup. Pierwsze wrażanie - niezapomniane. Już sam widok stadionu zapiera dech, a co dopiero możliwość zobaczenia go od środka. Odprawa dziennikarska - kilka minut w kolejce po odbiór akredytacji, kontrola osobista, podróż windą, przejście kolejnymi korytarzami, odbiór materiałów prasowych i oto jesteśmy w loży. Sala pierwsza - kilkadziesiąt stanowisk, każdy z dostępem do internetu, na ścianie ogromny ekran ze SkyNews, stacją, która miała prawa do transmisji Wembley Cup. Póki co sala jeszcze pusta - zapełni się dopiero pod koniec dnia, kiedy redaktorzy będą prześcigać się w tym, kto pierwszy opublikuje relację. Przez oszklone drzwi przechodzimy do następnej sali, "kawiarni". Około dwudziestu stolików, przy każdym po cztery krzesła. Na ścianie kolejny ogromny ekran, ciągle nadający najświeższe wiadomości sportowe. Na środku sali bufet - przed pierwszym gwizdkiem jest to ogromny bukiet kanapek, w przerwie między meczami zmienia się w dania gorące. Jednak napisać "kanapek" to jak obrazić firmę cateringową... Dość powiedzieć, że były to jedne z najlepszych kanapek jakie w życiu jadłem. Napoje? Oczywiście, trzy lodówki z colą, colą light, spritem, fantą, wodą + napoje gorące: kawa, herbata, ilość nieograniczona. Po otrzymaniu godzinę przed meczem wyjściowych jedenastek można przejść na część właściwą loży prasowej.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHMe8fHBeI/AAAAAAAAOLw/7iarlrT4gwQ/s1600-h/P7242386.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364293463179724258" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHMe8fHBeI/AAAAAAAAOLw/7iarlrT4gwQ/s320/P7242386.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Kilka rzędów krzesełek, każdy po około czterdzieści miejsc z dostępem do bezprzewodowej sieci, na każde dwa siedzenia przypada jeden ekran, na którym można z kilkusekundowym opóźnieniem oglądać trwający mecz, transmitowany przez sieć która akurat wykupiła prawa do transmisji. To kilkusekundowe opóźnienie jest wspaniałe - najpierw oglądasz wydarzenia na żywo, chwilę potem na ogromnych ekranach na stadionie (sygnał jest wysyłany bezpośrednio tam, bez opóźnienia), a potem oglądasz akcję "na żywo" na swoim ekranie i chwilę potem w kolejnej powtórce (sygnał wraca z rozdzielni). System ten jest idealny dla dziennikarzy - ma kilka szans na wychwycenie kto strzelał, kto podawał, kto... etc., aczkolwiek i tak nadal nierzadko zdarza się pytanie osoby obok o powyższe niejasności. Dla porównania - na polskich stadionach na porządku dziennym są okrzyki wśród dziennikarzy "wiecie kto podawał?" i odpowiedzi przesyłane tę samą drogą, głównie z powodu złej widoczności tego co się dzieje na boisku oraz braku telewizyjnych powtórek. Co do montażu ekranów dla dziennikarzy - Wembley jest specyficznym miejscem, ponieważ nie ma najmniejszego ryzyka, że jakiekolwiek wydarzenie (nie mówię o koncertach) rozgrywane na tej arenie nie będzie transmitowane przez jakąkolwiek telewizję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHMnh-aNwI/AAAAAAAAOL4/1gS8-Mut5RQ/s1600-h/P7262484.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364293610682070786" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHMnh-aNwI/AAAAAAAAOL4/1gS8-Mut5RQ/s320/P7262484.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Bycie korespondentem na takiej imprezie w dwójkę przynosi wiele korzyści. Największa jest taka, że jedna osoba na bieżąco pisze relację, uzupełnia składy etc., podczas gdy druga skupia się na oglądaniu meczu i gdy zapowiada się na ciekawą akcję z której coś może wyniknąć, informuje o tym osobę obok, która odrywa wzrok od ekranu notebooka i także podąża za akcją, by po chwili opisać wydarzenia sprzed chwili w relacji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Ale przejdźmy do samego turnieju. Przede wszystkim to co zrobiło na mnie największe wrażanie to nie same zespoły i ich gra na tym turnieju, ale sam stadion. On jest naprawdę niesamowity, nie ma drugiego takiego na świecie, aczkolwiek np. na Maracanie jeszcze nie byłem. Druga sprawa to jednak ekipy, które walczyły i ich poziom, nieosiągalny dla jakiejkolwiek ekipy z Polski. Udział w turnieju wzięły: &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;1st place: Celtic Glasgow - z dwoma polskimi bramkarzami w składzie, Arturem Borucem i Łukaszem Załuską. Zwycięzca turnieju, który swoje mecze rozgrywał w najsilniejszym składzie. Turniej ten ekipa ze stolicy Szkocji potraktowała głównie jako sprawdzian generalny przed eliminacjami do Ligi Mistrzów. Co ciekawe, była to pierwsza drużyna szkocka która zagrała na Wembley.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;2nd place: FC Barcelona - ekipa której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, jednak ku zaskoczeniu wszystkich trener Pepe Guardiola wziął ze sobą na turniej drugi i trzeci skład Barcelony i to on głównie wspaniale zaprezentował się na tym turnieju, wspierany przez graczy z pierwszego składu jak Leo Messi, Eidur Gudhjonsen, Bojan Krkic czy Victor Valdes. Co ciekawe, w obydwu meczach na drugą połowę wybiegała zupełnie inna jedenastka - trener dokonywał wszystkich jedenastu zmian.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNHywjhyI/AAAAAAAAOMA/kc_DzulujGU/s1600-h/P7262404.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364294164943177506" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNHywjhyI/AAAAAAAAOMA/kc_DzulujGU/s320/P7262404.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 115px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;3rd place: Tottenham Hotspur, który był w pewnym sensie gospodarzem imprezy, jako team z Londynu. Również zagrał w możliwie najsilniejszym składzie, jednak na skutek licznych kontuzji nie prezentował pełni swoich możliwości.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;4th place: Al Ahly, mistrz Egiptu i zwycięzca afrykańskiego odpowiednika Ligi Mistrzów bardzo rozczarował i był o klasę gorszy od pozostałych ekip, o czym świadczą wyniki – 0:5 z Celtikiem, 1:4 z Barceloną.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Ciężko mi nawet opisywać szczegółowo swoje doświadczenia, bo już teraz widzę że notka ta będzie bardzo długa. Największe wrażenie zrobiła na mnie mixed zone, strefa w której piłkarze przechodzą z szatni do czekających na nich autokarów, a po drodze mijają dziennikarzy którym udało się dostać dostęp do tego miejsca. To tu odbywają się wszystkie wywiady, zdobywa się autografy, robi zdjęcia z najsłynniejszymi piłkarzami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNVhD0GfI/AAAAAAAAOMI/Btgk5DBl36Y/s1600-h/P7262743.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364294400710285810" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNVhD0GfI/AAAAAAAAOMI/Btgk5DBl36Y/s320/P7262743.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 185px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNc9xqJfI/AAAAAAAAOMQ/FV48bgQcYnM/s1600-h/P7262530.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364294528677848562" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNc9xqJfI/AAAAAAAAOMQ/FV48bgQcYnM/s320/P7262530.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 316px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Eidur Gudjohnsen udziela wywiadu Bratu&lt;/span&gt;)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNsEkPE0I/AAAAAAAAOMY/WSPfAbr8VFw/s1600-h/P7262710.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364294788198634306" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHNsEkPE0I/AAAAAAAAOMY/WSPfAbr8VFw/s320/P7262710.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Heurelho Gomes&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Zaskakujące jednak było często zachowanie piłkarzy, którzy odmawiali wywiadów komukolwiek, np. Messi czy Boruc, ale także większość innych zawodników. Jednak z drugiej strony byli także inni zawodnicy, którzy z przyjemnością udzielali wywiadów, jak np. Łukasz Załuska (Celtic Glasgow), Heurelho Gomes (Tottenham Hotspur) czy Eidur Gudhjonsen (FC Barcelona). Z ciekawszych obserwacji - niektórzy piłkarze przechodzą przez mixed zone ze słuchawkami w uszach, jednak... wcale nie słuchają muzyki, tylko czekają aż ktoś poprosi ich o wywiad. Jeśli nie - mają wytłumaczenie, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;słuchałem muzyki, wyglądałem na zajętego&lt;/span&gt;. Jeśli tak - udzielę. Najlepszy przykład to Giorgios Samaras, który udzielił około pięciu (!) wywiadów i oczywiście jako ostatni zameldował się na pokładzie autokaru Celtiku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHODBqtOoI/AAAAAAAAOMg/AVqHP9DgRv8/s1600-h/P7262729.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364295182557461122" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHODBqtOoI/AAAAAAAAOMg/AVqHP9DgRv8/s320/P7262729.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 238px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Giorgios Samaras&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Zdarzyło się kilka przypadków, kiedy piłkarz przechodził obok dziennikarzy i nikt nie poprosił go o wywiad. Zastanowiłem się co w takiej chwili czuje ów gracz – czy jest to rozgoryczenie i niechęć do dziennikarzy, czy też może poczucie „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ok, teraz nie chcecie ze mną wywiadu, ale następnym razem zagram tak że jeszcze się kolejka do mnie ustawi!&lt;/span&gt;”?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Inna sprawą są konferencje prasowe. Po każdym meczu, zjawia się przynajmniej:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;trener (Celtic)&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHOvlhx-RI/AAAAAAAAOMw/hrtWc7vBCtw/s1600-h/P7242490.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364295948097943826" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHOvlhx-RI/AAAAAAAAOMw/hrtWc7vBCtw/s320/P7242490.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;trener z rzecznikiem prasowym (Tottenham)&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHO4_Cp2rI/AAAAAAAAOM4/yZkmtBV2bI8/s1600-h/P7242747.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364296109565532850" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHO4_Cp2rI/AAAAAAAAOM4/yZkmtBV2bI8/s320/P7242747.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;trener z rzecznikiem prasowym i tłumaczem/tłumaczką (FC Barcelona/Al Ahly).&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHPKdVKfPI/AAAAAAAAONA/IqB43WJ9kW4/s1600-h/P7242623.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364296409754008818" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHPKdVKfPI/AAAAAAAAONA/IqB43WJ9kW4/s320/P7242623.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Dzięki konferencjom prasowym zespołów z czterech różnych krajów dowiedziałem się także wiele o kulturze dziennikarstwa. Niestety, najgorzej wypadła kultura egipska - "dziennikarze" egipscy podczas konferencji głównie przeszkadzali, wchodzili w kadr kamer, nie wyłączali telefonów nawet gdy było to proszone na początku, zadawali naprawdę bzdurne pytania z naciskiem na swoją ekipę, ale najlepsze dla mnie było ich zachowanie podczas ostatniego meczu, w niedzielę. Al Ahly grało z Barceloną, obok mnie siedział "guru" dziennikarzy egipskich, wywnioskowałem to po tym, że inni Egipcjanie ciągle przychodzili się go pytać o najróżniejsze rzeczy. Najciekawsze było dla mnie to, że w pewnym momencie na ekranach na stadionie pojawiły się ujęcia trenera Barcelony, Guardioli, i trenera Tottenhamu, Redknappa, a wyżej wymieniony jegomość zapytał się mnie... kim oni są, czy to ktoś znany. Podobnie było z ekipą Barcelony - musiałem wskazać na liście zawodników którzy to "ci najsłynniejsi"... Rozumiem egocentryzm dziennikarzy egipskich, kiedy ich zespół wygrywa seryjnie mistrzostwo kraju i kontynentu, ale bez przesady... Ostatni mecz turnieju, który przyciągnął na trybuny największą liczbę fanów, spędzili... robiąc sobie nawzajem zdjęcia. Szok.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHOWxDSp6I/AAAAAAAAOMo/wImwPEbLg_A/s1600-h/P7262803.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364295521694558114" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHOWxDSp6I/AAAAAAAAOMo/wImwPEbLg_A/s320/P7262803.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Innym smaczkiem są słowa powiedziane "nieoficjalnie", jednak jednocześnie nauczyłem się żeby traktować je z rezerwą. Przykład - w piątek, po zakończeniu oficjalnej części konferencji, menedżer Tottenhamu został otoczony wianuszkiem dziennikarzy i powiedział, że Patrick Vieira dołączy do jego zespołu w poniedziałek. Dla niezorientowanych - była to prawdziwa bomba, ponieważ Vieira przez wiele lat grał dla Arsenalu, odwiecznego rywala Tottenhamu, i jego przyjście teraz do rywala zza miedzy to prawdziwa sensacja. Takie słowa nie mogą paść podczas oficjalnej części konferencji, kiedy mówi się o oficjalnych rozmowach, transferach... Jednak najciekawsze było zakończenie tej sytuacji - kiedy Redknapp wrócił do swoich zawodników, najstarszy z dziennikarzy powiedział wszystkim naokoło "publikujemy to dopiero w niedzielę" i dopiero po uzyskaniu potwierdzenia od każdego kółko się rozeszło. Jednak do tej pory (środa) nie ma oficjalnych informacji na temat tego sensacyjnego transferu, dlatego właśnie nauczyłem się patrzeć na takie sensacje z przymrużeniem oka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Wiele nie zostało tu jeszcze napisane, ale i tak przekroczyłem już zapewne limit na jedną notkę. Postaram się, aby kolejna została opublikowana za dwa dni. Póki co zapraszam do &lt;a href="http://picasaweb.google.co.uk/Ex.Tomm/WembleyCupDay1"&gt;mojej galerii zdjęć&lt;/a&gt; z tego wydarzenia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHP4nPo1LI/AAAAAAAAONQ/JT55B4v6x1g/s1600-h/P7242389.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5364297202689168562" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHP4nPo1LI/AAAAAAAAONQ/JT55B4v6x1g/s320/P7242389.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S. Relacje z meczów i wywiady:&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;1) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12211.html"&gt;Relacja z meczu&lt;/a&gt; Al Ahly - Celtic Glasgow&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;2) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12218.html"&gt;Relacja z meczu&lt;/a&gt; Tottenham Hotspur - FC Barcelona&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;3) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12255.html"&gt;Relacja z meczu&lt;/a&gt; Al Ahly - FC Barcelona&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;4) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12259.html"&gt;Relacja z meczu&lt;/a&gt; Tottenham Hotspur - Celtic Glasgow&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;5) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12249.html"&gt;Wywiad&lt;/a&gt; z menadżerem Tottenhamu, Harrym Redknappem&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;6) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12338.html"&gt;Wywiad&lt;/a&gt; z piłkarzem FC Barcelona, Eidurem Gudjohnsenem&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;7) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12315.html"&gt;Wywiad&lt;/a&gt; z polskim bramkarzem Celticu Glasgow, Łukaszem Załuską&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;8) &lt;a href="http://www.igol.pl/article,12236.html"&gt;Konferencja prasowa&lt;/a&gt; trenera FC Barcelona, Josepa Guardioli (moje tłumaczenie z jęz. hiszpańskiego/katalońskiego)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;9) Wywiad z zawodnikiem Tottenhamu Hotspur, Johnem Bostockiem (w przygotowaniu)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-3055675190021044096?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/3055675190021044096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=3055675190021044096' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3055675190021044096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3055675190021044096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/07/dziennikarzem-byc.html' title='Dziennikarzem być'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SnHLwU88SWI/AAAAAAAAOLY/xkLYBUJXj4I/s72-c/P7242373.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-1200834909860566937</id><published>2009-07-08T18:58:00.015+02:00</published><updated>2009-07-08T19:49:20.947+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='onet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bbc'/><title type='text'>Onecizmom mówię "nie"!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Do napisania tej notki zainspirowało mnie samo życie. Jak każdego poranka na emigracji skupiłem się na przejrzeniu newsów ze świata i głównie z Polski. Jak zawsze największą uwagę skupiłem na wiadomościach sportowych i to co ujrzałem tego ranka było tak porażające, że musiałem to skomentować w postaci notki na blogu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wiedziałem, że w internetowym światku funkcjonuje określenie "onecizm". Co ono oznacza? W skrócie, są to nagłówki wiadomości (tzw. "headlines'y"), które nie mówią jednoznacznie czego dotyczy wiadomość. O ile w sporadycznych przypadkach może nie być to irytujące, tak to co zobaczyłem dziś na głównej stronie onet.pl sprawiło że straciłem szacunek dla redaktorów tego portalu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTRBZKDyQI/AAAAAAAANjI/HQBa3V8xDaw/s1600-h/01.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 201px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTRBZKDyQI/AAAAAAAANjI/HQBa3V8xDaw/s320/01.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356135678713514242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;źródło: onet.pl&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przejdźmy do konkretów. Najważniejszy news - "&lt;a href="http://sport.onet.pl/74421,1248722,2004578,,transferowe_szalenstwo_nabiera_tempa__polak_zarobi_fortune,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transferowe szaleństwo nabiera tempa, Polak zarobi fortunę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Ok, to jeszcze nie jest najgorsze, ponieważ większość fanów sportu w Polsce wie że chodzi o łodzianina Marcina Gortata. Ale czy nie można było wpisać "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gortat&lt;/span&gt;" zamiast "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polak&lt;/span&gt;"?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jednak dalej jest już coraz gorzej. "&lt;a href="http://sport.onet.pl/74421,1248722,2004611,,gwiazdor_chce_grac_dla_polski__wszystko_zalezy_od_prezydenta,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gwiazdor chce grać dla Polski, wszystko zależy od prezydenta&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Po pierwsze - gwiazdor... czego? Jakiej dyscypliny? Pierwsze moje skojarzenie to Ludovic Obraniak, Francuz z polskimi korzeniami grający w OSC Lille, ale on ma już przecież obywatelstwo i zagra w sierpniu... I o prezydenta czego? Polski? Więc o kogo chodzi? Już wyjaśniam - o Davida Logana, gwiazdę Asseco Prokom Sopot... Gwiazda? A i owszem, i to Euroligi, jednak nie można było od razu podać "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Logan chce grać dla Polski&lt;/span&gt;"? Nie, bo przecież kto by otworzył tę stronę. Swoją drogą - brawa dla autora, poprawna nazwa sponsora to "Asseco", nie "Asecco".&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Idziemy dalej. "&lt;a href="http://sport.onet.pl/74421,1248722,2004766,,euroliga_mistrz_polski_poznal_rywali,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Euroliga: mistrz Polski poznał rywali&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Bo przecież nie można napisać "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Asseco Prokom Sopot poznał rywali&lt;/span&gt;", zbyt duża reklama, prawda? Co ciekawsze - tym razem "Asseco" w treści artykułu napisane poprawnie, jednak w opisie zdjęcia nadal "Asecco"...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kolejny news - "&lt;a href="http://sport.onet.pl/74331,1248675,2004734,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Brazylijski piłkarz chce grać w polskiej kadrze&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Ciekawe. Przynajmniej dyscyplinę znamy, zatem zawęża nam to zakres poszukiwać do 5 piłkarzy na poziomie polskiej ekstraklasy oraz 5 piłkarzy z pierwszej ligi (niżej chyba nie wypada się Brazylijczykom zapuszczać)... Ale zaraz, kto powiedział że chodzi o polską ligę? Zatem zakres poszukiwań znowu się rozszerza do milionów, bo może każdy Brazylijczyk chce pójść śladem Rogera i zagrać choćby na Mistrzostwach Europy? Żeby nie trzymać dłużej czytelnika w niepewności wyjaśnię, że chodzi o Hernaniego, obrońcę Korony Kielce, który złożył wniosek o polski paszport. Co więcej, ciekawy jest powód dla którego chciałby grać w polskiej reprezentacji, a nie brazylijskiej. Cytuję "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Temat reprezentacji Brazylii dla mnie jest chyba zamknięty z powodu sporej ilości graczy wielkiego formatu. W Polsce myślę, że będę miał spore szanse na powołanie.&lt;/span&gt;" Śmiać się czy płakać?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Następny tytuł to również coś pięknego, prawdziwa perełka! "&lt;a href="http://sport.onet.pl/0,1248730,2004585,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Anglicy złożyli ofertę reprezentantowi Polski&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Co z tego wynika? Anglików jest ponad 50 milionów. Reprezentantów Polski - zważywszy ogrom dysyplin liczba ta może iść w setki tysięcy... O co chodzi autorowi? Angielski klub żużlowy Eastbourne (swoją drogą niedaleko Brighton oraz miasto, w którym Agnieszka Radwańska wygrała swój czwarty turniej WTA) złożył ofertę Grzegorzowi Walaskowi z Falubazu Zielona Góra. Prawda że każdy się tego domyślił po tytule?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Następna wiadomość - "&lt;a href="http://sport.onet.pl/74327.3,1248704,2004716,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wychowanek Realu na celowniku Barcelony&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Załóżmy że chodzi o piłkę nożną, aczkolwiek drużyna koszykarska Realu Madryt to jedna z najlepszych ekip w Europie. Rocznie szkółka ta wydaje ponad dwustu zawodników, z których wielu staję się potem gwiazdami, co daje nam liczbę około tysiąca potencjalnych "wychowanków" A Barcelona? Chodzi o FC Barcelona, czy Espa&lt;span style="font-family:Times New Roman,serif;"&gt;ñ&lt;/span&gt;ol? I o jakiej dyscyplinie w końcu mówimy? Koszykarze FC Barcelona to "zaledwie" 15-krotni mistrzowie Hiszpanii, przy 19 tytułach piłkarzy. Zatem o co chodzi? O skrzydłowego Valencii, Juana Manuela Matę, który z Realem Madryt... nie ma już nic wspólnego! Każdy go zna, prawda? Oczywiście, że tylko najwięksi znawcy futbolu przytakną. Ale kto by przeczytał o Juanie Manuelu Macie, piłkarzu Valencii? Prawie nikt. A o wychowanku Realu przenoszącym się do Barcelony? No właśnie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zakończę pastwienie się nad onetem i przejdę do innych serwisów, wszakże zaraz mogłyby się podnieść głosy że nikt mi nie każe czytać onetu. Zatem - proszę bardzo. wp.pl i dział sportu:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTTIWZGmtI/AAAAAAAANjQ/yz5BG_RP9C0/s1600-h/02wppl.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 271px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTTIWZGmtI/AAAAAAAANjQ/yz5BG_RP9C0/s320/02wppl.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356137997253647058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;źródło: wp.pl&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"&lt;a href="http://sport.wp.pl/kat,1786,title,Rywale-Asseco-Prokom-w-Eurolidze,wid,11296717,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mistrz Polski trafił na Real Madryt!&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;" - mistrz... w bierki? Nie, oczywiście że w kosza, ale jakże lepiej to brzmi! A że wylosował także na Panathinaikos Ateny (aktualnego zwycięzcę Euroligi!), Armani Jeans Mediolan, Chimki Moskwa i EWE Baskets Oldenburg - tego nikt już nie musi wiedzieć, tak z szacunku do rywala...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Znajdziemy także informację o wychowanku Realu Madryt grającym w Valencii, oraz wiele ciekawych i wiele mówiących newsów – "&lt;a href="http://sport.wp.pl/kat,1809,title,Gortat-dostanie-33-mln-dolarow,wid,11295582,wiadomosc.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Megaoferta dla Polaka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;" - kogo? Wstydzi się swojego nazwiska, że zabronił jego podawania? "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;81 milionów za piłkarza&lt;/span&gt;" - KOGO?! Nie skomentuje użycia słowa "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;debil&lt;/span&gt;" w treści newsa dnia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Żeby się dobić, poszedłem dalej - gazeta.pl:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTWBRZywBI/AAAAAAAANjY/wIGYnybcz4c/s1600-h/03gazetapl.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 120px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTWBRZywBI/AAAAAAAANjY/wIGYnybcz4c/s320/03gazetapl.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356141174190161938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;źródło: gazeta.pl&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Amerykańska gwiazda zacznie zgrupowanie z Polską&lt;/span&gt;" - dobrze że chociaż zdjęcie jest, chodzi o wspomnianego wyżej Logana. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oni będą rządzić w lidze&lt;/span&gt;" - jakiej lidze? Kiedy? "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lepszy od Federera&lt;/span&gt;" - kto? "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jest ratunek dla Wawrzyniaka? | Z Legii do Hiszpanii&lt;/span&gt;" - no tak, mało klubów w Hiszpanii i przeciętny fan nie zna żadnego oprócz Realu i Barcelony... Ale rodzynek to "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Grecy chcieli bramkarza Legii, a w końcu kupili Polaka&lt;/span&gt;". Dyscyplina? Kluby? I najważniejsze - kogo?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Na sam koniec jeszcze interia.pl:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTYPpv3JXI/AAAAAAAANjg/-rwMx7ui91E/s1600-h/04interiapl.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 162px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTYPpv3JXI/AAAAAAAANjg/-rwMx7ui91E/s320/04interiapl.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356143620266599794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;źródło: interia.pl&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niemcy chcą napastnika Realu&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polak gotowy na wojnę w ringu&lt;/span&gt;" - to tylko przykłady...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Żeby uratować choć resztkę nadziei na normalne dziennikarstwo, zerknąłem jeszcze na tvn24.pl. Niestety... "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wybronił Amstronga, pomoże Polakowi&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Real na drodze mistrza Polski&lt;/span&gt;" - zupełnie jakby ktoś skopiował wiadomości z innych portali.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Naprawdę, czytając te tytuły wiadomości załamałem się. Tu nie chodzi tylko o onet - wszyscy redaktorzy zachowują się jakby te wiadomości pisała jedna osoba, kontrolująca wszystkie serwisy sportowe. Przyjmijmy dla wygody że tak jest, że dziennikarze mają jedną jaźń. Czy w takim razie ta jedna osoba ma aż tak niskie zdanie o czytelniku? Czy musi zniżać się cały czas do poziomu "Faktu" lub "Super Expresu"?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ta notka to swojego rodzaju apel do redaktorów najpoczytniejszych serwisów informacyjnych. Aby przestały traktować czytelnika jak idiotę. Wiem, że obecnie cały system edukacji wręcz do tego dąży - aby ogłupić społeczeństwo (wszakże im głupsze społeczeństwo, tym łatwiej nim rządzić), jako przykład wystarczy podać brak rachunku różniczkowego na maturze z matematyki. Rozumiem, że może większość społeczeństwa nie ma wykształcenia wyższego (i całe szczęście, wtedy dyplom magistra niewiele by znaczył), ale to nie znaczy że ta większość to niedorozwinięte półgłówki, które nie rozumieją co się do nich mówi...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wystarczyło mi tylko zerknięcie na serwis bbc.co.uk aby poczuć różnicę. &lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTYnqhJX3I/AAAAAAAANjo/DrMjcDa_9Sk/s1600-h/05bbccouk.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 315px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTYnqhJX3I/AAAAAAAANjo/DrMjcDa_9Sk/s320/05bbccouk.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356144032790175602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;źródło: bbc.co.uk&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Każdy serwis - czy to sportowy, czy biznesowy, czy z plotkami - można edytować aby wybrać najbardziej interesujące dla czytelnika wiadomości. Co więcej, od początku są one jasne i klarowne - filtr "football" i wiem już że Bowyer przechodzi do Birmingham (a nie "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wychowanek Charlton Athletic w beniaminku Premier League&lt;/span&gt;", Van Persie podpisał nowy, długoterminowy kontrakt z Arsenalem (zamiast "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Holender na długo w klubie Fabiańskiego&lt;/span&gt;"). Jest różnica? Ogromna.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zatem Drogi Czytelniku, jeśli nie zwracałeś do tej pory na to uwagi, zwróć ją teraz na ten problem - tak, to jest problem. Co ja do tej pory zrobiłem? Choćby napisanie tej notki. Dodatkowo to nic trudnego skomentować dany artykuł - ja osobiście robię to często, głównie na wspomnianym onecie. Natomiast kiedy tylko zauważam "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Więcej w Fakcie&lt;/span&gt;" lub "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Źródło: Fakt&lt;/span&gt;" ew. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Źródło: SuperExpress&lt;/span&gt;" - błagam, zróbcie to samo co ja - zamknijcie natychmiast okno z tą wiadomością, nie czytając jej. Dla swojego dobra, szanujcie swój intelekt. Nie dajcie się ogłupić.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S. Na sam koniec jeszcze tylko mały bonus - &lt;a href="http://www.joemonster.org/art/10277/Onecizmy_czyli_jak_wielkie_portale_robia_nas_w_balona"&gt;nie tylko ja&lt;/a&gt; zwróciłem na powyższy problem uwagę. Całe szczęście.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-1200834909860566937?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/1200834909860566937/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=1200834909860566937' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/1200834909860566937'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/1200834909860566937'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/07/onecizmy-ogupianie.html' title='Onecizmom mówię &quot;nie&quot;!'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SlTRBZKDyQI/AAAAAAAANjI/HQBa3V8xDaw/s72-c/01.png' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-5973510311142996242</id><published>2009-06-28T17:15:00.011+02:00</published><updated>2011-03-31T21:00:46.693+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wilki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vavamuffin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kravitz Lenny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wianki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Markowska Patrycja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kraków'/><title type='text'>Re(we)lacja - Wianki '09, Kraków</title><content type='html'>Kto: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wilki, Vavamuffin, Patrycja Markowska, Lenny Kravitz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;20.06.2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdzie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bulwary Wiślane, Kraków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Oj długo za długo zabierałem się za napisanie tej relacji, ponad tydzień... Ale muszę się podzielić swoimi wrażeniami, bo pomimo upływu czasu emocje są nadal wciąż żywe.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;W Krakowie zameldowałem się już przed południem. Zostawiwszy rzeczy, mogłem w spokoju po raz kolejny skupić się ze znajomymi na tym, za co kocham Kraków - na poznawaniu atmosfery tego miasta, głownie Starego Miasta, wszystkich małych bocznych uliczek etc. Cały dzień czuć było w powietrzu atmosferę czegoś wielkiego i wyjątkowego, co już wkrótce się wydarzy - i nie myliłem się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSdBoL2CI/AAAAAAAAMdU/LksQelVCnKc/s1600-h/07.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352407709503969314" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSdBoL2CI/AAAAAAAAMdU/LksQelVCnKc/s320/07.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Koncert miał zacząć się punkt 18, jednak w wyniku problemów technicznych (o których za chwilę) zaczął się dopiero godzinę później. Zanim jednak przejdę do właściwej części koncertu, skupię się na tym, co najbardziej wpłynęło na późniejszy jego przebieg.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeRo3Xy_tI/AAAAAAAAMc0/L0NwHrweVT4/s1600-h/27.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352406813397679826" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeRo3Xy_tI/AAAAAAAAMc0/L0NwHrweVT4/s320/27.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Przede wszystkim, lokalizacja sceny i publiczności. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia, aby zrozumieć co mam na myśli. Scena była usytuowana po jednej stronie Wisły, natomiast publika znajdowała się... po drugiej. Początkowo, kiedy słońce było jeszcze wysoko na niebie uważałem to za ogromny błąd organizatorów - jaki sens ma występ, w którym publika jest tak oddzielona od artysty? Dodatkowo, środek sceny był zasłonięty przez ogromny telebim, co skutecznie uniemożliwiało widzenie najważniejszej części sceny przez sporą część publiczności. Rozumiem organizatorów, że zapewne była to najlepsza możliwa decyzja o ulokowaniu wieży do nagłośnienia, ale chyba jednak można to było rozwiązać inaczej. Ale wracając do koncertu i lokalizacji sceny - dopiero po zapadnięciu zmroku doceniłem obecność rzeki dzielącej publikę i Lenny'ego (bo tylko on występował po zmroku). Od początku jego wstępu z mostu nieopodal zaczęto puszczać "wianki" - idące w dziesiątki tysięcy małe lampki, które leniwie płynęły z nurtem rzeki przez całe dwie godziny trwania koncertu Kravitza. Uwierzcie mi, kiedy Lenny usiadł przy fortepianie i zaczął grać "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I'll be waiting&lt;/span&gt;" - wszystkie te element powyżej sprawiły, że nad Bulwarami Wiślanymi rozpostarła się aura prawdziwej magii.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Drugi element, na który już niestety nikt nie miał wpływu, to pogoda. Nie dopisała ona podczas tego koncertu, wielu widzów musiało często mocno się nagimnastykować aby ujrzeć cokolwiek przez morze parasoli dookoła. Dopiero na ostatnią godzinę koncertu przestało padać, zawsze lepsze to niż nic... Jednak wszechobecność parasoli i często brak kultury ich właścicieli (którzy m.in. nie potrafili zrozumieć że mogliby zamknąć parasol zamiast wbijać go komuś w oko) sprawiły, że momentami atmosfera wśród publiczności nie była najlepsza.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Ale skupmy się w końcu na występach artystów. Jak już wspomniałem, koncert zaczął się z powodów technicznych godzinę później niż planowano na skutek czego nie wystąpił pierwszy z zespołów - The Poise Rite. Szkoda chłopaków, nigdy ich nie słyszałem, jednak po zapoznaniu się z ich stroną internetową mam dla nich jedną, szczerą radę - pisać o zespole, który powstał nie tak dawno że "już raczej nie trzeba przedstawiać nikomu" to aż za duży przykład zarozumialstwa. Z całym szacunkiem dla Waszej muzyki, nawet podpartej występami na Glastonbury czy Openerze - więcej pokory, panowie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Dobrze, czas zacząć opisać tych, którzy pojawili się na scenie tego wieczora. Pierwsze na scenie zameldowały się Wilki i zaczęły falstartem spowodowanym przemoknięciem kabli. Jednak po chwili panowie byli już gotowi i punkt 19 zaczęli swoje show. Grając m.in. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Urke&lt;/span&gt;" czy wymęczonego przez prowadzących koncert Oliviera Janiaka i Piotra Metza bisa "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baśkę&lt;/span&gt;" sprawili, że po ich półgodzinnym występie publika zaczęła się bawić. Dalej było coś głownie dla fanów reagge i dancehallu - występ zespołu Vavamuffin. Im także udało się porwać publikę, głównie jej młodszą część. Nie zabrakło oczywiście "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jah jest prezydentem&lt;/span&gt;", a za swój 45-minutowy występ zakończony długim bisem zostali nagrodzeni gromkimi brawami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;W czasie oczekiwania na występ kolejnych artystów publika była zmuszona wysłuchiwać przemówień Oliviera Janiaka oraz Piotra Metza (redaktora naczelnego miesięcznika Machina). Z całym szacunkiem dla tych dwóch panów i dla ich ciężkiego zadania jakim było mówienie przez kilkanaście minut o niczym - chyba jednak byłoby lepiej dla organizatorów koncertu dać prowadzącym także wytyczne i o tym, że mogą także... milczeć, bo wiele razy publika wręcz zasypiała podczas ich przemów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSJv981RI/AAAAAAAAMdE/zyeaYMXCc90/s1600-h/34.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352407378345907474" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSJv981RI/AAAAAAAAMdE/zyeaYMXCc90/s320/34.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;O godzinie 20:25 na scenie zameldowała się Patrycja Markowska. Zagrała większość z utworów, które śmiało mogłyby znaleźć się na płycie "The Best Of..." - "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kameleon&lt;/span&gt;" z wplecionym motywem "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Satisfaction&lt;/span&gt;" The Rolling Stones'ów, rewelacyjnie wykonane "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kilka prostych prawd&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jeszcze raz&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Twist and Shout&lt;/span&gt;" (udana próba poderwania publiki), "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świat się pomylił&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kołysanka&lt;/span&gt;" oraz na bis "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy zgasną światła&lt;/span&gt;". Szczerze to obok tego występu przeszedłem nieco obojętnie, pomimo iż jest kilka utworów tej artystki, które bardzo cenię. Nie można zarzucić że Patrycja się nie starała - wprost przeciwnie, szalała na scenie, łącznie z rozbieraniem gitarzysty ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na normalnych koncertach zapraszam kogoś z publiki i go rozbieram, ale skoro jesteście tak daleko to dziś tego zaszczytu dostąpi... gitarzysta&lt;/span&gt;"). Dało się jednak także odczuć, że publika czeka już z niecierpliwością na występ gwiazdy wieczoru. W czasie blisko godzinnego oczekiwania na przygotowanie sceny (po przejściu ok. 20 kilometrów tego dnia i już kilkugodzinnym staniu nogi zaczęły się buntować) zacząłem doceniać umiejętności prowadzących - ja chyba nie potrafiłbym przez blisko godzinę stać i mówić o niczym ;-)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Po występie Patrycji Markowskiej i w czasie oczekiwania na końcowy występ publika została nagrodzona pokazem spadochronowym. Na tle ciemnego nieba imponujące były zwłaszcza lądowania spadochroniarzy... w Wiśle.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeR_gumN_I/AAAAAAAAMc8/OuEP0qEslGU/s1600-h/33.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352407202456287218" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeR_gumN_I/AAAAAAAAMc8/OuEP0qEslGU/s320/33.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. R. Grabowski&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Występ Lenny'ego Kravitza zaczął się o 22:25 od potężnego uderzenia - "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Freedom Train&lt;/span&gt;", a następnie "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bring It On&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;It Ain't Over Til' It's Over&lt;/span&gt;". Początkowo około ok. 70-tysięczna publika dość niemrawo przyjęła artystę, jednak w rytm bujanego "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I Belong to You&lt;/span&gt;" już większość z fanów zaczęła śpiewać razem z Lennym. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Flower Child&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Believe&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Where Are We Runnin'&lt;/span&gt;" z wstawką "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Another brick in the wall&lt;/span&gt;" Pink Floyd wypadły naprawdę wyśmienicie, jednak najlepsze tego wieczora miało dopiero nadejść. Najpierw 15-minutowe "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I'll Be Waiting&lt;/span&gt;" wykonane przez Kraviza na fortepianie z absolutnie zachwycającym solo na gitarze elektrycznej sprawiło, że nawet Lenny dał się ponieść atmosferze tego wydarzenia - po zakończeniu utworu wyszedł na scenę "uzbrojony" w aparat z potężnym flashem i powiedział: "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I have to take a picture, it's crazy!&lt;/span&gt;". I owszem, było! Chwilę później publika szalała przy dźwiękach "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Always on the Run&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dancin Til' Dawn&lt;/span&gt;", a szaleństwa publiczności podczas "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fly Away&lt;/span&gt;" nie da się opisać słowami. Swój występ zakończył "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Woman&lt;/span&gt;", jednak publika nie musiała długo czekać na powrót swojego idola na scenę. Jako pierwszy bis - "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Let Love Rule&lt;/span&gt;", tytułowy utwór tej trasy koncertowej na 20-lecie pierwszej płyty Lenny'ego pod tym właśnie tytułem. Równo o północy zaczął grać swojego ostatniego bisa tego wieczoru - po raz pierwszy wyszedł "uzbrojony" w swoją charakterystyczną gitarę - Gibsona Flying V, charakterystyczną "strzałę" i fenomenalnie wykonał "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Are You Gonna Go My Way&lt;/span&gt;". Pomimo prób wywołania gwiazda wieczoru nie pojawiła się już na scenie, ale to w niczym nie umniejsza tego koncertu. O takich koncertach mówi się po angielsku "awesome", po polsku chyba najbardziej pasuje: "nie z tej ziemi".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSTOVQBhI/AAAAAAAAMdM/HUGlSFl5eh8/s1600-h/39.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352407541115520530" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSTOVQBhI/AAAAAAAAMdM/HUGlSFl5eh8/s320/39.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 235px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Wieczór zakończył imponujący pokaz sztucznych ogni, trwający ponad kwadrans. Następnie byłem świadkiem czegoś, czego doświadczyłem po raz pierwszy w życiu. Tłum kilkudziesięciu tysięcy ludzi skierował się na Rynek Krakowa, aby dalej się bawić... I jak tu nie kochać tego miasta?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Mało jest rzeczy, do których po takim koncercie można się przyczepić, jednak było ich kilka. Przede wszystkim uwaga do widzów - pierwszą rzeczą są oczywiście parasolki, natomiast inną jest to, że na koncercie są dookoła nas także i inni ludzie, często dzieci, dlatego może ciężko niektórym w to uwierzyć, ale palenie w takim tłumie powinno być naprawdę karalne...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Podsumowując - kiedy tylko będzie w przyszłości okazja, nie zawaham się ani przez chwilę i pojadę na taki koncert, nawet jeśli bilet będzie kosztował niemało. Dlaczego? Odpowiedź po takich koncertach jest bardzo prosta - bo warto!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-5973510311142996242?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/5973510311142996242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=5973510311142996242' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5973510311142996242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/5973510311142996242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/06/rewelacja-wianki-09-krakow.html' title='Re(we)lacja - Wianki &apos;09, Kraków'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SkeSdBoL2CI/AAAAAAAAMdU/LksQelVCnKc/s72-c/07.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-6702467509043694037</id><published>2009-06-09T00:39:00.002+02:00</published><updated>2009-06-09T00:41:37.943+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wybory'/><title type='text'>Dzień potrójnie wyjątkowy</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Tego roku 7. czerwca był dla mnie datą potrójnie wyjątkową. Po pierwsze i najważniejsze, był to dzień 23. rocznicy urodzin mojego Brata, z którym spotkania już nie mogę się doczekać. Po drugie, tego dnia zakończył się BEST Polish Meeting w Sulejowie, podczas spędziłem 3 fantastyczne dni bawiąc się w towarzystwie Beściaków z całej Polski. I po trzecie, najważniejsze z punktu widzenia mnie jako obywatela - tego dnia odbyły się drugie w Polsce wybory do Europarlamentu i o tym właśnie będzie ta notka - zupełnie niezwiązana z muzyką, z Erazmusem, ale wydarzenie na tyle ważne dla mnie, że postanowiłem o nim napisać parę zdań.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Zacznę od swojego postrzegania dnia takiego jak wybory. Przede wszystkim, nie wiem czy jest to spowodowane moim wychowaniem, czy też tym że naprawdę bardzo interesuję się polityką zarówno wewnętrzną-polską, jak i międzynarodową, czy też czymś innym. Tego dnia, kiedy wracałem "wykończony" po pobycie w Sulejowie, główną myślą jaka chodziła mi po głowie było "Tomasz, musisz iść na wybory, odpoczniesz jak tylko zagłosujesz". Sen, zmęczenie i inne przyziemne sprawy na chwilę straciły znaczenie - liczyło się tylko oddanie ważnego głosu. Dlaczego teraz tak to podkreślam? Z prostej przyczyny - nie jestem w stanie pojąć, jak ktoś na pytanie "Dlaczego nie zagłosowałeś/aś w wyborach?" odpowiada mi "Po co?"...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Dla mnie jest to coś na kształt obowiązku. Oczywiście nie ustanowionego nigdzie w postaci odpowiedniego aktu prawnego, nie, coś na zasadzie moralnego obowiązku aby pójść i wziąć odpowiedzialność za mój kraj, oraz za mój kontynent w swoje ręce. Niby to tylko jeden głos, ale tak naprawdę te "tylko jedne głosy" urastają w setki, tysiące, dziesiątki tysięcy i tak dalej. Choćbym nie wiem jak chciał, nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy nie idą do urn. Dla mnie też trudno było odpowiedzieć na problem pt. "Nie ma na kogo głosować", ale wtedy można przecież oddać pusty głos - podkreślić tylko że się było na wyborach, że chce się mieć wpływ na swoją przyszłość, mimo iż w danej chwili jest to niemożliwe. Jestem dumny z Brata, który aby zagłosować musiał wiele się w Wielkiej Brytanii natrudzić, ale udało mu się to.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Mimo iż kandydat na którego głosowałem nie dostał mandatu europosła, to i tak czuję, że zrobiłem coś, co zrobić musiałem i nie będę rozpaczał, licząc że inni kandydaci również dobrze będą reprezentować mnie, zwykłego polskiego obywatela, w Parlamencie Europejskim. W swoim dotychczasowym życiu brałem udział we wszystkich dotychczasowych wyborach, czy to do parlamentu, czy to na przewodniczącego klasy w podstawówce, czy to na prezesa mojej organizacji studenckiej - nie liczyło się i nadal nie liczy w jakiej sytuacji głosujesz - liczy się to, że chcesz brać swój los w swoje własne ręce. Dlatego też naprawdę wstyd mi, nie tylko jako Polak, ale jako Europejczyk, że frekwencja w Polsce wyniosła zaledwie 24,53%. Zaledwie co czwarty z nas zagłosował... Wstyd.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Zastanawiałem się ostatnio nad krajami typu Belgia czy Malta, gdzie głosowanie jest obowiązkowe i za niestawienie się bez poważnego usprawiedliwienia jest karane karą 250€. Rozmawiając o tym ze znajomymi spotkałem się z zarzutami, że jest to łamanie zasad demokracji etc. Ale z drugiej strony - to nie jest tak, że ludzie sami wypierają się tej demokracji, o którą tak walczyli? Moim zdaniem wprowadzenie obowiązku głosowania byłoby rewelacyjnym pomysłem. Może nie z tak ogromną dla przeciętnego Polaka karą, ale kara choćby kilkudziesięciu złotych mocno wpłynęłaby na lenistwo (lub może lepiej nazwać to po prostu głupotą?) obywateli? Niestety żyjemy w takim kraju, gdzie wyegzekwowanie powyższej kary zajęłoby czas do kolejnych eurowyborów...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Wspomniałem już o tym paradoksie, że w Polsce, gdzie mamy jeden z największych współczynników euroentuzjastów osiąga się tak niski wynik frekwencji, ale pragnąłbym go jeszcze tylko opisać w kilku zdaniach więcej. Kilka dni temu świętowaliśmy 20-tą rocznicę pierwszych wolnych wyborów w powojennej Polsce. Wtedy do urn poszło 62,70% uprawnionych, ludzi którzy wierzyli w możliwość zmian w ich życiu. Wtedy im się udało, dlatego zastanawiam się dlaczego teraz ludzie już nie wierzą że teraz też mają wpływ na ich życie?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="justify"&gt;Jestem Polakiem, jestem obywatelem i jestem dumny że zagłosowałem. Dlaczego zagłosowałem? Bo tak mi powiedział mój obywatelski obowiązek. Szczerze żałuję, że 75% pozostałych "obywateli" nie usłyszało tego zewu obowiązku...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-6702467509043694037?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/6702467509043694037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=6702467509043694037' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6702467509043694037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6702467509043694037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/06/dzien-potrojnie-wyjatkowy.html' title='Dzień potrójnie wyjątkowy'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-3203850492309529143</id><published>2009-05-10T12:26:00.008+02:00</published><updated>2011-03-31T20:59:41.700+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Normalsi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Statyści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Erasmus'/><title type='text'>Muzyka i ja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długo mnie tu nie było, proszę o wybaczenie, ale działy się w moim życiu ważne rzeczy - ustalania szczegółów wyjazdu na program Erasmus. Może trochę wybiegnę myślami naprzód, pomimo iż nie jest jeszcze pewne czy uda mi się wyjechać na rok do wymarzonej Valencii, ale mam zamiar w niedalekiej przyszłości zmienić cel tego bloga. Z tematyki muzycznej przekształci się on w coś na kształt pamiętnika z Erasmusa właśnie... Ale to jeszcze myśl przyszłości. Dodatkowo spotkała mnie niezbyt przyjemna kontuzja, mianowicie pękła torebka stawowa we wskazującym palcu prawej ręki i mam ograniczone pole manewru jeśli chodzi o pisanie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Póki co chciałbym odbyć podróż do przeszłości, mianowicie do czasów, kiedy to moja muzyczna kariera rozwijała się obiecująco, jeszcze miałem wystarczająco czasu aby móc realizować bez stresu swoją pasję. Dlaczego akurat o tym chciałbym napisać? Powód jest bardzo prosty - obejrzałem właśnie kilka koncertów mojego zespołu (podziękowania dla taty za ich uwiecznienie) i aż miło mi się na duszy zrobiło jak to oglądałem, aż chciało się powiedzieć "to były czasy" ;-) Będzie to coś na kształt podsumowania mojej muzycznej kariery, stosunkowo krótkiej, ale z której jestem dumny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sgat3Wf-L0I/AAAAAAAAKZA/iQkws7XnXU0/s1600-h/DSC_6275.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334141975111020354" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sgat3Wf-L0I/AAAAAAAAKZA/iQkws7XnXU0/s320/DSC_6275.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 213px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od tego, co w graniu było, jest i będzie najważniejsze. Koncerty to była kwintesencja wszystkich prób, ćwiczeń w domu, poświęcania swojego czasu dla zespołu, dla wspólnego grania... I kiedy widziało się, że choć kilka osób słuchających i oglądających nas na scenie chce nas dalej na tej scenie widzieć - było warto to wszystko robić. Łącznie podczas mojej muzycznej kariery zagrałem niewiele ponad czterdzieści koncertów, każdy na swój sposób wyjątkowy... Pierwsze koncerty to zawsze był największy stres, czy to w pierwszej kapeli która swój żywot zakończyła stosunkowo szybko, czy to w ostatniej, Statystach, z którymi zagrałem najlepsze z moich koncertów. Dla mnie to była raczej kwestia rutyny - im więcej koncertów grałem, tym bardziej byłem pewny że zagramy bez (większych) wpadek i tym mniej się stresowałem, choć zawsze był ten dreszczyk emocji, podniecenie i entuzjazm, że to już dziś wieczorem będziemy oceniani przez każdą osobę z osobna na widowni...  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Z koncertami najczęściej wiązało się jeszcze jedno raczej pozytywne zjawisko, mianowicie poznawało się dziesiątki nowych osób, z których można było zapamiętać na raz góra trzy i to tylko te, które czymś się naprawdę wyróżniały. Jeśli pojawiły się więcej niż raz czy dwa na koncercie to oczywiście prawdopodobieństwo zapamiętania danej osoby wzrastało. Później jednak często dochodziło do sytuacji kiedy szło się ulicą, robiło zakupy w galerii, było się na jakimś koncercie lub gdziekolwiek indziej i ktoś podchodził i się ze mną witał, a ja nie miałem najmniejszego pojęcia skąd mógłbym znać tę osobę... Nie mówię, że było to niefajne, ale były to sytuacje podobne do sytuacji, kiedy rano budzisz się a obok leży zupełnie nieznajoma osoba... Na szczęście takich "atrakcji" w życiu nie miałem ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Na samym początku na koncerty oczywiście przychodzili głównie znajomi, jednak porównując liczbę znajomych do całkowitej ilości osób na koncertach to liczba ta była odwrotnie proporcjonalna do liczby zagranych koncertów i to pokazywało nam, że coraz to nowi ludzie słyszeli o zespole i przychodzili z ciekawości posłuchać nas na żywo. Było to bardzo pozytywne zjawisko... nawet jeśli tymi nowymi osobami byli znajomi znajomych ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SgawNTGlwsI/AAAAAAAAKZY/qyP_1s0nwrM/s1600-h/MY2.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334144551179633346" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SgawNTGlwsI/AAAAAAAAKZY/qyP_1s0nwrM/s320/MY2.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Próba&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Kończąc temat koncertów muszę napisać o swoim ostatnim zagranym koncercie, który był ukoronowaniem trzyletniej gry z zespołem Statyści. 28.12.2007, Funaberya 2, support przed zespołem Normalsi, półtora tysiąca ludzi pod sceną. Możliwość zagrania supportu przed tym cenionym w łódzkim świecie muzycznym zespole była nagrodą za zajęcie I miejsca na Festiwalu FETA. Tak jak pisałem wcześniej, nerwów było nie mniej niż podczas każdego innego koncertu, ale co innego było wtedy ważne. Jeden moment zapamiętam do końca życia. Oświetlenie na tym koncercie było bardzo dobre, tzn. oślepiało wykonawców skutecznie i praktycznie nie mieliśmy możliwości zobaczenia nawet publiki, którą skrywał mrok, jedynie po odgłosach, brawach, gwizdach, krzykach wiedzieliśmy że tam są. I nagle po którymś z utworów światło zwrócono na publikę właśnie. Dla mnie był to szok absolutny, zamurowało mnie wtedy. Może na ekranie "półtora tysiąca osób" nie wygląda tak imponująco, ale można mi wierzyć - zobaczyć tyle ludzi zgromadzonych i słuchających Twojej muzyki, reagujących na nią... coś niesamowitego. Nie będzie mi dane zapewne w przyszłości już w takich okolicznościach występować, dlatego tym bardziej ta data i to wydarzenie tak zapadły mi już na zawsze w pamięć. Każdemu życzę, aby kiedyś coś takiego przeżył. Do końca koncertu grałem już na ogromnym luzie, szczęśliwy, spełniony...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Dlaczego musiałem porzucić zespół? Głównie z powodu zbyt wygórowanych jak na tamten czas żądań dotyczących udzielania się w zespole. Mimo iż bardzo chciałem dalej to ciągnąć, to jaki student I roku Politechniki oraz aktywny członek organizacji studenckiej miałem bardzo dużo na głowie, zbyt dużo. Trzy próby w tygodniu? Niemożliwe... Czas był największą przeszkodą, a dodatkowo decyzja o odejściu Crisa, wokalisty, który razem ze mną ukierunkowywał tworzoną muzyką na cięższe rejony. Bez niego Statyści byli skazani na bluesowe granie, które niestety ale mnie po tylu latach grania kojarzy się już teraz tylko ze "smęceniem"... Nie było energii, brakowało tego "czegoś", co sprawiłoby że publika mogłaby skakać pod sceną, zamiast siedzieć przy stolikach i kontemplować muzykę. Cris poświęcił się swojemu drugiemu zespołowi, ja nadrabianiu zaległości na studiach. Śmieszne w tej całej sytuacji jest to, że moje miejsce na basie zajął inny Tomek, a za mikrofonem stanął inny Krzysiek... Czyli w sumie załoga bez zmian ;-)  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Pomijając teraz moją kontuzję palca, gitara nadal zajmuje honorowe miejsce w moim życiu. Wiem, że nigdy nie sprzedam mojego Corta GB34A, nadal w wolnych chwilach (których mam ostatnio aż za dużo) często sięgam po moją przyjaciółkę i dalej jesteśmy w stanie grać muzykę, ku nieszczęściu sąsiadów. Miałem po odejściu od Statystów naprawdę wiele propozycji gry w innych zespołach, ale odmawiałem każdemu, jednak za każdym razem z coraz mniejszym przekonaniem, bo i tęsknota do występów coraz bardziej rośnie... Naprawdę, bardzo łatwo można uzależnić się od występów. Nie tak dawno temu byłem już prawie zdecydowany żeby dołączyć do składu, grającego melodyjny metal (rewelacyjny głos wokalistki, Duńczyk na perkusji, muzycy po szkołach muzycznych na gitarach), ale ostatecznie po dwóch próbach odmówiłem. Dlaczego? Z powodu wyjazdu na Erasmusa - postanowiłem że nie ma sensu angażować się w zespół, kiedy za pół roku nie będzie Cię już w Polsce i to przez cały następny rok, nawet jeśli zespół gra muzykę która najbardziej Ci odpowiada. Takie życie - sztuka wyborów.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SgatrjAWrMI/AAAAAAAAKY4/2fHMlISoMfs/s1600-h/14.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334141772309638338" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SgatrjAWrMI/AAAAAAAAKY4/2fHMlISoMfs/s320/14.JPG" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Chyba wystarczy na dziś... W najbliższych dniach postaram się napisać więcej o ostatnich wydarzeniach w moim życiu, bo idąc dziś o godzinie 6 rano 4,5km spacer znad rzeki Pilicy na najbliższy przystanek PKS-u stwierdziłem, że żyję zbyt intensywnym życiem kosztem obowiązków i rzeczy naprawdę ważnych. Czas przystanąć i spojrzeć dookoła, nie tylko przed siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-3203850492309529143?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/3203850492309529143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=3203850492309529143' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3203850492309529143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/3203850492309529143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/05/muzyka-i-ja.html' title='Muzyka i ja'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sgat3Wf-L0I/AAAAAAAAKZA/iQkws7XnXU0/s72-c/DSC_6275.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-6970690361732702703</id><published>2009-03-19T19:02:00.011+01:00</published><updated>2011-03-31T20:50:57.679+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Waliszewski Szymon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Skórka Tomasz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Najważniejszy dzień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Miasto doznań'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Happysad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Terroromans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muchy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wiraszko Michał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maciejewski Piotr'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trójka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Muchy - Terroromans</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Muchy - Terroromans &lt;/span&gt;(Polskie Radio)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/ScKL_ChiwuI/AAAAAAAAKI4/EW0uGEB4rC4/s1600-h/muchy.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5314964425376187106" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/ScKL_ChiwuI/AAAAAAAAKI4/EW0uGEB4rC4/s320/muchy.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 320px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/ScKMK79KkzI/AAAAAAAAKJA/d3KKAqkIXsY/s1600-h/star4.gif" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5314964629771424562" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/ScKMK79KkzI/AAAAAAAAKJA/d3KKAqkIXsY/s320/star4.gif" style="cursor: pointer; float: left; height: 15px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 76px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyścigi, Fototapeta, Najważniejszy Dzień, Galanteria, Miasto Doznań, Zapach Wrzątku, Brudny Śnieg, Pięć po wpół, 21 Dni, Górny Taras, Terroromans, 111&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Skład:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Michał Wiraszko - voc, g, k&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piotr Maciejewski - g, voc, k&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Tomasz Skórka - b&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Szymon Waliszewski - dr&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Produkcja: Muchy i Przemysław "Perlazza" Wejmann&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mało jest takich płyt, które zmuszają mnie do natychmiastowego wciśnięcia Play natychmiast po wybrzmieniu ostatniego utworu, a jeszcze mniej jest takich płyt polskich wykonawców. Prawdopodobnie gdyby nie &lt;a href="http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/03/relacja-happysad-muchy-eska-rock-tour.html"&gt;wspólny koncert z Happysad&lt;/a&gt; to w ogóle nie zainteresowałbym się twórczością zespołu Muchy i popełniłbym grzech śmiertelny, na szczęście bardziej z ciekawości niż z zachwytu po koncercie zakupiłem Terroromans i nie mam prawa żałować tego zakupu.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Przesłuchałem ten album już conajmniej kilkanaście razy, każdy utwór rozłożyłem na czynniki pierwsze i nadal nie poznałem tak naprawdę odpowiedzi co takiego jest w tym krążku, co nie pozwala nucić nic innego niż ostatni usłyszany z tej płyty utwór, aż do początku następnego utworu. Dopiero dziś, zbierając informację o tej płycie ucieszyłem się, że nie ja jeden mam podobne odczucia. Dlaczego?&lt;br /&gt;- Zespół Muchy - odkrycie roku 2006 przez miesięcznik Machina i Program 3 Polskiego Radia;&lt;br /&gt;- Terroromans - "Płyta Roku" wg. słuchaczy Programu 3 Polskiego Radia;&lt;br /&gt;- Nominacje do Eska Music Award 2008 w kategorii "Album roku ROCK" i do Fryderyka 2008 w kategorii "Nowa twarz fonografii";&lt;br /&gt;- 3 nagrody "Miazga 2007" magazynu Pulp, w kategoriach: zespół, płyta i piosenka ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasto Doznań&lt;/span&gt;") roku;&lt;br /&gt;- Trasy koncertowe z zespołami HEY, Happysad, support zespołu Editors w warszawskiej Stodole.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mało?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie znam drugiej takiej kapeli (nie licząc Comy), która zdobyłaby tyle nagród po wydaniu zaledwie jednej płyty, zwłaszcza tej od Programu 3 Polskiego Radia, który jest od lat znany przede wszystkim ze względu na promocję młodych, utalentowanych kapel.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ale dość już słodzenia, czas przejść do konkretów. Pierwszą rzeczą, jaką każdemu słuchaczowi musi rzucić się w oczy to okładka płyty. Różowo-błękitna stylistyka to coś absolutnie nowego jeśli chodzi o polski rynek muzyki rockowej, pokazujący jednocześnie odwagę tego kwartetu z Poznania, odwagę, która zaprocentowała. Oficjalna lista singli z tej płyty prezentuje się następująco - "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasto doznań&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;21 dni&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Galanteria&lt;/span&gt;" i "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najważniejszy dzień&lt;/span&gt;", jednak szczerze muszę napisać, że większość z niewymienionych piosenek równie dobrze mogłaby się stać singlem. Prawie w każdym utworze znajduje się taki fragment, który sprawia, że zapada on w pamięć, od pierwszego utworu "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyścigi&lt;/span&gt;" aż do ostatniego, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;111&lt;/span&gt;".&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Po koncercie Much w pamięci zapadła mi przede wszystkim porywająca gra perkusji (Arctic Monkeys się kłania) i słuchając utworów "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fototapeta&lt;/span&gt;" czy "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najważniejszy dzień&lt;/span&gt;" nie można się nie zgodzić, że jest to ogromny plus. Jednak mimo wszystko aby docenić prawdziwą siłę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bębnów &lt;/span&gt;w wykonaniu Much, należy udać się na ich koncert.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Niesamowite w tej płycie jest to, że w prawie każdej piosence znajduje się właśnie taki fragment, który zapada w pamięć i nie daje się stamtąd wyrzucić. Nie wiem jak w przypadku innych osób, ale za mną cały czas chodzi "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i biorę bez pytania to co mam do zabrania&lt;/span&gt;" ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fototapeta&lt;/span&gt;"), "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;czy już wiesz czy chcesz? czy już jesteś w grze? czy już czujesz, że się zbliża najważniejszy dzień&lt;/span&gt;" ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najważniejszy dzień&lt;/span&gt;"), "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wyglądasz tak nierozsądnie - to nieistotne&lt;/span&gt;" ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasto doznań&lt;/span&gt;"), "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystkie słowa na 'm'&lt;/span&gt; " ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zapach wrzątku&lt;/span&gt;"), "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mów ciszej a najlepiej nie mów nic&lt;/span&gt;" ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;21 dni&lt;/span&gt;") a przede wszystkim - "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nowocześnie terroryzuj, romantycznie hipnotyzuj mnie&lt;/span&gt;" ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terroromans&lt;/span&gt;"), i to nie jest przypadek że aż tyle utworów z tej płyty tak zapadło mi w pamięć - ta płyta jest po prostu tak dobra, że sama wpada w ucho, ale co ważniejsze - już tam zostaje :-)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Możnaby przyczepić się, że większość tekstów ociera się o kicz, ale mimo balansowania na tej cienkiej granicy Muchom udało się nagrać płytę o związkach, miłości, romansie, braku akceptacji, poszukiwaniu sensu, życiu tu i teraz, rozterkach każdego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Płyta jest świetnie nagrana, wszystkie utwory prezentują naprawdę wysoki poziom i mimo iż wiem że są to w większości straszne ogólniki, to jednak nie potrafię inaczej o tym krążku napisać. Płyta ta stanowi zbiór piosenek na bardzo wysokim poziomie, spośród których bardzo ciężko wybrać jest "ten najlepszy singiel". Są jednak także i minusy, przede wszystkim fakt, że płyta ta jest krótka. Zaledwie 42 minuty muzyki oraz niektóre "dograne" na siłę końcówki utworów (np. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zapach Wrzątku&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;111&lt;/span&gt;"), a aż prosiłoby się zamiast tego zamieścić na płycie jeszcze z 2-3 utwory... i wszyscy byliby szczęśliwi.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Podsumowywując - Terroromans to jedna z najlepszych płyt polskich wykonawców jaka w ciągu ostatniego roku wpadła mi w ręce i gorąco polecam ją każdemu. Istnieje (małe bo małe, ale jednak) pewne ryzyko, że płyta ta może komuś nie przypaść do gustu, ale choćby z samej ciekawości jak obecnie prezentuje się polska nowoczesna scena muzyczna warto choć raz poddać się temu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;romansowi&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mnie osobiście ta płyta bardzo pomogła - ostatnio nie miałem najlepszego okresu w swoim życiu, a właśnie ta płyta sprawiła, że teraz znów z pozytywnym nastawieniem mogę śpiewać "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nowocześnie terroryzuj, romantycznie hipnotyzuj&lt;/span&gt;" :-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-6970690361732702703?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/6970690361732702703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=6970690361732702703' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6970690361732702703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6970690361732702703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/03/muchy-terroromans.html' title='Muchy - Terroromans'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/ScKL_ChiwuI/AAAAAAAAKI4/EW0uGEB4rC4/s72-c/muchy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-910255783888962933</id><published>2009-03-10T22:42:00.011+01:00</published><updated>2011-03-31T20:51:31.035+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hipertrofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wytwórnia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Coma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pierwsze wyjście z mroku'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marszałkowski Adam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rogucki Piotr'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lemon Dog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matuszak Rafał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Witczak Dominik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zero Osiem Wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kobza Marcin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łódź'/><title type='text'>Relacja: Coma</title><content type='html'>Kto: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Coma&lt;/span&gt; (support: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lemon Dog&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;Kiedy: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;07.03.2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdzie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wytwórnia, Łódź&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Relacje lecą jedna za drugą, jednak pomiędzy koncertami był tydzień czasu, który spędziłem głównie lecząc swoje zjechane po opisanym wcześniej koncercie Happysadu &amp;amp; Much gardło oraz zdając egzamin językowy z hiszpańskiego na wspaniałą ocenę 4,5 (musiałem się pochwalić ;-) ). Podczas tego tygodnia przerwy przygotowywałem się na koncert Comy, przesłuchując kilkukrotnie Hipertrofię, i patrząc z perspektywy minionego koncertu widzę że nie było to potrzebne działanie. Ale o szczegółach za chwilę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sbbo1dS8r1I/AAAAAAAAKIQ/hyLq_hwR1nQ/s1600-h/Clipboard06.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311688815624892242" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sbbo1dS8r1I/AAAAAAAAKIQ/hyLq_hwR1nQ/s320/Clipboard06.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 214px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. M. Kucharczyk&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Najpierw wspomnę kilka zdań o miejscu i organizacji koncertu. Odbył się on w klubie Wytwórnia działającym przy studiu filmowym Toya, byłem tam pierwszy raz po bardzo długiej przerwie, podczas której wyremontowano cały obiekt i nadano mu zupełnie inny wymiar. Zaskoczyłem się bardzo pozytywnie, bo lokal przygotowano perfekcyjnie do pełnienia roli hali koncertowej. Przede wszystkim - RE-WE-LA-CYJ-NA akustyka. Podczas grania zarówno supportu, jak i samej Comy słychać było każdy dźwięk. Pod względem aranżacji dźwięku był to koncert ze ścisłej czołówki w moim osobistym rankingu koncertów.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbbpWe19B-I/AAAAAAAAKIg/DvlJKje537w/s1600-h/Clipboard01.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311689382975834082" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbbpWe19B-I/AAAAAAAAKIg/DvlJKje537w/s320/Clipboard01.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 239px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;(&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. Bloo &amp;amp; kASj0&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Dalej kolejne plusy o miejscu koncertu - wysoki strop, dwa rzędy balkonów dookoła sali, rewelacyjne oświetlenie sceny i umiejętne wykorzystanie tego w czasie koncertu. Inną bardzo ważną sprawą dla mnie był zakaz palenia i picia na sali, sam widziałem jak ochroniarze w zdecydowany, ale i grzeczny sposób wyprosili kilka osób z papierosami na zewnątrz, a napić się można było w każdej chwili, ale tylko w cichym barze. Zwróciłem na to uwagę dopiero po powrocie, kiedy to z ogromnym zaskoczeniem odkryłem, że moje ubranie nie jest przesiąknięte dymem nikotynowym jak to zawsze wcześniej bywało.  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Kolejną bardzo pozytywną rzeczą było świeże powietrze w sali, w której znajdowało się około dwóch tysięcy ludzi. Ze sprawnym opuszczeniem lokalu także nie było żadnych problemów i to pomimo faktu, że otwarte były tylko wąskie drzwi. Naprawdę mam ogromny podziw dla osoby zarządzającej Wytwórnią, rewelacyjna praca i mógłbym tak wychwalać jeszcze długo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Ale żeby nie było tak kolorowo, były także uchybienia. Przede wszystkim brak szatni - mnie to problemu nie robiło żadnego, bo nakrycie zostawiłem w samochodzie, ale dla wielu osób był to duży problem, który uniemożliwił zabawę. Drugim negatywem była wysokość sceny, która jest ustawiona po prostu za nisko. Całe szczęście że jestem wysoki i stałem bardzo blisko sceny, dlatego nie miałem problemu z obejrzeniem całego koncertu, ale już osoby średniego wzrostu stojące nawet stosunkowo blisko barierek miały z tym niemały problem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Ok, dość o samym lokalu, czas przejść do tego, po co ci wszyscy ludzie zgromadzili się w jednym miejscu - koncertu Comy, a przed nim innej łódzkiej kapeli Lemon Dog. Zacznę od supportu właśnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Szczerze powiem że sam zespół mnie nie zachwycił, ale także nie rozczarował. W skrócie ich styl mógłbym opisać zbliżonym do Normalsów, ale o wiele mniej zróżnicowani w swej twórczości, jednakowi w każdym kawałku, chociaż nie można im odmówić melodyjności. Występ kapeli Lemon Dog jako support ani na plus, ani na minus. Bywały gorsze supporty, także i przed Comą ;-)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Słuchając w przerwie Nickelback ciągle zastanawiałem się, jak publiczność przywita Comę. Wprawdzie był po drodze jeszcze jeden koncert w Łodzi, ale i tak patrząc na twarze ludzi zgromadzonych w wytwórni widziałem, że przyszli oni posłuchać po-hipertroficznej Comy po raz pierwszy. Zastanawiające było to, że stosunkowo bardzo długo trzeba było czekać, aż publiczność zaczęła wywoływać sam zespół, bo pierwsze okrzyki pojawiły się dopiero po około 20 minutach od zejścia Lemon Doga ze sceny, kiedy większość sprzętu już tylko czekała na muzyków.Ale w końcu pojawili się na scenie, i od samego początku zaskoczyli wszystkich którzy byli na Comie po raz pierwszy tej wiosny. Na scenie pojawił się Piotr Rogucki i zaczął... gotować rosół. Wrzucił do przygotowanego garnka warzywa, kurczaka i chwilę później chłopaki zaczęli koncert.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbbpHeuby9I/AAAAAAAAKIY/Y-RJSefC8Vo/s1600-h/Clipboard04.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311689125246258130" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbbpHeuby9I/AAAAAAAAKIY/Y-RJSefC8Vo/s320/Clipboard04.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 214px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. M. Kucharczyk&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Mimo wszystko w poprzednim zdaniu słowo "koncert" przyszło mi z trudem. Dlaczego? Bo publiczność była raczej świadkami spektaklu, na który nie miała żadnego wpływu niż pełnego energii i interaktywnego koncertu. Zerowy kontakt z publicznością aż do bisów. To było doskonale &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zaprogramowane&lt;/span&gt; widowisko, z wyświetlanymi na ogromnym ekranie za sceną grafikami, z rewelacyjną grą świateł, ale mimo wszystko - spektakl, nie koncert. Praktycznie dźwięk w dźwięk był to ten sam materiał, który Coma zarejestrowała w studiu. Każdy przerywnik, każdy utwór - to co zrobiło na mnie niesamowite wrażenie to moment, w którym w czasie grania "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zero Osiem Wojna&lt;/span&gt;" na ekranie puszczono teledysk do tego właśnie utworu, który szedł idealnie jednocześnie z tym, co grali panowie z zespołu. Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego, a takich momentów tego wieczora było więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sbbp-Q04IpI/AAAAAAAAKIo/JuTk0B_0NPU/s1600-h/Clipboard05.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311690066407989906" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sbbp-Q04IpI/AAAAAAAAKIo/JuTk0B_0NPU/s320/Clipboard05.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 214px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. M. Kucharczyk&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Napisałem że zagrali cały materiał z Hipertrofii, zatem przytoczę setlistę, przerywników nie liczę jako utworów:&lt;br /&gt;- Wola istnienia...&lt;br /&gt;- Lśnienie&lt;br /&gt;- Transfuzja&lt;br /&gt;- Nadmiar&lt;br /&gt;- Trujące rośliny&lt;br /&gt;- Osobowy&lt;br /&gt;- Emigracja&lt;br /&gt;- Zero Osiem Wojna&lt;br /&gt;- Pożegnanie z mistrzami&lt;br /&gt;- Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców&lt;br /&gt;- Ekhart&lt;br /&gt;- Zamęt&lt;br /&gt;- Widokówka&lt;br /&gt;- Parapet&lt;br /&gt;- Popołudnia bezkarnie cytrynowe&lt;br /&gt;- Cisza i ogień&lt;br /&gt;- Archipelagi&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;- Pierwsze wyjście z mroku&lt;br /&gt;- Tonacja&lt;br /&gt;- System&lt;br /&gt;- Skaczemy&lt;br /&gt;- Zbyszek&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zanim przejdę do ostatnich pięciu utworów to opiszę krótko swoje (i z tego co zdołałem zaobserwować dookoła siebie także wielu innych osób) spostrzeżenie dotyczące samego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;hipertroficznego&lt;/span&gt; repertuaru. Przede wszystkim odczucia co do trzeciej płyty Comy mam takie same jak przed tym koncertem - &lt;a href="http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2008/11/coma-hipertrofia.html"&gt;tak jak pisałem wcześniej&lt;/a&gt; w ogóle nie przypadła mi do gustu, a co więcej, uważam że jest po prostu słaba, a podczas jej tworzenia zabrakło choćby jednej takiej osoby (np. od wydawcy), która spojrzałaby na płytę obiektywnym okiem i powiedziała wprost "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ten utwór nie wchodzi na płytę&lt;/span&gt;", a pewnie nieraz by to zdanie padło. Ale nie ma co gdybać, płyta już dawno ukazała światło dzienne, jednak na koncertach również nie można powiedzieć że ta muzyka broni się sama. Momentami było po prostu... nudno, co jest nawet dla mnie czymś niespotykanym, żeby użyć te dwa słowa - "Coma" i "nudno" - w jednym zdaniu, ale to prawda. Chwilami większą atrakcją niż to co działo się na scenie, zwłaszcza dla męskiej części publiczności (a działo się poza grą świateł niedużo), była dziewczyna na balkonie tańcząca w samym staniku... Widziałem także grymas niedowierzania i zniesmaczenia, kiedy w utworach "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nadmiar&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Osobowy&lt;/span&gt;" i "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Parapet&lt;/span&gt;" gitarzysta Marcin "Kobez" Kobza zamiast grać na gitarze... skreczował.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbboOMQnyeI/AAAAAAAAKII/xoXpapd-CtI/s1600-h/Clipboard03.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311688141036833250" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbboOMQnyeI/AAAAAAAAKII/xoXpapd-CtI/s320/Clipboard03.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: 85%;"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;fot. Bloo &amp;amp; kASj0&lt;/span&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Podobnie odczucia tyczą się gitary basowej - przed wydaniem Hipertrofii bas był jednym z najważniejszych instrumentów, obecny w każdym kawałku, bardzo wybijał się ponad muzykę. Jako basista zwracam na to szczególną uwagę i podczas tego koncertu na grę basu zwróciłem dopiero przy... "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zbyszku&lt;/span&gt;", czyli ostatnim utworze, przy solówce Matuszaka, swoją drogą niesamowitej. Co do samego basisty jeszcze to muszę wrócić do jego wokalu w "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Emigracji&lt;/span&gt;". Na płycie wykonuje on chórki do śpiewu Roguca, natomiast podczas samego koncertu miał możliwość samodzielnego zaśpiewania i przyznam szczerze że jestem w szoku. Mało kto chyba wiedział, że Rafał Matuszak ma tak rewelacyjny głos... Szkoda tylko że dostał tak niewdzięczny tekst do zaśpiewania, bo "z niewiadomych mi powodów" kiedy rozglądałem się na boki kiedy on śpiewał, nikt więcej nie śpiewał razem z nim "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;chciałbym homo się stać seksualny&lt;/span&gt;". Dodatkowo jeszcze w tamtym momencie te różowe oświetlenie sceny...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zanim przejdę do bisów, jeszcze tylko kilka komentarzy o tych milszych momentach koncertu. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Trujące rośliny&lt;/span&gt;" wypadły, podobnie jak na płycie, rewelacyjnie; "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ekhart&lt;/span&gt;" - w końcu przekonałem się do tego utworu; "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Popołudnia bezkarnie cytrynowe&lt;/span&gt;" - rewelacyjny utwór; "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transfuzja&lt;/span&gt;", podobnie jak jeszcze przed wydaniem Hipertrofii, została świetnie zagrana podczas koncertu; i na koniec "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Cisza i ogień&lt;/span&gt;" - pomimo chorego gardła nie mogłem się powstrzymać i musiałem odśpiewać całość...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Po zagraniu całej płyty panowie zeszli ze sceny i po długim czasie nawoływania pojawili się na scenie i zagrali 5 utworów z pierwszych dwóch płyt. Przyznam szczerze, że zarówno dla mnie, jak i dla ogromnej większości zgromadzonych osób &lt;span style="font-style: italic;"&gt;koncert zaczął się dopiero w tym momencie&lt;/span&gt;. A i tak nie zagrali skandowanego "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Leszka Żukowskiego&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;100 tysięcy jednakowych miast&lt;/span&gt;" czy "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Spadam&lt;/span&gt;"...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Wychodząc z koncertu i zaczynając analizę tego koncertu musiałem go porównać z innymi koncertami Comy na których byłem, a "trochę" się tego nazbierało przez 8 lat słuchania tego zespołu. Naprawdę mała grupa osób skakała podczas koncertu, a bywały takie koncerty kiedy choćby bez minuty przerwy wypełniona po brzegi cała sala skakała w rytm muzyki... Ludzie się nudzili lub stali w skupieniu, kontemplując... Nie wiem czy bardziej doświadczeni fani Comy chcą doświadczać takich koncertów. Osoby, które przyszły pierwszy raz na pewno były zachwycone tym koncertem. Cała reszta miała bardzo mieszane uczucia. Podsumuję jednym zdaniem, które znalazłem na oficjalnym forum Comy jako podsumowanie tego koncertu - "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;koncert udany, naprawdę, ale moje serce biło trochę zbyt wolno. Jednak.&lt;/span&gt;" Zgadzam się z tym w 100%.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S. Więcej zdjęć &lt;a href="http://www.mmlodz.pl/3882/2009/3/9/fotorelacja-z-koncertu-comy?districtChanged=true"&gt;tutaj&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.mmlodz.pl/3870/2009/3/8/coma-zagrala-w-wytworni-foto?districtChanged=true"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-910255783888962933?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/910255783888962933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=910255783888962933' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/910255783888962933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/910255783888962933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/03/relacja-coma.html' title='Relacja: Coma'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sbbo1dS8r1I/AAAAAAAAKIQ/hyLq_hwR1nQ/s72-c/Clipboard06.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-2203587712427992285</id><published>2009-03-09T02:24:00.009+01:00</published><updated>2011-03-31T20:58:19.658+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Happysad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Terroromans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muchy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Eska Rock'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dekompresja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Relacja: Happysad &amp; Muchy (Eska Rock Tour)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Kto: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Happysad, Muchy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Kiedy: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;28.02.2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdzie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dekompresja, Łódź&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Nie był to mój pierwszy koncert Happysad, ale z całą pewnością mogę po nim powiedzieć że także i nie ostatni. Chciałem najpierw zrecenzować płytę dvd tego zespołu - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Live in Studio&lt;/span&gt; - ale jednak&lt;br /&gt;tamta recenzja będzie musiała jeszcze troszkę poczekać...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Mimo iż koncert ten odbył się w ramach Eska Rock Tour, wspólnej trasy koncertowej Happysadu i zespołu Muchy, to przyznam szczerze że szedłem głównie dla tego pierwszego zespołu, a drugi przy okazji poznać, może się przekonać do ich twórczości. Znałem wcześniej kilka utworów Much, ale dobrym znawcą ich twórczości nazwać się nie mogłem. Nastawiałem się że oba zespoły zaprezentują się podobną ilość czasu, traktowane podczas występów jednakowo, jednak kiedy po niecałej godzinie Muchy skończyły grać a publika zaczęła już skandować "Happysad" zrobiło mi się żal Much. Zagrali naprawdę dobry koncert z prawie najlepszym setem jaki tylko mogli ułożyć, ale co z tego? 3/4 sali przyszło posłuchać Happysad i pewnie nawet gdyby przed tym zespołem występowała Metallica to nie chcieliby bisów... Choć trasa zapowiadana była jako wspólna, to w rzeczywistości tylko jeden zespół mógł być tego wieczora gwiazdą.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRyjByr7yI/AAAAAAAAKHo/ONyWVw7II7U/s1600-h/Image529.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310995806678675234" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRyjByr7yI/AAAAAAAAKHo/ONyWVw7II7U/s320/Image529.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;A set zespołu Muchy wyglądał następująco:&lt;br /&gt;- ?&lt;br /&gt;- Najważniejszy dzień&lt;br /&gt;- Wyścigi ?&lt;br /&gt;- 21 dni&lt;br /&gt;- Państwa miasta&lt;br /&gt;- Pięć po wpół&lt;br /&gt;- Fototapeta&lt;br /&gt;- Miasto doznań&lt;br /&gt;- Zapach wrzątku&lt;br /&gt;- W zasięgu ramion&lt;br /&gt;- Galanteria&lt;br /&gt;- Górny taras&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Znaki zapytania przy pierwszym i trzecim utworze oznaczają że albo nie wiedziałem jak dany utwór się nazywa i prawdopodobnie będzie to utwór na kolejną płytę, albo nie jestem do końca pewny czy to był na pewno ten utwór.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zaczęli z bardzo wysokiego c - już drugi utwór, ich największy dotychczasowy przebój powinien był porwać publikę, ale niestety zrobił to tylko częściowo. Wspólne klaskanie publiki przy "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;21 dni&lt;/span&gt;" także nie wciągnęło tyle osób, ile zespół pewnie by sobie życzył, jednak kiedy chłopaki zaczęli grać "Miasto doznań" publika w końcu pokazała że naprawdę żyje. Kilka papierowych samolotów puszczonych w kierunku sceny pokazało zespołowi, że w sali były i osoby, które przyszły właśnie dla zespołu Muchy. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W zasięgu ramion&lt;/span&gt;" to kolejny nowy utwór, który jeśli ukaże się na kolejnej płycie to zapewne z miejsca stanie się jednym z najlepszych utworów w dyskografii zespołu, bo na koncercie zaprezentował się naprawdę rewelacyjnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;I gdy jak już wspomniałem minęła godzina grania i muzycy zeszli ze sceny, naprawdę zrobiło mi się ich żal. Część publiki zaczęła co prawda wywoływać zespół z powrotem na bisy, ale grupa osób wzywająca kolejny zespół była zbyt głośna, a naprawdę szkoda. Jak opisał tę sytuację później sam zespół na jednym z &lt;a href="http://www.muchyband.fora.pl/koncerty,1/trasa-luty-marzec-with-hs,125-40.html"&gt;for internetowych&lt;/a&gt; "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;koncert Much = 0 okrzyków i wywołań (słyszalnych) na bis - koncert HS = conajmniej 500 osób wrzeszczących nazwę zespołu. Wybacz, ale nie wychodzi się na bis do milczącej sali... Nie dlatego, żę się jest bufonem, tylko dlatego, że to głupio wygląda. Nie mówi się "na zdrowie" osobie, która nie kichnęła:)&lt;/span&gt; ". Nie pozostaje mi nic innego jak się z tym zgodzić i życzyć chłopakom, że kiedy wrócą do Łodzi to zagrają już dla publiki, która będzie im bardziej przychylna, bo zagrali naprawdę świetny koncert, a potwierdzeniem tego niech będzie choćby to, że dzień później nabyłem ich jedyny póki co album, "Terroromans", i mam nadzieję że już na jesieni będę mógł oglądać ten zespół na ich własnej trasie promującą drugą płytę. Na pewno się wybiorę.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRyw3k87FI/AAAAAAAAKHw/Blo3RFONJmY/s1600-h/Image534.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310996044454882386" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRyw3k87FI/AAAAAAAAKHw/Blo3RFONJmY/s320/Image534.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Po krótkiej przerwie na scenie pojawił się wywołany przez ok. półtoratysięczny tłum zespół Happysad. Zacznę może od setlisty:&lt;br /&gt;- Nie wiem&lt;br /&gt;- Jeśli nie rozjadą nas czołgi&lt;br /&gt;- Noc jak każda inna&lt;br /&gt;- Słońce&lt;br /&gt;- Ja do Ciebie&lt;br /&gt;- Jałowiec&lt;br /&gt;- Tak się boję&lt;br /&gt;- Ojczyzna&lt;br /&gt;- Nic tu po nas&lt;br /&gt;- Taka historia&lt;br /&gt;- Bakteryja&lt;br /&gt;- Czarownicy pies&lt;br /&gt;- Jeszcze jeszcze&lt;br /&gt;- IQ&lt;br /&gt;- To miejsce na mapie&lt;br /&gt;- Psychologa!!!&lt;br /&gt;- Styrana&lt;br /&gt;- Nieprzygoda&lt;br /&gt;- Undone&lt;br /&gt;- Piękna&lt;br /&gt;- Zanim pójdę&lt;br /&gt;- Milowy las&lt;br /&gt;- Damy radę&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;- Długa droga w dół&lt;br /&gt;- Łydka&lt;br /&gt;- Hymn 78&lt;br /&gt;- Wrócimy tu jeszcze&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;- W piwnicy u dziadka (ze wstawką "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Take Me Out&lt;/span&gt;" Franz Ferdinand)&lt;br /&gt;- Nasza wioska płonie (ze zwrotkami "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Piła tango&lt;/span&gt;" Strachy na lachy, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dziewczyny lubią brąz&lt;/span&gt;" R. Rynkowski, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Susana&lt;/span&gt;" The Art Company, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Policeman&lt;/span&gt;" Jamal, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Konstytucje&lt;/span&gt;" L. Janerka, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Get up, stand up&lt;/span&gt;" Bob Marley).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Łatwo można się zorientować że krótki koncert to nie był, ale ten kto był już poprzednio na występach hs właśnie tego się spodziewał. 29 utworów wliczając ostatni, blisko 20-minutowy utwór złożyło się na fantastyczne 2,5h koncertu. Kuba z zespołem zagrali prawie wszystkie najlepsze utwory grupy, po raz kolejny zabrakło "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Z pamiętnika młodej zielarki&lt;/span&gt;", ale ten utwór chyba już na stałe wypadł z koncertowego repertuaru, bo nie słyszałem go ani na poprzednich koncertach ani nie ma go na niedawno wydanej płycie live. Wielka szkoda, zapewne jest to także związane z dużą ilością nastolatków na koncertach tej kapeli. (?)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRzKRWRSJI/AAAAAAAAKIA/-9znsnyWit8/s1600-h/Image538.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310996480869353618" src="http://1.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRzKRWRSJI/AAAAAAAAKIA/-9znsnyWit8/s320/Image538.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Już od pierwszych dźwięków wiadomo było, że koncert ten to będzie "ostra jazda". Pamiętam swój poprzedni koncert hs bodajże z listopada zeszłego roku w Funaberii - myślałem że był to jeden z najlepszych koncertów hs na jakich byłem... a jednak można zagrać jeszcze lepiej, i tak właśnie chłopaki zagrali.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Nie będę wdawał się w opis poszczególnych utworów. Każdy kto choć raz był na koncercie hs wie jak świetna jest to zabawa. Gdy w uszach pobrzmiewał jeszcze ostatni utwór, chłopaki już zaczynali kolejny, aby zagrać jak najwięcej utworów tego dnia dla jakże wymagającej, ale jednocześnie świetnie bawiącej się publiki. I w naprawdę małym stopniu dało się zauważyć brak na scenie któregokolwiek z dwóch trębaczy. Zabawa była niesamowita od pierwszego utworu po sam koniec, mocno zaimprowizowany "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasza wioska płonie&lt;/span&gt;", pokazujący szeroki wachlarz muzycznych zainteresowań Kuby Kawalca i ekipy. Wstawienie zwrotek z "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Policemana&lt;/span&gt;" czy "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Piły tango&lt;/span&gt;" bardzo łatwo było zrozumieć, ale już zaśpiewanie "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dziewczyny lubią brąz&lt;/span&gt;" to już było wyzwanie ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRy6qEnoVI/AAAAAAAAKH4/0kc3veaPArg/s1600-h/Image533.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310996212628300114" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRy6qEnoVI/AAAAAAAAKH4/0kc3veaPArg/s320/Image533.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 240px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jedną z głównych myśli które krążyły mi po głowie po finalnym zejściu muzyków ze sceny było "jeszcze! jeszcze!", ale z drugiej strony zjechane gardło także dawało o sobie znać, potwierdzając jednocześnie jak świetny koncert to był. Happysad potwierdził, że stanowi obecnie najwyższą półkę na polskiej scenie muzycznej, i to bez wybitnej promocji, bez lansowania utworów na listach przebojów potrafi odnieść ogromny sukces i za każdym razem wyprzedawać każdą salę koncertową w Polsce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Z niecierpliwością będę wypatrywał kolejnych koncertów obydwu tych kapel, bo naprawdę warto choć raz przeżyć taki koncert. Żeby wiedzieć, że polska scena muzyczna trzyma się bardzo dobrze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S. Przepraszam za pewną nieobiektywność w tej relacji, ale wynika to z prostego powodu - świetne zespoły, świetna muzyka, świetna zabawa - czego chcieć więcej? ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S.S. Nie jestem do końca zadowolony z tej notki, ale zrzucę to na późną porę.... ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;P.S.S.S. Na dniach pojawi się kolejna relacja, tym razem z koncertu Comy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-2203587712427992285?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/2203587712427992285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=2203587712427992285' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/2203587712427992285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/2203587712427992285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/03/relacja-happysad-muchy-eska-rock-tour.html' title='Relacja: Happysad &amp; Muchy (Eska Rock Tour)'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SbRyjByr7yI/AAAAAAAAKHo/ONyWVw7II7U/s72-c/Image529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-6500060426820161783</id><published>2009-02-13T02:34:00.006+01:00</published><updated>2011-03-31T20:50:44.349+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zapiecek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Balkan Sevdah'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Shannon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Magia odkryć</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szczęściem człowieka jest posiadać znajomych, którzy wyciągają Cię na koncerty różnych zespołów, o których wcześniej nie miało się zielonego pojęcia że istnieją. Oczywiście, aby ten warunek został spełniony trzeba mieszkać w miejscu, gdzie takie koncerty mają szansę się odbyć, a mnie właśnie takie szczęście spotkało. Ostatni tego podobny przypadek miałem ok. 4 lata temu, kiedy nie znając &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jakiejkolwiek&lt;/span&gt; twórczości Starego Dobrego Małżeństwa poszedłem na ich koncert w Teatrze Muzycznym w Łodzi... i do dziś z przyjemnością lubię czasem wrócić do ich utworów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Ale wracając do tematu - kilka tygodni temu byłem na koncercie grupy Shannon, olsztyńskiej formacji grającą muzykę... celtycką (irlandzką, szkocką, bretońską), wymieszaną z nowoczesnymi stylami muzycznymi. Do momentu kiedy pierwsze dźwięki dotarły do moich uszu nie miałem zielonego pojęcia ani co to jest ten Shannon ani czego się mogę spodziewać, jednak to co zobaczyłem/usłyszałem przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Koncert miał miejsce w oberży folkowej Zapiecek. Dla tych, którzy nie znają Łodzi albo Zapiecka przedstawię obraz, jaki widziałem. Wyobraź sobie że siedzisz w piwnicy małego lokalu, pogrążonej w ciemnościach. Jedyne światło to płomienie świec, po jednej na każdym stoliku. Panuje absolutna cisza, każdy w skupieniu oczekuje... i na małej scenie zapala się światło i zaczynają z niej płynąć delikatne dźwięki gitary akustycznej a chwilę później melodyjny głos...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SZTOjRxgKFI/AAAAAAAAKF8/WL6O7tj-lz8/s1600-h/Obraz_027.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302089766783690834" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SZTOjRxgKFI/AAAAAAAAKF8/WL6O7tj-lz8/s320/Obraz_027.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 320px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 214px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Uwierz mi, można się rozpłynąć, tak jak i ja się rozpłynąłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Drugim zespołem, który odkryłem dzięki temu samemu znajomemu to Balkan Sevdah. Tak, wiem, wszystko ta nazwa każdemu mówi. :-)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Balkan Sevdah to warszawska grupa posiadająca w swoim repertuarze pieśni wywodzące się z różnych rejonów Bałkanów. Przyznam się że słysząc jaką muzykę wykonuje ta grupa miałem duże obawy czy na pewno przypadnie mi ona do gustu, jednak moje obawy okazały się płonne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Znów trafiłem do Zapiecka, tym razem jednak takiej magicznej atmosfery jak poprzednio nie było, ale i tak warto było się pojawić. Zespół swoją muzyką wprost hipnotyzował słuchaczy, i choć praktycznie nikt na sali nie miał pojęcia o czym jest dany utwór, to wszyscy pochłaniali dźwięki, rozumiejąc utwór... sercem. Bo właśnie o tym były te utwory - o miłości, samo słowo "sevdah" znaczy w języku krajów bałkańskich właśnie "miłość", "kochanie".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Skład tej oryginalnej grupy to Marcin Zadronecki (śpiew, tambura, buzuki, instrumenty perkusyjne), Marcin Pukaluk (akordeon, śpiew, instrumenty perkusyjne), Oliwier Andruszczenko (klarnet, instrumenty perkusyjne, śpiew) oraz Kasia Zadora (djembe, darabuka, riqq, śpiew). I to właśnie na tej ostatniej postaci zatrzymam się na chwilę dłużej. Podczas owego koncertu tak bardzo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Katerina&lt;/span&gt; wczuła się w grę, że od gry na djembe pękł jej naskórek na palcu i zespół nie przerwał gry, tylko zachował się jak profesjonaliści i zaczęli grać utwór bez djembe, aby pozwolić koleżance dojść z kłopotliwym palcem do porządku. Po ratunku ze strony publiczności (czyt. pomocy plastrem) zespół mógł dalej snuć swoje opowieści po Bałkanach...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;W deezerze obok możecie posłuchać kilka utworów tego właśnie oryginalnego wykonawcy, nie pytajcie się mnie o czym są bo... nie mam pojęcia :-) Ale przyznam się że wychodziłem z tego koncertu oczarowany, głównie tym, jaka bałkańska muzyka może być wciągająca, także w wykonaniu Polaków. Szacunek.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SZTOusl1HXI/AAAAAAAAKGE/kXjcZ1iQ96E/s1600-h/Obraz_035.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302089962961050994" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SZTOusl1HXI/AAAAAAAAKGE/kXjcZ1iQ96E/s320/Obraz_035.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 213px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jakie będzie następne "odkrycie"? Tego nie wie nikt ;-)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Na końcu deezera utwór Happysad, który chodzi mi od kilku dni po głowie... Zresztą jest poniekąd zapowiedzią nowej notki, ale to dopiero za jakiś czas.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;P.S. deezer odmawia mi aktualnie współpracy, postaram się jak tylko będzie działał uaktualnić playlistę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-6500060426820161783?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/6500060426820161783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=6500060426820161783' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6500060426820161783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/6500060426820161783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/02/magia-odkryc.html' title='Magia odkryć'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SZTOjRxgKFI/AAAAAAAAKF8/WL6O7tj-lz8/s72-c/Obraz_027.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-2348452186424722142</id><published>2009-02-02T00:38:00.009+01:00</published><updated>2009-02-02T01:31:13.896+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chorwacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piłka ręczna'/><title type='text'>Proud to be Polish!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moim założeniem kiedy zakładałem tego bloga było skupienie się na muzyce, ewentualnie filmie, jednak jako wielki fan sportu po dzisiejszych wydarzeniach nie mogę nie napisać o dzisiejszej wygranej Polaków i zajęciu 3. miejsca na Mistrzostwach Świata w piłce ręcznej w Chorwacji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9CDy2LqI/AAAAAAAAKEY/z_VOjN8si0o/s1600-h/www.reuters.com.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 226px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9CDy2LqI/AAAAAAAAKEY/z_VOjN8si0o/s320/www.reuters.com.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297989117235572386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Podczas całego turnieju nie obejrzałem tylko dwóch meczów Polaków - pierwszego z Algierią i półfinałowego z Chorwacją. Patrząc obiektywnie - Polska jak mało kto zasługiwała na awans do półfinału. Pewnie na palcach jednej ręki można policzyć kto oprócz trenera Wenty wierzył że z zerowym dorobkiem punktowym po pierwszej fazie grupowej możemy awansować do półfinału, a jednak ta sztuka (wielu nazywa to teraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cudem&lt;/span&gt;) udała się. Pominę to, ile nerwów ta droga zarówno zawodników, jak i nas, kibiców, kosztowała - czy to wygrany mecz z Rosją, który miał być jednym z najważniejszych, a okazał się o pietruszkę, czy ten przegrany jedną bramką przeciwko Macedonii, z niesamowitym Kyrilem Lazarovem ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;no skoście go, uderzcie, cokolwiek byle już nie wstał&lt;/span&gt;!" - i u mnie emocje wzięły górę podczas oglądania ;-) ), który ostatecznie okazał się najlepszym strzelcem turnieju, z 92 golami, bijąc 14-letni rekord. Patrząc jak deklasowaliśmy Serbię i Danię przecierałem oczy ze zdumienia i zastanawiałem się dlaczego tak samo nie graliśmy wcześniejszych, arcyważnych meczy z Macedonią właśnie i Niemcami? Nie można oczywiście pominąć meczu, który przejdzie do legendy polskiej piłki ręcznej - rzutu Siódmiaka i tej niesamowitej wygranej z Norwegią, której końcówkę oglądałem na kolanach przed telewizorem.&lt;br /&gt;Półfinału jak już napisałem nie oglądałem, zatem nie będę się na jego temat wypowiadał, dzisiejszy mecz o 3. miejsce widzieli prawie wszyscy, natomiast chyba nie każdy oglądał mecz finałowy i prawdziwych bohaterów tych mistrzostw - Francuzów.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9K1Ns30I/AAAAAAAAKEg/Oxi_sKv22uM/s1600-h/trophee_diaporama.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 243px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9K1Ns30I/AAAAAAAAKEg/Oxi_sKv22uM/s320/trophee_diaporama.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297989267940499266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przyznam szczerze, że spodziewałem się zwycięstwa Trójkolorowych i nie pomyliłem się. Mimo iż do ok. 45. minuty Chorwaci jeszcze walczyli o zwycięstwo, to później na parkiecie dominowała już tylko jedna drużyna. Francuzi zagrali w końcówce niczym profesorowie pokazujący uczniom jak wiele jeszcze dzieli ich od światowej elity, doskonale się broniąc i równie skutecznie atakując. Chorwaci, czując swoją bezradność całkowicie się pogubili, jakby nagle poczuli że sami nie wiedzą jak znaleźli się tak daleko. Dziwili się niekorzystnym decyzjom sędziów, zupełnie jakby mieli oni obowiązek gwizdać tylko dla jednej drużyny... Najlepiej zobrazowała to sytuacja z 59. minuty, kiedy wybrany MVP turnieju Igor Vori z nerwów zamachnął się ręką z piłką, o mało co nie uderzając sędziego. Rozumiem, nerwy, zdenerwowanie, ale przegrywać też trzeba umieć, zwłaszcza że rywal wygrał absolutnie zasłużenie.&lt;br /&gt;I taka mała dygresja z ceremonii wręczenia medali, ponieważ nie wszyscy oglądali mecz finałowy i właśnie ową ceremonię. Najpierw weszli gospodarze, witani mimo wszystko brawami przez swoich kibiców. Później pojawili się przywitani gwizdami zwycięzcy, a na końcu Polacy, którzy ponieważ skończyli swój mecz kilka godzin wcześniej i mieli możliwość powrotu do hotelu stanowili specyficzny widok w jeansach zamiast spodenek. Ceremonia przebiegała sprawnie aż do momentu, kiedy na końcu zaczęto wręczać medale Francuzom - wtedy to na sali podniosły się pierwsze nieśmiałe gwizdy i buczenie. Rozumiem, można być zawiedzionym porażką, ale klasę przeciwnika też trzeba umieć docenić. Myślałem że to koniec "popisów" chorwackiej publiczności, ale jak się okazało potrafią oni jeszcze gorzej zareagować. Kiedy puszczono "Marsyliankę", hymn Francji, cała sala zaczęła gwizdać i buczeć, dosłownie zagłuszając hymn Francji... Mam nadzieję że przejaw takiego chamstwa i braku kultury nie zostanie przemilczany przez władze międzynarodowej federacji piłki ręcznej i nieprędko zobaczymy jakiś turniej w tym kraju. Ogromnie ucierpiał przez to zdarzenie mój wizerunek Chorwacji.&lt;br /&gt;No cóż, ale to już nie polski problem, my publikę mamy genialną, o czym można się przekonać np. na każdym meczu siatkówki naszej reprezentacji. Ale jako Polak muszę jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz.&lt;br /&gt;Polska odniosła niesamowity sukces, zajęła 3. miejsce na świecie, mimo iż po I fazie grupowej była w sytuacji niemal beznadziejnej udało jej się dotrzeć do półfinałów i dalej zdobyć medal. Owszem, może Polacy nie zawsze grali na miarę swoich możliwości i oczekiwań kibiców, ale liczy się wynik końcowy a on jest wspaniały. Jednak to co najbardziej mnie boli to mentalność części naszego społeczeństwa - negowanie sukcesu, wytykanie błędów, mówienie że i tak na następnych turniejach nic nie osiągniemy. Za takich "rodaków" jest mi nie mniej wstyd jak zapewne tym prawdziwym kibicom z Chorwacji za zachowanie swoich rodaków podczas końcowej ceremonii.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9ZWedliI/AAAAAAAAKEo/hzfcNgQKxPg/s1600-h/mondial-de-handball-supportrices_diaporama.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 243px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9ZWedliI/AAAAAAAAKEo/hzfcNgQKxPg/s320/mondial-de-handball-supportrices_diaporama.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297989517387339298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ale jakby na to nie patrzeć piłka ręczna to piękny sport, zwłaszcza jak nasi wygrywają! :-)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7729483926510546162-2348452186424722142?l=tomaszblaszczak.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/feeds/2348452186424722142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7729483926510546162&amp;postID=2348452186424722142' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/2348452186424722142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7729483926510546162/posts/default/2348452186424722142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomaszblaszczak.blogspot.com/2009/02/proud-to-be-polish.html' title='Proud to be Polish!'/><author><name>About me</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08177857405909569238</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/Sw-wwMma4kI/AAAAAAAAPco/QLhtCAvIkRI/S220/n734644960_6136.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYY9CDy2LqI/AAAAAAAAKEY/z_VOjN8si0o/s72-c/www.reuters.com.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7729483926510546162.post-8401425730141930571</id><published>2009-01-31T22:09:00.009+01:00</published><updated>2009-01-31T22:43:31.076+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cleese John'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Reeves Keanu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dzień w którym zatrzymała się Ziemia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Imagine'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lennon John'/><title type='text'>Przypadek?</title><content type='html'>Nie wierzę w przypadki.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wybrałem się dziś drugi dzień z rzędu do kina, po wczorajszej wyprawie na "Madagaskar 2" (niestety nie na wyspę, tylko na film) dziś przyszła kolej na "Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia" ("The Day the Earth Stood Still"), film z o dziwo poprawnie przetłumaczonym tytułem. Notka nie będzie do końca o tym filmie, jednak nie mogę nie napisać kilku spostrzeżeń na jego temat.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYTA7QgOO6I/AAAAAAAAKEQ/5QMzBZPpC5w/s1600-h/theday.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 226px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_LNFv7ZSiNms/SYTA7QgOO6I/AAAAAAAAKEQ/5QMzBZPpC5w/s320/theday.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297571185969478562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Po pierwsze rola główna Keanu Reevesa. Nie wiem na ile jest to jego świadomy wybór a na ile "zasługa" danych reżyserów obsadzających role, ale jeśli tak dalej pójdzie to aktor ten na zawsze da się zaszufladkować jako bohater ratujący naszą planetę przez unicestwieniem, w dodatku nigdy nie będącym zwykłym "chłopakiem z sąsiedztwa". Mimo iż zagrał w wielu filmach (m.in. "Dracula", "Speed", "Johnny Mnemonic", "Adwokat diabła", "Mały Budda"), to nie da się ukryć, że jego najsłynniejsze role opierają się właśnie na tym schemacie - w "Matrixie" grał Neo, Wybrańca z niemal boskimi mocami, w "Constantine" Johna Constantine'a , upadłego anioła walczącego z siłami Piekła, w "Dniu, w którym..." gra Klaatu, przybysza z kosmosu, który choć przybył z misją zagłady wszystkiego co ludzie stworzyli, ostatecznie ratuje naszą błękitną planetę. Nie można jednak pominąć faktu, że pomimo schematyczności jego gry (scena, w której Klaatu zatrzymuje się, obraca głowę i spogląda do tyłu mogłaby być wyjęta dosłownie z "Matrixa", wystarczyłoby ubrać Reevesa w czarny płaszcz), ocena aktorskich umiejętności Reevesa musi być bardzo wysoka.&lt;br /&gt;Druga sprawa związana z aktorami - obsadzenie Johna Cleesa w roli profesora Barnhardta, noblisty przekonywującego Klaatu o zmianie planów eksterminacji ludzi - genialne i niespodziewane dla widzów zagranie. Nie przypominam sobie, żebym widział jednego z moich ulubionych aktorów w tak poważnej roli, a mimo iż miał tylko krótką scenę do odegrania - zrobił to wyśmienicie. Brawa dla niego!&lt;br /&gt;Sam film, ze scenariuszem opartym na słynnym filmie Roberta Wise'a z 1951 roku, mnie osobiście nie powalił na kolana, ale też nie rozczarował. Opowiada w dużym skrócie o tym, że wiele obcych cywilizacji obserwowało od lat Ziemię, jak się rozwija, a raczej upada. W końcu widząc, że jeśli nie powstrzyma się ludzi to zniszczą oni sami swoją planetę, postanawiają one uratować wszystkie inne niż homo sapiens gatunki, niszcząc jednocześnie wszelkie przejawy istniena człowieka na planecie. Od ostatecznej zagłady ratuje nas - ludzi wiara Klaatu, wysłannika obcych cywilizacji, że ludzkość na skraju zagłady potrafi się zmienić, potrafi zrozumieć że możliwy jest świat bez wojen, niszczenia, zła. I choć przesłanie filmu jest naprawdę szlachetne, ja osobiście w to nie wierzę. W to, że nagle może zakończyć się konflikt w strefie Gazy, że przestaną być łamane prawa człowieka w Chinach i wielu innych krajach, że instytucja policji nie będzie nikomu potrzebna etc. Ludzie byli, są i będą jacy będą, wszystkich sześciu miliardów ludzi na świecie nie da się zmienić. Jednak kończąc ten akapit chcę jeszcze raz podkreślić morał filmu - może istnieć świat bez wojen, bez przemocy, bez zła.&lt;br /&gt;Dlaczego takie ważne stało się dla mnie podkreślenie tego morału? Otóż gdy wyszedłem z kina trafiłem na ulicę Piotrkowską, łodzianie wiedzą jak szczególne jest to miejsce, a dla innych pozostaje mi tylko zaprosić ich do Łodzi i przekonać się osobiście o klimacie najdłuższego deptaka w Europie. Na tymże deptaku często można latem spotkać młodych ludzi, grających na gitara
